Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Ksiądz Adam Staszczak jest od niedawna proboszczem i kustoszem parafii Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zgodził się udzielić wywiadu na temat życia religijnego w Szczecinie w czasach PRL-u.


Klaudia Małyska: Od kiedy jest ksiądz proboszczem parafii Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa? I czy mógłbym ksiądz przedstawić nam historię tej parafii?

Ks. Adam Staszczak: Jestem proboszczem SNSPJ od ponad roku. W pewnym zakresie znam historię tej parafii i postaram się ją przybliżyć.

K.M: Ilu wiernych należy do parafii?

Ks. A .S.: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Na terytorium naszej parafii, pod które podlega duży obszar w centrum Szczecina (zakres ok. 24 ulic) mieszka około 21 tysięcy wiernych, tzn. ludzi, którzy są ochrzczeni i według prawa kanonicznego należą do parafii. Ale ta liczba nie przekłada się na uczestnictwo w sakramentach, niedzielnej Mszy Św. Trudno jest mi też powiedzieć, jaka liczba ludzi uczęszcza do naszego kościoła regularnie na liturgię. Dlaczego tak trudno określić liczbę parafian? Nasza parafia jest, bowiem jedną z pierwszych w Szczecinie – funkcjonuje od 1945 roku, powstała zaraz po zakończeniu działań wojennych. Poza tym jest ona usytuowana w centrum miasta i związana jest z wieloma ludźmi, z pokoleniami szczecinian. I jeszcze jedno – mimo, że mieszkańcy przeprowadzają się z centrum Szczecina i zamieszkują w nowych dzielnicach, to często nadal są związani z tą wspólnotą parafialną. Łączą ich z tym miejscem szczególne więzy. Tutaj się urodzili, mieszkali, przyjmowali sakramenty święte. I tak, jeśli średnio w niedzielnej Mszy Św. uczestniczy od 5 i pół do 6 tysięcy ludzi, to w tej liczbie większość z nich to nasi parafianie. Pozostali zaś wierni, związani w nieco inny sposób z SNSP, proszą o przyjęcie innych sakramentów niż Eucharystia tutaj, pomimo że mieszkają w innych parafiach. Są to zwykle ludzie, którzy tu kiedyś mieszkali.
Parafia SNSPJ jest specyficzna i trudno ją porównywać do „typowej” parafii. Z jednej strony część parafian to ludzie starsi, a z drugiej strony duża liczba ludzi przychodzących do Sanktuarium na niedzielne liturgie to studenci, młode rodziny, młode małżeństwa. Wielu z nich wychowało się tu, mieszkało, ale nadal tu przychodzą. To miejsce ich przyciąga.
Poza tym liturgia niedzielna jest odprawiana co godzinę i mamy 12 Mszy Św. w niedzielę. Jest to dla ludzi wygodne. Mogą tutaj przyjeżdżać wedle możliwości i uczestniczyć we Mszy Św. Wielu ludzi podkreśla, że odpowiada im sposób liturgii głoszonego Słowa Bożego, a także zakres celebracji sakramentów. W SNSPJ znajduje się także konfesjonał wieczysty, jedyny w całym Szczecinie. Codziennie przez 9 godzin ludzie mogą skorzystać z sakramentu pokuty.
Drugim takim miejscem, do którego wielu ludzi przychodzi, jest Kaplica Wieczysta Adoracji Najświętszego Sakramentu, która jest otwarta w tym Sanktuarium od godziny 6:00 do 19:00. W Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa panuje szczególna atmosfera modlitwy, a pewne akcenty teologiczne oparte są właśnie na kulcie Serca Pana Jezusa. Przez lata były kultywowane i przeżywane przez parafian. Ta więź głęboko ich łączy.

K.M: Z tego, co wiem była to pierwsza parafia zorganizowana w Szczecinie po wojnie, czy to prawda?

Ks. A.S: Tak. Mimo to pierwsza Msza Św. została odprawiona w Kościele Św. Jana Chrzciciela, gdyż był to kościół katolicki (SNSPJ był wcześniej kościołem protestanckim, ale po wojnie stał się katolickim).

Ciekawostką jest to, iż znaleziono w nim ukryte w czasie II wojny światowej parlamenty liturgiczne.

Do Szczecina przyjeżdżali wtedy osadnicy z różnych stron Polski, wielu z nich pochodziło z Kresów Wschodnich. Sanktuarium uniknęło całkowitego zniszczenia, a jego usytuowanie w centrum miasta stanowiło dodatkową dogodność. Wkrótce Sanktuarium stało się dla osadników nie tylko centrum modlitwy, życia religijnego, ale także życia społecznego.

K.M: Jak wiem, niestety po wojnie zaczęła rządzić komunistyczna władza PRL-u. Czy władze wywierały znaczący wpływ na religijność tych terenów, na zakładanie instytucji kościelnych?

Ks. A.S.: Paradoksalne było to, że władza komunistyczna na czas zasiedlenia Pomorza Zachodniego zabiegała o dobry kontakt z Kościołem. Dlaczego? Większość osadników przybyłych z różnych stron Polski źle się czuła na tych ziemiach…
Proszę sobie to wyobrazić:
Nowi osadnicy przybyli w obce strony, do Szczecina, miasta zniszczonego przez wojnę. Panowały tu wtedy ciężkie warunki. Ci ludzie nawet nie do końca wierzyli, że tu zostaną. Więc władze zwróciły się do Kościoła, który dla Polaków był bardzo ważny. Zresztą wiara zawsze zajmowała w sercach wielu Polaków szczególne miejsce. Tam gdzie wcześniej mieszkali osadnicy – była parafia, kościół, niedzielna Msza Św. Brakowało im tego na Ziemiach Zachodnich-Odzyskanych. Chcieli, był tu z nimi kapłan i chcieli mieć własną świątynię. Ludzie, choć przybyli tutaj z różnych stron, już tworzyli Wspólnotę, potrzebowali tylko organizacji. Ciągle więc zwracali się do władz wojskowych, bo to one były w czasie zasiedlania odpowiedzialne za porządek i organizację życia w mieście, o umożliwienie spełnienia tych potrzeb.
Władzy zależało na tym, żeby te tereny zasiedlić i dlatego sprzyjało ono działalności Kościoła. I tak, władze wojskowe i polityczne zwracały się do biskupów, proboszczów i księży już tutaj pracujących, prosząc o pomoc.
Na początku współpraca komunistów i Kościoła przebiegała pozytywnie, ale niedługo. Bowiem interesy władzy ludowej były zupełnie sprzeczne z ideami Kościoła. Władze PRL-u zabiegały o wprowadzanie systemu komunistycznego (pod nazwą, ku ironii, Polski Rzeczpospolitej Ludowej). Pod koniec lat 40-tych i na początku 50-tych władze mocno dawały poznać się jako „twórcy nowej rzeczywistości komunistycznej”. Otworzył się wtedy rozdział indoktrynacji walki politycznej, ideowej. A dzisiaj wiemy, że tym pierwszym wrogiem ideowym nowego państwa był Kościół i księża, którzy ten Kościół gromadzili w jedność.

K.M: Jak reagowali parafianie na niesprawiedliwości ze strony władz komunistycznych, czy bronili oni Kościół, czy wspierali władze PRL-u, a może nie brali udziału w tych konfliktach?

Ks. A.S: Walka władz PRL-u z kościołem rozgrywała się na wielu płaszczyznach. Najczęściej była to walka nieoficjalna, walka ukryta. Władza PRL co innego oświadczała publicznie, a co innego czyniła. Jak wiemy z historii, władze komunistyczne później już nie ukrywały swojej działalności – indoktrynacji komunistycznej i antykościelnej – czyniły to w sposób oficjalny.
Zastraszano ludzi pracujących w różnych instytucjach państwowych, w szkołach, w wojsku. Prześladowani musieli skrywać swoje przeżywanie wiary, praktykę sakramentów. Jednak wielu z nich w tym czasie, niestety w lęku o przyszłość, o pracę, o stanowiska – rezygnowała ze swoich przeżyć religijnych, z praktyki sakramentalnej i w ten sposób na przestrzeni lat władza ludowa osiągnęła swój cel. Wielu ludzi odeszło od Kościoła, swojej wiary, a szczególnie ludzie w służbach mundurowych, w szkołach i tak dalej. Wiemy, że ludzie, którzy przyjechali do Szczecina, też w pewnym momencie ulegali procesowi indoktrynacji i stąd pewna część z nich, niestety, od Kościoła odeszła.
Zdarzały się takie sytuacje, iż proszono po kryjomu o sakramenty, skrywając na zewnątrz swoje uczestnictwo w życiu religijnym.
Przez władze komunistyczne szczególnie inwigilowani byli biskupi i księża – odpowiadający za życie Kościoła, za organizację ludzi w kościołach w jedną wspólnotę parafialną. Walka z duchownymi rozgrywała się na różnych poziomach. Najpierw były to ciągłe podsłuchy, nagrywanie wszystkich przemówień, kazań, regularne spotkania i wzywanie do Urzędu do Spraw Wyznań. Wywierano także presję na księży, którzy prężnie działali publicznie i mieli duży wpływ na ludzi. Tych księży wzywano na przesłuchania, straszono, a nawet aresztowano pod zarzutem działalności wrogiej przeciwko państwu. Wielu księży nie tylko cierpiało psychicznie, ale też fizycznie, a bywało, iż musieli opuścić miasto! Niektórym zaś zabierano możliwość pełnienia poszczególnych funkcji. Oczywiście, „władza” utrudniała też wydawanie paszportów, odmawiała wyjazdów.
Władze usiłowały mieć ciągłą kontrolę nad Kościołem i poczynaniami duchownych. Wszystko to zalicza się do walki na jednym poziomie. Drugim zaś poziomem walki z księżmi było utrudnianie działalności administracyjnych, czyli utrudnianie lub zakazanie wydawania pozwoleń na budowy kościołów, a nawet na remonty i renowacje, na rozbudowę sal katechetycznych.
Zawsze, kiedy ksiądz otrzymywał pozwolenie – musiał spotkać się z administratorem z urzędu do Spraw Wyznań. Funkcjonariusze polityczni, którzy piastowali wtedy urzędy, byli szczególnie przeczuleni na tego typu działalność księży i uprzykrzali im życie przez odmowy oraz oddalanie podań i próśb. To była po prostu kolejna forma walki.
Jeszcze inną było zabranianie organizacji życia religijnego poza murami kościoła, a więc zakazywano procesji, zgromadzeń wewnętrznych, liturgii. Procesji podczas Bożego Ciała ulicami miasta nie były nawet do pomyślenia. Procesje kultu świętych, odpusty oraz wszelkie uroczystości były ściśle kontrolowane i nie wolno było ich organizować, bo „zagrażały porządkowi publicznemu” – taka była oficjalna odpowiedź władz.

Parafianie także byli inwigilowani, np. podsłuchiwano ich. Szczególnie prześladowano w ten sposób parafian, którzy byli mocno związani z duszpasterstwem. Organizacja duszpasterstwa studentów czy młodzieży zawsze była obserwowana i kontrolowana. Wiadomo było władzy PRL-u, że te organizacje miały ogromny wpływ na tych młodych ludzi. Także tych, którzy starali się o karierę zawodową, obserwowano i wywierano na nich presję, gdy zbytnio nie angażowali się w życie religijne. Według władz „zachowywali się niepoprawnie wobec nowej rzeczywistości”.

K.M: Z tego, co wiem – sanktuarium było wielokrotnie przebudowywane, był nawet wstawiany nowy dzwon. Czy władze sprawiały jakieś utrudnienia przy pracach budowlanych?

Ks. A.S.: Sanktuarium niewiele zmieniło się przez okres PRL-u. To znaczy sanktuarium nie potrzebowało rozbudowy, np. nowego skrzydła budynku. Oczywiście remontowo wnętrze Sanktuarium, przebudowywano ołtarze. Natomiast budynek kościoła nie wymagał żadnych poważnych renowacji.
Jest pewna ciekawa historia dotycząca katechez odbywających się w lokalach przy Sanktuarium. Salki do nauki katechezy w czasie PRL-u były przepełnione młodzieżą. Nie było to dla nikogo przyjemne, były także trudne warunki pracy. Zakazanie rozbudowy, rozwinięcia podobnych salek – było uprzykrzającą życie walką ze strony władz komunistycznych.
Natomiast zmiany wnętrza Sanktuarium odbywały się pod ścisłą kontrolą konserwatora zabytków, którym władze posługiwały się, aby jak najbardziej ograniczyć inicjatywę parafian i księży. Reakcja ludzi była wręcz odwrotna, niż spodziewały się władze PRL-u… Tym bardziej, że Polacy organizowali się w jedność, pomagali sobie nawzajem, zbierali środki na budowę, np. tak jak to było w przypadku nowego dzwonu. Zaraz wtedy też pojawiały się sygnały ze strony władzy, że „niepotrzebne są te nowości”, a „dzwony zakłócają spokój”. Jednak determinacja księży i parafian była tak wielka, iż skutecznie przeciwstawiano się niesprawiedliwościom i nie poddawano się władzy PRL-u.

K.M: Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

Klaudia Małyska, kl. VI SP 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska