Opublikowane przez sedina w Technika i Komunikacja.

Równo dziesięć lat po likwidacji nocnych linii tramwajowych szczecińscy miłośnicy komunikacji zorganizowali przejażdżkę po mieście. Oczywiście nocnym tramwajem.

Chętnych było tylu, że lista pasażerów okolicznościowego przejazdu została zamknięta już kilka dni przed tramwajową nocą. W sobotę przed godz. 22 w bramie zajezdni Pogodno stało ponad 80 osób. Fani tramwajów przyjechali nawet z Warszawy, Wrocławia i Torunia. Okazja nie byle jaka: równo dziesięć lat wcześniej, w nocy z 2 na 3 grudnia 1996 r., na ulice Szczecina po raz ostatni wyjechały nocne tramwaje. 24 godziny później powracających z nocnych eskapad woziły już autobusy. I tak jest do dziś. Coroczne obchodzenie tej smutnej dla miłośników tramwajów rocznicy stało się już szczecińską tradycją znaną wśród miłośników komunikacji w całej Polsce.

Na sobotnią imprezę wyruszyliśmy z zajezdni Pogodno najnowszym nabytkiem MZK – berlińskimi tramwajami Tatra. Połączone ze sobą dwa wagony przejechały aleją Wojska Polskiego w stronę centrum, a potem ulicy Potulickiej. Tam, na pętli, zatrzymaliśmy się na pierwszy z kilku zaplanowanych na tę noc fotostopów. Szczecinianie czekający na „normalny” tramwaj ze zdziwieniem przyglądali się kilkudziesięciu osobom, które wybiegły z wozów i po rozstawieniu statywów zabrały się do fotografowania. W podobnej sytuacji na ul. Ku Słońcu kierowcy jadący tą ulicą w panice hamowali, widząc coś, co przypominało baterię fotoradarów.

– Szkoda nocnych tramwajów – wzdychał Ryszard Tamm, kierownik zajezdni Pogodno, który także wybrał się na przejażdżkę. – Miasto z ich okien wygląda nocą zupełnie inaczej niż z okien autobusu.

Miłośnicy tramwajów wiedzą, że na powrót do dawnych czasów nie ma szans.

– Sieć tramwajowa nie dociera do wielu dużych osiedli, autobusy są po prostu bardziej praktyczne – przyznaje Robert Łubiński, prezes Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej.

W połowie przejażdżki, w środku nocy, koło tramwaju, który zatrzymał się na pętli na Głębokim, rozpaliliśmy grilla. Po kiełbaskach najbardziej zatwardziali miłośnicy tramwajów jeździli Tatrą jeszcze do 5.30 rano.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 3 XII 2006 r.