Opublikowane przez sedina w Podziemia.

Ci, którzy tam byli, mówią o turystycznym przeboju Szczecina. Od środy można zwiedzać jeden z największych schronów w Polsce i jedyny tej wielkości, który został udostępniony turystom.

Gigantyczne podziemia ciągną się spod Dworca Głównego w kierunku centrum miasta. To pozostałość po XIX-wiecznych, zagadkowych tunelach, które w 1941 r. Niemcy rozbudowali, tworząc gigantyczny schron na pięć tysięcy osób. Po wojnie wszystko zostało okryte tajemnicą, urządzenia wentylacyjne zmodyfikowano, przystosowano do ochrony przed skutkami wybuchu atomowego. Tu swoją centralę miała Obrona Cywilna. Potem schron pozostawiono samemu sobie, solidnie zamykając wszystkie wejścia. Przez ostatnie kilkanaście lat mogły tu wejść tylko nieliczne osoby po uzyskaniu specjalnej zgody od PKP.

Kolej w końcu zdecydowała się schron wydzierżawić. Od połowy września gospodarzem obiektu jest szczecińska firma Centrum Wynajmu i Turystyki. We wtorek późnym popołudniem otworzyła ona podziemia dla pierwszych zaproszonych gości. Byliśmy wśród nich.

Zwiedzanie schronu podzielone jest na dwie części. Nasza wyprawa zaczęła się w dużym pomieszczeniu za stalowymi drzwiami na końcu tunelu pod torami.

– Warto pamiętać, że nawet latem temperatura w podziemiach wynosi od 8 do 10 stopni – uprzedza Agnieszka Fader, kierownik biura Centrum Wynajmu i Turystki.

Już w wejściu można poczuć się jak w czasach wojennych. Na półkach zielone hełmy z logo Obrony Cywilnej, plakaty z hasłem „Obywatelu, zapoznaj się z sygnałami alarmowymi” itp. A ze stalowych wrót prowadzących w głąb podziemi wygląda manekin ubrany w kombinezon przeciwchemiczny.

Pierwsza trasa prowadzi tunelami, w których w czasie wojennych bombardowań kryli się szczecinianie. Przewodnik opowiada o funkcji mijanych pomieszczeń, zasadach panujących tu w czasie wojny. W pewnym momencie gaśnie światło. Ku zaskoczeniu zwiedzających w pomieszczeniu panuje delikatny półmrok. To efekt pomalowanych farbą fosforyzującą ścian. Tak tu też było w czasie bombardowania, kiedy gasło światło. W jednym z tuneli na materacu leży z głową na walizce jakiś mężczyzna, z głośnika lecą odgłosy syren i bombardowania. Tunelami dochodzimy aż do skrzyżowania ulic 3 Maja i Narutowicza.

Druga trasa prowadzi plątaniną korytarzy i kilkunastu pomieszczeń, w których po wojnie urzędowała Obrona Cywilna. Można odnieść wrażenie, jakby funkcjonariusze OC wyszli stąd zaledwie przed pięcioma minutami. Skrzynie z setkami masek przeciwgazowych, gabinet lekarski, w pokoju szefa OC stare biurko, lampka, stare telefony, meble, portret Edwarda Gierka. Na ścianach plakaty instruujące, co robić w przypadku skażenia. I wszędzie oryginalne tabliczki. Na przykład „punkt przyjmowania meldunków”.

Zwiedzający po półtoragodzinnej wędrówce byli zachwyceni.

– Wyjątkowo cenna inicjatywa, chylę czoła przed organizatorami – chwalił Ryszard Kotla, znany szczeciński przewodnik.

Zbigniew Głąbiński, prezes Zachodniopomorskiej Izby Turystyki, nie miał wątpliwości, że zobaczył jedną z największych atrakcji turystycznych miasta, „którą można zobaczyć bez względu na pogodę”.

– Powinna znaleźć się na trasie każdej wycieczki – mówił w rozmowie z „Gazetą” Głąbiński.

Od wczoraj schron mogą zwiedzać wszyscy chętni. Wycieczka odbywa się po zebraniu co najmniej 10 osób. Niestety, minusem tej atrakcji jest cena zwiedzania. Bilet na pełną wycieczkę po schronie kosztuje aż 20 zł. Dzieci i studenci mogą liczyć na dwuzłotową zniżkę. To ceny obowiązujące od godz. 8.30 do 16 oraz w soboty do 14. Kto chce się wybrać poza godzinami pracy biura, musi do każdego biletu dopłacić 3 zł. Gospodarze podziemi tłumaczą, że muszą zarobić na drogie utrzymanie schronu.

Na zwiedzanie można umówić się, dzwoniąc pod numer tel. 0-91 434 08 01 lub 0-607 211 500.

Komentarz

Możemy zrobić jeszcze więcej

Jeżeli Szczecin szuka wyróżniających go atrakcji, które mogą przyciągnąć turystów, to pierwszy krok mamy już za sobą. Mniej atrakcyjne schrony w pobliskim Berlinie już od 10 lat robią furorę. Może jednak warto połączyć siły, by zrobić coś zupełnie wyjątkowego? Nasz pomysł jest prosty. Turysta zaczyna wędrówkę od podziemi koło Jeziora Szmaragdowego (mają już gospodarza). Potem niemal już muzealnym wagonem spalinowym (PKP ma taki sprawny pojazd) jedzie na Dworzec Główny. Stąd po zwiedzeniu podziemi również pociągiem jedzie jedną z najpiękniejszych w Polsce tras kolejowych do Polic. Od starego peronu jest tylko krok do największego w Europie i chyba na świecie kompleksu wielkich ruin z czasów wojny. Stara fabryka benzyny syntetycznej jest już otoczona opieką grupy hobbystów, którzy w bunkrze urządzili małe muzeum i co sobotę oprowadzają wycieczki. Wszystko mamy. Trzeba to tylko wykorzystać.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 22 XI 2006 r.