Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

Na pierwszych widzów padał najprawdziwszy śnieg. Walerian Pawłowski dyrygował kocim ogonem, a w loży zawsze była milicja. Szczecińska operetka świętuje 50 lat!


Dokładnie 50 lat temu, 25 stycznia 1957 r., w powojennym Szczecinie odbyła się pierwsza premiera muzycznego przedstawienia. Była to „Kraina uśmiechu” Franza Lehara. Specyficzna operetka, bo bez szczęśliwego zakończenia. Chociaż zdaniem jednego z pierwszych dyrygentów szczecińskiej operetki Waleriana Pawłowskiego – jak najbardziej szczęśliwe: wszystkie pary się rozchodzą, nim zdążyły się sobą znudzić.

I właśnie najnowszą premierą tego tytułu szczecińska Opera zamknie dziś (i rozpocznie następne) półwiecze swojego istnienia.

Rolę Lizy zaśpiewa dawno niesłyszana na szczecińskiej scenie Romana Jakubowska-Handke (w latach 80. ceniona solistka szczecińskiej opery). Postać Mi zagra Agata Brodzińska, synowa Ireny Brodzińskiej, prawdziwej królowej w historii szczecińskiej sceny muzycznej, pięknej, urokliwej (ponoć w Szczecinie nie było mężczyzny, który by się w niej nie kochał). Irena Brodzińska jako prześliczna Chineczka Mi wystąpiła w owej pierwszej „Krainie uśmiechu”. Partnerował jej małżonek Edmund Wayda, wykonawca w tamtych latach wszystkich głównych ról męskich.

Tamta premiera odbyła się na scenie Domu Kultury Budowlanych (ZetBeeM) przy ul. Bohaterów Warszawy, ale za pierwszą siedzibę Operetki Szczecińskiej uważa się salę gimnastyczną Milicji Obywatelskiej przy ul. Potulickiej. Miała być „na tymczasem”. – To „tymczasem” trwało ćwierć wieku – wspominał kilka lat temu w rozmowie z „Gazetą” Jacek Nieżychowski, pierwszy dyrektor świątyni podkasanej muzy. – W umowie o wynajem sali był punkt, że MO otrzyma na każde przedstawienie 20 miejsc i drugą lożę po lewej stronie sali. I te miejsca zawsze były zajęte.

Miedzy sceną a widownią w suficie była dziura. Dlatego zimą nierzadki był widok, gdy panie w eleganckich, zwiewnych sukniach śpiewały na scenie, a widzowie siedzieli w futrach. A przez metrową szparę, sypał śnieg.

Nieodżałowany pan Walerian Pawłowski lubił wspominać też kociaka z Potulickiej, który zagnieździł mu się na obramowanym żarówkami (a więc ciepłym) pulpicie. Bywało, że podczas koncertów kładł się na samym środku partytury zwinięty w kłębuszek. – Trzeba było wtedy lecieć koncert z pamięci – śmiał się z rozrzewnieniem mistrz Walerian. A raz postanowił zrobić muzykom psikusa, wsadził sobie kotka w rękaw fraka i poprowadził orkiestrę wywijając kocim ogonem.

50 lat temu „Krainę uśmiechu” wybrano dla małej obsady i skromnych wymagań tanecznych. Podczas premiery wykonawcy szerokim łukiem omijali fortepian, na którym nie obeschła farba, a w pierwszym akcie rolę mebli za darmo grały biedermeiery wypożyczone od babci dyrektora.

Dzisiejszą inscenizację „Krainy uśmiechu” wyreżyserował jeden z najsłynniejszych polskich śpiewaków, Wiesław Ochman. Malowniczą scenografię przygotował Jan Bernaś. Orkiestra zagra pod batutą Romana Kraszewskiego.

W piątek Opera na Zamku zaprasza na dzień otwarty, podczas którego będzie można zajrzeć za kulisy, napić się kawy z gwiazdą, posłuchać wspomnień operowych seniorów, obejrzeć film i wystawę pięćdziesięciolecia.

Przez ostatnie lata szczecińska opera była najskromniej dotowaną tego typu placówką w Polsce. Teraz jest szansa, że z unijnych środków dostanie na modernizację 15 mln euro.

Ewa Podgajna, Gazeta Wyborcza, 24 I 2007 r.