Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

Dokładnie 36 lat temu w szczecińskiej stoczni, wtedy im. Adolfa Warskiego, zdarzył się cud.

Po raz pierwszy w historii PRL do zbuntowanego zakładu pracy przyjechali czterej najważniejsi ludzie w państwie: I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, premier Piotr Jaroszewicz, szef MSW Franciszek Szlachcic i gen. Wojciech Jaruzelski, który był wówczas szefem armii i posłem ziemi szczecińskiej. Słynne spotkanie w stoczni trwało dziewięć godzin. W starych czasach władza zadbała, aby społeczeństwo nie poznało jego szczegółów. Nowa Polska zupełnie o tym niezwykłym strajku zapomniała.

Współdziałanie z władzą ludową

Na początku 1971 r., po utopionej we krwi robotniczej rewolcie Grudnia ’70, w stoczni wciąż wrzało.

Iskrą, która spowodowała ponowny wybuch, był kłamliwy artykuł, jaki ukazał się 20 stycznia na pierwszej stronie „Głosu Szczecińskiego”, z którego wynikało, że robotnicy z rurowni zobowiązali się pracować w najbliższą niedzielę.

Jeden z przywódców strajku Edmund Bałuka wspomina: – Zapytaliśmy: „Jakie wy tu sk…syny zobowiązania podejmujecie!”. Tamci: „Nic nie podejmowaliśmy!”. Ludzie krzyczeli: „Spalmy redakcję „Głosu” i telewizję!”. Powiedziałem im: „Komitet i milicję już spaliliśmy. I co z tego? „.

22 stycznia 1971 r. rano robotnicy z rurowni formują pochód, do którego przyłączają się stoczniowcy z innych wydziałów. Na dach kiosku spożywczego wspinają się Edmund Bałuka i Adam Ulfik. Pierwszy z nich rzuca hasło strajku okupacyjnego aż do przyjazdu do stoczni najwyższych władz PRL. To on został przewodniczącym komitetu strajkowego, jego zastępcą – Ulfik. Obaj mieli mir wśród robotników. Bałuka siedział w więzieniu i pracował karnie w kamieniołomach za próbę ucieczki na Zachód. Ulfik w czasie wojny był zesłany do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Po wyzwoleniu odnalazł obozowego kapo-sadystę i zabił go. Kilkuletni wyrok odsiedział w amerykańskiej strefie okupacyjnej. W Szczecinie siedział za pobicie oficera milicji.

Późnym wieczorem pierwszego dnia strajku uzbrojone wojsko i milicja otoczyły stocznię szczelnym kordonem. Odcięto dostawy żywności i papierosów. Milicyjne helikoptery rozrzucały ulotki: „Matki! Wpływajcie na swoich synów i mężów! Gwarancją lepszego życia jest tylko porządek i współdziałanie obywateli z władzą ludową”. SB aresztowała 19 osób za „nawoływanie do strajku”.

Lucjan Adamczuk, jedyny w komitecie strajkowym z wyższym wykształceniem, napisał list do władz. Dostała go dziennikarka „Trybuny Ludu” Alicja Solska, żona premiera Jaroszewicza. W niedzielę 24 stycznia o 10 rano przekazała go mężowi. Kiedy padła propozycja wyjazdu do Szczecina, Wojciech Jaruzelski miał się wyrazić: „Jest to leninowska decyzja”.

Wyprały Gierkowi koszulę

Słynne spotkanie w stołówce rozpoczęło się od odczytania przez Bałukę 12 postulatów. Robotnicy żądali m.in. gwarancji bezpieczeństwa, sprostowania kłamliwego artykułu i zgody na działanie komisji robotniczej.

Gierek ostrożnie zaatakował: „Górnicy dadzą 900 tys. ton węgla dodatkowo. Również hutnicy dadzą stal, koks i tak dalej. A wy, towarzysze, zastanówcie się, ileście dali za ten miesiąc!”. Po tych słowach na sali zapanowało gniewne ożywienie. Jednak koniec końcem nocna rozmowa robotników z władzami skończyła się łamaniem chlebem (większości postulatów nie spełniono).

Ewa Zielińska-Arciszewska, uczestniczka strajku: – Gierek podczas tego spotkania strasznie się spocił z emocji. Dostał flanelówkę, a dziewczyny wyprały mu jego sekretarską koszulę.

Właśnie wtedy, według niektórych historyków, na słynne pytanie Gierka: „No więc jak, pomożecie?”, robotnicy mieli entuzjastycznie odpowiedzieć: „Pomożemy!”. Teraz wiadomo już, że to tylko jeden z wielu mitów PRL.

Komitet strajkowy ze Stycznia ’71 przekształcił się w Komitet Robotniczy. Wkrótce jednak rozpoczęły się represje, do Szczecina przyjechał specjalny „desant” SB z Warszawy. Bogdan Gołaszewski, który w styczniu 1971 r. wyprowadził robotników z rurowni, 10 sierpnia został znaleziony w swoim mieszkaniu otruty gazem. Niedługo potem Adam Ulfik został napadnięty w domu przez dwóch nieznanych mężczyzn. Odurzyli go chloroformem i odkręcili kurki z gazem. Doszedł jednak do siebie i zdążył otworzyć okno. Zmarł w niejasnych okolicznościach w 1976 r. Edmund Bałuka, posługując się lewą książeczką żeglarską, uciekł na Zachód. Założył Polską Socjalistyczną Partię Pracy, wydawał lewicowe, antykomunistyczne pismo „Szerszeń”, które kurierzy przewozili do Polski. W kwietniu 1981 r. nielegalnie wrócił do kraju z doklejonymi wąsami i lipnymi francuskimi papierami. W 1982 r. dostał pięć lat więzienia.

Śledztwo szczecińskiego IPN nie wyjaśniło tajemnicy śmierci robotników, bo cała dokumentacja operacji SB pod kryptonimem „Aktywni” została zniszczona.

W czwartek o godz. 19 w klubie Alter Ego przy ul. Dworcowej odbędzie się – pod patronatem „Gazety” – spotkanie współorganizowane przez IPN poświęcone Styczniowi ’71. Edmund Bałuka przemówi z telebimu, a na żywo o strajku opowiedzą jego uczestnicy oraz historycy.

Adam Zadworny, Gazeta Wyborcza, 23 I 2007 r.