Opublikowane przez sedina w Ciekawostki.

Zegary, zegarki, czasomierze mają swój dzień, a właściwie parę minut w roku. To w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia oczy niemal wszystkich zwrócone są na zegary.


Zapomniany zegar rzemieślników

Szczecin pozbawiony jest chronometru, który odmierzałby czas miasta i żyjących w nim ludzi. Nie ma zegara, pod którym umawialiby się zakochani i biznesmeni, pędzący wiecznie za pieniędzmi. Te nieliczne, które udało się zachować i odrestaurować, nie przyciągają wzroku, a te zapomniane niszczeją, chowając się coraz głębiej w szufladach ludzkiej pamięci.

Jednym z najstarszych i zachowanych jeszcze zegarów szczecińskich, który przetrwał w dobrym stanie wojnę, jest czasomierz umieszczony na budynku ZDZ przy placu Kilińskiego. Przed wojną mieściła się tu Szkoła Rzemiosła, której absolwenci skonstruowali ten chronometr.





To największy zegar szczeciński. Dwanaście wielkich kul przypomina piłki i może dlatego przez dziesięciolecia rozpalają wyobraźnię dzieci. Owymi kulami oznaczono godziny. Tuż po wojnie zegar odmierzał precyzyjnie czas, wydzwaniając pełne godziny. Świadkowie tamtych dni twierdzą, że działał jedynie bardzo krótko. Dosłownie przez pierwsze miesiące, kiedy jeszcze na Niebuszewie mieszkali Niemcy. Wkrótce jednak stanął.

Stanisław Bakierowski, który w latach 50. pracował w Szkole Odzieżowej przy pl. Kilińskiego wspominał kiedyś, że zegar zamierzano uruchomić w roku 1956. Niestety okazało się wówczas, że gdzieś podziały się części jego maszynerii rozszabrowane przez zbieraczy metali kolorowych. Pomysł szybko zarzucono, choć mogli je dorobić uczniowie zasadniczej szkoły zawodowej, którzy nie takie rzeczy robili wówczas na zajęciach.

– Jakoś nikt nie kwapił się zabrać za reperację zegara – wspomina Jan Osiński, prezes ZDZ. – Później, na początku lat 80. pomysł wrócił i zaczęto szukać zegarmistrza, który wykonałby pracę. Długo nie można było znaleźć odpowiedniego fachowca. W końcu trafił się. Coś tam zrobił i zegar zaczął chodzić. Wkrótce jednak ponownie stanął.

Gdy magistrat zainstalował na swoim budynku nowoczesny zegar, złośliwcy mówili:

– Urzędnicy dbają, by przypadkiem nie zostać w pracy minuty dłużej, niż trzeba.
Jakie by nie były wówczas intencje władz miasta, nigdy nie zadbały o zegar na ZDZ.

Pewien optymizm do historii zapomnianego zegara wnosi fakt przejęcia części obiektów ZDZ przez Uniwersytet Szczeciński.

– Staramy się w ministerstwie o pieniądze na remont budynków – przyznaje prof. Ryszard Borówka, dziekan Wydziału Nauk Przyrodniczych US. – Myślę, że pierwszą transzę powinniśmy otrzymać już w przyszłym roku, ale zostanie wykorzystana na remont wnętrz. Elewację i renowację zegara przeprowadzimy w drugiej kolejności, co być może nastąpi w 2008 r.

Zegary zamkowe

Szczecinianie najczęściej oglądają zegary w Zamku Książąt Pomorskich.
Od strony dziedzińca, na Wieży Zegarowej umieszczono szesnastowieczny zegar z mechanizmem wykonanym w 1693 r. przez mistrza Kacpra Nitarda.





W internecie, gdzie znajduje się wzmianka o mistrzu, przekręcono jego nazwisko na Kacper Ritard z Drawska. Prawdopodobnie jednak nie pochodził z Drawska, a ze Szwecji, choć jest to informacja nie do końca historycznie potwierdzona.
Mało kto wie, że w Szczecinie znajduje się również drugi zegar tego mistrza. Muzeum Miasta kupiło go 11 lat temu od państwa Szumskich z Choszczna. Jak znalazł się tam, tego nawet oni nie wiedzieli. Po prostu był w ich domu.

– Podobnie jak wiele innych eksponatów, tak i ten udało się nabyć dzięki finansowej pomocy Towarzystwa Przyjaciół Szczecina – mówi Anna Bartczak z muzeum. – Towarzystwo sponsorowało też kupno dwóch cennych obrazów, które niegdyś były własnością szczecińskich muzeów.

Na wewnętrznej ścianie Skrzydła Wschodniego zamku znajduje się relief erekcyjny z 1538 r. Nad nim zegar słoneczny z fragmentem sentencji Hipokratesa: VITA BREVIS… (ars longa, tempus praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile (Życie krótkie… (sztuka długotrwała, sposobność przemijająca, doświadczenie niebezpieczne, sąd trudny).





Drugi słoneczny zegar umieszczono na Skrzydle Zachodnim, w górnej partii elewacji. Tu znaleźć można sentencję Horacjusza: CARPE DIEM… (…quam minimum credula postero) czyli UŻYWAJ DNIA… (jak najmniej ufając przyszłości). De facto – Julian Tuwim zwykł przekręcać powyższe słowa na KARPIA ZJEM.





Nieznane zegary słoneczne

Przedwojenna starówka mogła pochwalić się kilkunastoma zegarami słonecznymi, które dość precyzyjnie odmierzały czas. Dziś koślawo i bardzo wolno odnawiane kamieniczki tylko kształtem przypominają stare budowle. O zegarach architektom, którzy nakreślili ich wizje, nawet się nie śniło.

Niegdyś zegar słoneczny znajdował się na ścianie przychodni przy al. Wojska Polskiego. W miarę upływu lat został zasłonięty przez bujnie rosnące tu dzikie pnącza.





Podobny los spotkał zegar umieszczony na starym domku, znajdującym się na rogu ulic Wawrzyniaka i Kr. Korony Polskiej. Dom powstał w roku 1872 wybudowany prawdopodobnie przez akcyjne towarzystwo budowlane Westend. Wówczas to na trójkątnym frontonie nad oknami umieszczono piękny zegar słoneczny ozdobiony smokiem z rozpostartymi skrzydłami.





Dom ten wypatrzył przed wieloma laty znany przewodnik Czesław Piskorski, który długo zabiegał o objęcie domu opieką konserwatorską. W końcu mu się to udało. Jakież było moje zdziwienie, gdy pytając Miejskiego Konserwatora Zabytków o zegar słoneczny na baśniowym domu przy Kr. Korony Polskiej 20, otrzymałem zaskakującą odpowiedź.

– Obiekt nie jest wpisany do rejestru – stwierdziła Małgorzata Jankowska, miejski konserwator zabytków. – Obowiązek renowacji i opieki spoczywa na właścicielu obiektu, a konserwator może tylko pomóc.

Ten przepiękny choć bardzo zaniedbany dom jest zabytkiem. Podobnie jak resztki zegara, który można jeszcze dziś poddać renowacji.

Tajemnicze i schowane

W 1972 r. Cefarm postawił na pl. Grunwaldzkim wielki neon. Wówczas to zasłonięto stary zegar, który przez wiele lat z niewielkimi przerwami odmierzał czas klientom znajdującej się tu od 1928 r. apteki.





Zegar odkryto przypadkowo w lipcu 2003 r., gdy neon likwidowano. Nadal miał autentyczny cyferblat, wskazówki i obudowę. Opiekę nad renowacją zegara przejęli wówczas Miłosz Ciesielski i Paweł Mazur z firmy Kielart Konserwacja Zabytków. Zmieniono jedynie napęd, jako że dawniej zegar kontrolowany był przez zegar matkę, umieszczoną wewnątrz apteki. W jego miejsce wstawiono napęd elektryczny sterowany radiowo sygnałem DCF 77 pochodzącym z nadajnika radiowego w Meinflingen niedaleko Frankfurtu nad Menem. Zainstalowała go firma Ostar Electronics.

Drugi, podobny zegar wisiał jeszcze po wojnie na kamienicy przy ul. Jagiellońskiej, ale został przez kogoś ukradziony.

W XIX w. na większości wież kościelnych zamontowano zegary. Do dziś pozostało ich bardzo mało. Jeden jest na Niebuszewie, na kościele przy ul. Słowackiego, drugi na katedrze, kolejny na wieży portowej przy wjeździe do Szczecina.

Następny – i chwała tu ks. Aleksandrowi Ziejewskiemu, proboszczowi kościoła pw. Jana Chrzciciela przy ul. Bogurodzicy – zaczął żyć na nowo po 60 latach w czerwcu tego roku. Stary mechanizm został zniszczony podczas nalotów alianckich. Nowy wyregulowany według zegara atomowego we Frankfurcie nad Menem, ma prawo późnić się o sekundę na sto lat. Zegar ma tarcze z każdej strony wieży. Średnica każdej z nich liczy ok. dwóch metrów. Zegar wykonała ta sama firma z Poznania, której czasomierze zainstalowano w katedrach poznańskiej i gnieźnieńskiej, a także kościołach w Nowosybirsku i w Togo w Afryce.

Odnowiony zegar chodzi też na murach liceum nr 7 przy ul. Jana Styki i w budynku ekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego, umieszczony na wieży starego budynku przy ul. Mickiewicza.





Może wybijać godziny i melodię Gaudeamus Igitur. Wiele jednak szczecińskich czasomierzy czeka na swoje odkrycie i renowację. Choćby dlatego, że stare zegary, po prostu mają duszę.

Marek Rudnicki, Głos Szczeciński, 29 XII 2006 r.

Zapraszamy do Galerii