Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

(…) Kochana Mamo! Wymarzyłem sobie ładną historię. Jak zdobędę trochę pieniędzy pojadę sobie w Polskę, ale bez mapy. Mam duże szansę na wypożyczenie konia (i siodła!). Wsiądę na niego, namiot, farby i w drogę. Moje marzenie… W lasy, hen, hen… Co Wy na to? Co? Dyplom niedługo, muszę trochę pomalować…

Oleg, 26 III 1968 r.

(…) Kochana Mamo! Już maluję na całego. Całymi dniami (dosłownie). Siedzę w pracowni – malarstwo, rysunek, i wojsko, specjalizacja (malarstwo ścienne) i dwie godziny nauk politycznych. Do nadrobienia mam technologię malarską i techniki graficzne. Codziennie kończę o 19-ej, ale wcale nie żałuję tego, bo mam przynajmniej to, co chciałem.

Oleg, Sopot, 3 XII 1967 r.

(…) El Greco, El Greco, mój ukochany, El Greco… Coraz cieplej. Cześć! Praca u introligatora już przepisana. Egzamin dyplomowy 19 maja, a może i wcześniej. Będę musiał nałożyć koszulę i krawat.

Oleg, Sopot, 1970 r.

Oto fragmenty listów pisanych przez wybitnego i jakże przedwcześnie zmarłego artysty Olega Bałakirewa, listów pisanych w okresie studiów, do matki, do Szczecina.

Oleg Bałakirew był synem Pawła – malarza, tuż po wyzwoleniu osiadłego w Szczecinie. Od dzieciństwa towarzyszył ojcu przy pracy, całymi godzinami śledząc powstawanie obrazu, podając pędzle, wykonując drobne czynności. Po latach i jego mały synek „tworzył” razem z nim, wypełniając odwrocie płócien Olega zamaszystymi krechami węgla.

Podjęcie nauki w szczecińskim Liceum Sztuk Plastycznych, a następnie studiów artystycznych wyniknęło z naturalnej kolei rzeczy. Powrót do Szczecina po ukończeniu studiów w gdańskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w 1970 r. – to czas i miejsce artystycznego startu.

Zwrócił na siebie uwagę już pracami dyplomowymi, ich żywiołową ekspresją i sposobem rozwiązywania zagadnień światłocienia, co z czasem okazać się miało istotnym atutem jego malarstwa. Ale wówczas pierwszym jego samodzielnym dążeniem była bezlitosna eliminacja – wyzbywanie się żywiołowości, wyciszanie gamy barwnej; wzrastać za to zaczęła rola rysunku jako składnika malarskiej wypowiedzi. Pojawiły się kompozycje wprost ascetyczne w lakonicznym ukazaniu motywu, jak płótno „Splot – wnętrze pustej łodzi” z 1971 r. Kulminację lakoniczności osiąga w „Końcu zabawy” i „Lalu” z przełomu 1973/74. W obu motywem jest okno, a rysunek profilowań wyznacza kompozycję. Oschłe w martwocie rysunku okienne framugi to tylko ramy dla rozpościerającej się na zewnątrz głuchej czerni nocy („Koniec zabawy”), czy chłodnego światła dnia („Lalu”). Właściwym zaś przedmiotem są dwie małe główki marionetek w „Lalu” oraz zwisająca z uchwytu zepsuta lalka pozbawiona rąk i odwrócony napis na szybie: 1 XI 1973, w „Końcu zabawy”. Wprawdzie wiadomo, że marionetki znajdowały się po prostu w domu – brat Olega związany był w tym czasie z teatrem lalek – niemniej kilkakrotne wprowadzenie marionetek do kompozycji nasuwa myśl o przejawiającej się skłonności do metaforycznej symboliki.

Byłabym też skłonna dopatrzeć się owej tendencji w obrazie z 1974 r., „Struktura”, zwracającym uwagę swą odrębnością w całej spuściźnie Bałakirewa. Jasna, pogodna w kolorystyce kompozycja, przedstawia składowisko drewnianych transporterów uporządkowanych w szeregi piętrzących się pryzm. Za pierwszoplanowym zgrupowaniem transporterów, w zaułku po prawej stronie widoczna jest postać siedzącego w cieniu człowieka. Pochylony, w nasuniętym na czoło kapeluszu, z gazetą w ręku, z podkurczonymi nogami. Ledwo naszkicowana – drobna niewiele znacząca sylwetka, jeszcze pomniejszona pieczołowitością rysunku desek, różnicowaniem ich faktury, rozłożeniem świateł. Rzecz dziwna, ale jest to jedyna postać w całej twórczości Olega Bałakirewa wykazująca cechy indywidualne, skupiająca uwagę.

W tymże 1974 r. za „Wózek Piotra” otrzymał nagrodę na VII Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie. Obraz wyróżnia się dojrzałością rozwiązania problemów formalnych, wyszukaną prostotą materii malarskiej. Ciemny mrok wnętrza fascynuje nieodgadnioną głębią. Wiszące na sznurku pieluchy przyciągają wzrok świetlistością, zwykły dziecięcy wózek na pierwszym planie, po prawej stronie, dzięki precyzji przeobraża się niemal w samoistne dzieło sztuki. Wiszący u góry mosiężny talerz dopełnia tonami żółci triadę akcentów zasadniczych barw.

W 1975 r. w pięć lat po ukończeniu studiów namalowawszy obraz „Baltic beer” Oleg Bałakirew powiedział do żony: – Jestem malarzem, mogę się podpisać. Prostota motywu jest wręcz szokująca: ujęta z góry butelka stojąca na posadzce. Ale to nie butelka i posadzka, a przestrzeń i światło są głównym przedmiotem tego obrazu. Ograniczenie elementów do niewielu przedmiotów i skoncentrowanie się na wydobyciu maksymalnej ekspresji ich istnienia w przestrzeni – znalazło się w centrum uwagi malarza. Obraz, również z 1975 r., „Bez okien” potwierdza to z całą oczywistością. Kompozycja ukazuje fragment wnętrza pokoju wypełnionego bezładnie nagromadzonymi sprzętami. Przestrzeń trzech pustych ścian oddziela od sufitu fryz sztukateryjnego ornamentu. W dole, po prawej stronie płaszczyzna nikłej cynobrowej czerwieni dopełnia chłodny zielonkawy koloryt całości. I jeszcze „Mur” z 1976 r. – zobaczony z bliska, struktura szaro-biało-żółtawych cegieł, płaty nie odpadniętego jeszcze tynku, nagryzmolone litery, fragmenty słów, rysunku, oparte o ścianę koła od pojazdu. Doprawdy trzeba autentycznego talentu, aby z tego stworzyć obraz na trwałe pozostający w pamięci.

Czas twórczości Olega Bałakirewa zamknął się w niespełna siedmiu latach. Namalował w sumie trzydzieści kilka obrazów, wliczając w to i prace dyplomowe. Malował powoli, ze świadomością wytkniętego celu – uczynienia ręki powolnej zamysłom, uzyskania biegłości pozwalającej najprostszymi środkami uchwycić kształt, przestrzeń, światło. Wymagania stawiał sobie wysokie, zdawał się w tym opierać na starych dobrych wzorach malarstwa holenderskiego znanego mu z gdańskiego muzeum.

Skupienie uwagi na przedmiocie wywołuje w malarstwie Olega Bałakirewa szczególny rodzaj ekspresji. Wyboru nie powodowała fascynacja estetyczna – piękno kształtu, właściwości powierzchni. Rzadko też ujawniały się potem owe skłonności, symboliczne czy personifikujące, wyrażane np. motywem lalki.

Malował przedmioty najzwyklejsze, wręcz pospolite – krzesło, butelkę, stolik, listwy – rzeczy banalne, zastane, towarzyszące codziennemu bytowaniu. Realność ich egzystencji nabiera wymowy przez kontrast z otoczeniem, którego materialność gubi się w grze półcieni i mroku. Szara powszedniość przeobrażona zostaje w świat tajemnicy, nakłaniający do penetracji, śledzenia przebłysków światła, dopowiadania kształtu wyobraźnią. Kompozycja zawsze wnikliwie przemyślana, ożywia wnętrze poruszonym układem elementów, przewodnią rolę wyznaczając przecież światłu. To światło rozlśniewa lub gaśnie na płaszczyznach laserunków, perli się w ostrej przerywanej cienkiej linii bieli, zadziwia rozmachem pędzla.

O obrazach Olega Bałakirewa nie da się powiedzieć, że należą do arte povere – sztuki biednej. Są bogate bogactwem materii malarskiej, wymowne prostymi treściami, przekonywające siłą wyobraźni. A najbardziej zdumiewające dla mnie jest to, że w tej tak już przecież wiekowej przedmiotowej konwencji wciąż jeszcze kryją się świeże prawdy i nowe możliwości.

Ten niepospolity talent zgasł jakże wcześnie: Oleg Bałakirew zginął w wypadku samochodowym w 1977 r. w wieku 33 lat.

Jadwiga Najdowa, Oleg Bałakirew 1944-1977. Światłocień, ekspresja, [w:] Ku Słońcu 125. Księga z miasta umarłych, pod red. M. Czarnieckiego, Szczecin 1987.