Opublikowane przez kgirl w Ciekawostki.

Nastrój świąteczny można było poczuć już w Dniu Odkupienia (Bußtag). Dzień wcześniej odbywało się tradycyjne ubijanie gęsi, tak by przyrządzone na znany pomorski sposób trafiły na czas na świąteczny stół. Był to także czas, kiedy trzeba było przygotować i wysłać paczki do rodziny i przyjaciół, żeby mogli się nimi cieszyć w Święta Bożego Narodzenia. W sam Dzień Odkupienia można było udać się na mecz piłkarski. Kto wygra tym razem: Stettin czy Berlin?

Po pełnej skupienia Niedzieli Zmarłych (Totensonttag) nadchodził czas wielkiego oczekiwania. Mamy po kryjomu zabierały się za przygotowanie adwentowych warkoczy (Adventszopf). Najdrobniejsze rzeczy, które cieszyły dziecięce serduszka: ołówki, książeczki, wstążki, szklane paciorki, zawijane były w kolorowy papier i doczepiane do długiej szarfy, która w adwentowy poranek zawieszana była na oknie. Każdego dnia jeden z 24 kolorowych pakuneczków odcinany był z wielką radością i lądował w rączkach uśmiechniętego dziecka.


W tym czasie i samo miasto nabierało świątecznego wyglądu. Na Königsplatz i Paradeplatz stawiano duże choinki, które z czasem zastąpiono świątecznymi piramidami (tzw. Weinachts- bądź Adventspyramide). Wywodzące się z ludowej tradycyji sięgały kilkunastu metrów wysokości, do masztu przymocowane były trzy lub cztery wieńce z jedliny, które przyozdabiano świątecznymi zabawkami, figurkami aniołów czy szczecińskimi piernikami.


Weinachtspyramide na Königsplatz




Tak przystrojone i pachnące miasto sprawiało dzieciom i dorosłym ogromną radość. My dzieci często bywaliśmy „w mieście”. Z zachwytem staliśmy na Kleine Domstraße przed wystawą u Beckera pełną zabawek i przyciskaliśmy nosy do szyby. Albo biegaliśmy od jednego domu towarowego do drugiego, zaczynaliśmy u Naumanna Rosenbauma, żeby skończyć na ostatnim piętrze u Braci Kargerów wydając z siebie jedynie achy i ochy. Co obchodziły nas wełniane kalesony, które mama kupowała na parterze u Karstadta, my dzieci zainteresowani byliśmy jedynie działami z zabawkami. A te znajdowały się zazwyczaj na ostatnim piętrze. Przestępowaliśmy niecierpliwie z nogi na nogę, póki mama nie skończyła i nie wdrapała się z nami schodami czy windą na górę. Czyż nie była to prawdziwa radość?

Stadttheater przygotowywał dla dzieci co roku specjalne przedstawienia świąteczne. Wystawiano przeróżne baśnie, o Żabim Królu, o Jasiu i Małgosi, o Kopciuszku. A potem wychodził do dzieci Mikołaj, by z nimi pośmiać się i pożartować.

Na trzy tygodnie przed świętami miasto żyło zakupami. Lindenstraße ze swoją szeroką promenadą między jezdniami nadawała się idealnie do corocznego targu świątecznego (tzw. Weinachtsmarkt). Z niezliczonych budek i straganów roznosił się w tych przedświątecznych dniach zapach pieczonych migdałów, orzechów i pierników, który mieszał się z zapachem świeżo ściętych choinek.


Weinachtsmarkt na Lindenstraße




Breitestraße i Schulzenstraße były tak zatłoczone, że tramwaj ledwo mógł przejechać. Zabiegani szczecinianie zatrzymywali się czasami w którejś z knajpek czy restauracji w centrum, gdzie można było ogrzać się przy grzanym winie czy herbacie z rumem.

Potem szybko wracali do domu, gdzie czekały na nich przygotowania świątecznych potraw i wielkie porządki. Aż nadchodziły święta…