Opublikowane przez sedina w Historia.

W maju 1982 r. pojechał do Szczecina, żeby sprzedać kilka radiomagnetofonów. Tego dnia „Dziennik Telewizyjny” pokazał, jak pałuje go milicja. Lektor grzmiał: „Wyłapano czołowych prowodyrów demonstracji”.

Tydzień temu, 12 grudnia, pan Tomasz dostał kilka SMS-ów bardzo podobnej treści: „W wiadomościach pokazywali, jak pałowała cię milicja!”.

– Nie miałem pojęcia o co chodzi – wspomina 44-letni dziś właściciel myjni samochodowej, mieszkaniec Poznania. – Nie udzielałem wywiadu żadnej stacji, w filmie też oczywiście nie grałem. Nie mówiąc już o tym, że milicja od dawna nie istnieje.

Wszystko wyjaśniło się, kiedy poznaniak zadzwonił do jednej z osób, które przysłały mu SMS-a. Okazało się, że w telewizyjnych materiałach zapowiadających obchody 25. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego wykorzystano zdjęcia z rozruchów, które miały miejsce na początku maja 1982 r. w Szczecinie. W tym słynne ujęcie, na którym zomowcy tak zaciekle biją młodego mężczyznę, że aż wypada im biała pałka. Tym mężczyzną jest właśnie Tomasz Leśniewski. Nie był działaczem opozycji, nie mieszkał nawet w Szczecinie. Jak to więc możliwe, że znalazł się na tych zdjęciach?

– W 1982 r. miałem równo 20 lat – poznaniak zaczyna swoją opowieść. – Szczerze powiem, że nie interesowałem się specjalnie polityką. Podczas stanu wojennego nie popierałem ani partii, ani „Solidarności”. Trzymałem się od tego z daleka choćby dlatego, że mój ojciec był wojskowym. Żyłem swoim życiem – jeździłem po całym kraju i handlowałem sprzętem hi-fi.

Leśniewski kupował towar od pracowników zakładów Fonica w Łodzi, Kasprzaka w Warszawie czy Diora w Dzierżoniowie i wracał z nim do Poznania. Tam sprzedawał go na giełdzie. Czasami robił maluchem handlowe wypady do innych miast. Traf chciał, że na początku maja znalazł się w Szczecinie.

– 3 i 4 maja miastem wstrząsnęły demonstracje opozycji przeciwko stanowi wojennemu – wspomina 38-letni Adam pochodzący ze Szczecina. – Tysiące ludzi wyszły na ulice. Ja byłem za młody żeby brać w tym udział, ale moi o kilka lat starsi koledzy zdecydowali się pojechać do centrum. Opowiadali mi potem, że w stronę zomowców leciały setki kostek brukowych. Milicja odpowiadała gazem.

Kiedy Tomasz Leśniewski przyjechał do Szczecina (dzisiaj nie jest w stanie przypomnieć sobie, czy było to 3 czy 4 maja) zaparkował malucha w centrum i z kilkoma radiomagnetofonami Kasprzak w rękach ruszył na umówione spotkanie do klubu studenckiego. Nie miał pojęcia, że był bardzo blisko centrum rozruchów. Zorientował się dopiero, kiedy po ubitym interesie (- Zresztą kiepskim, bo sprzedałem tylko jednego Kasprzaka – mówi) chciał wrócić do samochodu.

– Kiedy byłem kilkadziesiąt metrów od malucha, zorientowałem się, że przede mną trwają walki zomowców z opozycjonistami – opowiada. – Nagle dwóch milicjantów podbiegło do mnie i wykręciło mi ręce. Bolało tak, że nie miałem siły niczego wytłumaczyć. W końcu popchnęli mnie na ziemię. Nie zdążyłem na dobre podnieść wzroku, kiedy na moją głowę posypały się potężne ciosy. Straciłem przytomność.

Leśniewski wylądował w szpitalu ze złamanym nosem i wstrząsem mózgu. Zdjęcia, na których jest bity, a które tydzień temu przypomniała telewizja, wyemitował w 1982 r. „Dziennik telewizyjny”. Lektor grzmiał: „Oto wyłapano czołowych prowodyrów demonstracji…”. – Ja prowodyrem, wyobraża pan sobie? – śmieje się Leśniewski. – To doprawdy chichot historii.

Michał Kopiński, mark, Gazeta Wyborcza, 19 XII 2006 r.