Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

Alfred Döblin (1878-1957) urodził się w Szczecinie jako syn ubogiego krawca. Kiedy miał lat dziesięć, jego ojciec zostawił rodzinę na łasce losu i wyjechał do Ameryki z młodszą o dwadzieścia lat dziewczyną. Pani Döblin okazała się jednak kobietą o żelaznej woli i niepożytej energii. Przeniosła się z pięciorgiem dzieci do Berlina i zdołała zapewnić im nie tylko jako tako znośne warunki egzystencji, ale także odpowiednie wykształcenie. Nie były to jednak lekkie lata, toteż z tych czasów, jak mówi o sobie Döblin: Zostało we mnie przeświadczenie, że my, że ja należymy do biednych. Ono określiło całą moją istotę. Należę do tego ludu, do tego narodu: do biednych.

Uzyskał maturę w 1900 r. i podjął studia medyczne w zakresie neurologii i psychiatrii. Pierwszym jego miejscem pracy był zakład dla umysłowo chorych w Regensburgu, ostatecznie jednak wrócił do Berlina, gdzie w latach 1911-1933 działał na terenie wschodnich, najuboższych dzielnic miasta jako lekarz kasy chorych.

Zmobilizowany w 1914 r., pracował do końca wojny w szpitalach wojskowych. Przeżycia tego okresu umocniły Döblina w jego lewicowych poglądach. Toteż zaangażował się gorąco w sprawę rewolucji 1918 r. (utrwalił pamięć tych dni w poświęconych powstaniu spartakusowców epizodach powieści „November 1918″, należących do jego najpiękniejszych kart). Znalazł się nawet na pewien czas w szeregach socjaldemokracji. Było jednak w tym lekarzu-społeczniku – że się tu polskimi analogiami posłużę – dużo z Judyma, ale też – niczym w Baryce – tkwiła w nim rogata dusza indywidualisty, niezdolnego podporządkować się organizacyjnym regułom i regulaminom.

Nic nie mogły pomóc temu niespokojnemu, burzliwemu duchowi organizacje, instytucje, uniwersyteckie filozofie. Potrzeba mu było pokrewieństwa uczuć i myśli, serdecznego przymierza z żywym, konkretnym człowiekiem. I los nie poskąpił mu tak rzadkiego daru wiernej, trwałej przyjaźni. W 1921 r. spotkał dziewiętnastoletnią podówczas Yollę Niclas, swoją – jak sam ją nazwie – „siostrzaną duszę” (Schwesterseele), która stanie się powiernicą jego myśli i muzą jego twórczości. Pamiętając jednak o losach własnego domu rodzinnego opuszczonego przez ojca, pisarz nie zdecydował się na porzucenie żony dla Yolli, chociaż wiedział, że Erna Döblin jest z tej samej gliny co jego matka, a pożycie małżeńskie z nią nie należało do najłatwiejszych.

Jednym z najcharakterystyczniejszych dla literatury ekspresjonistycznej motywów jest problem ojca czy – mówiąc ściślej – sporu syna z ojcem (Kafka, Werfel, Hasenclever). Dla Döblina miał on znaczenie nie tylko jako symbolizacja konfliktu dwóch odmiennych koncepcji człowieka, dwóch różnych postaw moralno-społecznych, ale również jako całkowicie realny dramat jego dzieciństwa. I kiedy w 1924 r. wybrał się do Polski, była to nie przypadkowa wycieczka turystyczna, ale szukanie korzeni swego losu, wędrówka do ziemi rodzinnej ojca, potomka osiadłej w naszym kraju żydowskiej rodziny. Nic więc dziwnego, że doświadczenia tej podróży utrwalił w jednej z najciekawszych swoich książek: „Reise in Polen” (1926).

Jego pochodzenie, jego twórczość, jego działalność lekarza-społecznika musiały w oczach hitlerowców uczynić zeń przestępcę. Nakaz jego aresztowania był już gotowy. Zdołał jednak w ostatniej chwili wymknąć się z Berlina, a następnie dotrzeć do granicy szwajcarskiej i szczęśliwie ją przekroczyć. Po krótkim pobycie w Zurychu przeniósł się do Paryża. W 1936 r. przyjął obywatelstwo francuskie. W latach 1939-1940 pracował w ministerstwie informacji, gdzie jego bezpośrednim zwierzchnikiem był Jean Giraudoux. I znowu niemal cudem udało mu się wymknąć z łap hitlerowców po upadku Francji. Dramatyczne dzieje ucieczki z Paryża do Marsylii i z Marsylii do Lizbony przedstawił w swojej „Schicksalsreise” (1949). W ubogim bagażu wygnańca znalazły się obok siebie dwie książki: listy Róży Luksemburg oraz kazania Johanna Taulera.

W 1941 r. wylądował z żoną i najmłodszym synem w Nowym Jorku. Wkrótce jednak wyjechał do Kalifornii, gdzie przebywał do końca wojny. Tego samego roku przyjął chrzest i został członkiem Kościoła katolickiego. W październiku 1945 r. wrócił do Paryża. Był pracownikiem francuskich władz okupacyjnych w Baden-Baden, gdzie założył czasopismo literackie „Das goldene Tor” (1946-1951). Od 1949 r. przebywał w Moguncji, biorąc czynny udział w pracach miejscowej Akademii Nauk i Literatury, której był współzałożycielem i wiceprezesem.

Ambicją jego było poświęcić ostatnie lata życia moralnej odbudowie społeczeństwa, za którego losy czuł się – jako artysta – odpowiedzialny. Nie spotkał się jednak ze zrozumieniem. Wszystko, co mówił, przebrzmiewało bez echa. W gorzkim poczuciu rozczarowania i osamotnienia opuścił kraj, przenosząc się w 1953 r. do Paryża, skąd wrócił w 1956 r. ciężko chory. Zmarł w badeńskiej miejscowości Emmendingen. Pochowany został – zgodnie ze swoim życzeniem – we francuskiej wsi Housseras koło Rambervilliers, obok syna Wolfganga, który zginął tam w 1940 r. jako żołnierz armii francuskiej, przedkładając śmierć nad hitlerowską niewolę. W parę miesięcy później spoczęła na tym samym cmentarzu Erna Döblin.

Stefan Lichański, z przedmowy do powieści Berlin Alexanderplatz. Dzieje Franciszka Biberkopfa, Warszawa 1979.