Opublikowane przez woti w Szczecinianie.

Ostatnie lata czterdzieste i pierwsza połowa lat pięćdziesiątych w Polsce to czas, w którym najdotkliwiej odczuwało się „siłę władzy” – uznaniowe decyzje komitetów partyjnych, terror policji politycznej i wojska, fałszerstwa procesowe, tępienie „szkodników i nielegalnej opozycji”… Było coraz gorzej, aż do śmierci Stalina w 1953 roku – zelżało dopiero w czasie „odwilży październikowej” 1956.
Piotr Zaremba – pierwszy polski Prezydent Szczecina, mianowany na to stanowisko 27 kwietnia 1945 roku, który brał udział w poczdamskich negocjacjach z radzieckimi generałami na temat przejęcia Szczecina przez Polaków i ostatecznie przejął je 5 lipca 1945 roku od niemieckiego Zarządu Miasta – swoje obowiązki pełnił do czasu reformy administracyjnej w 1950 roku.
Potem musiał wyjechać.

Stefan Bratkowski w 1114 numerze Wprost pisze:
Pionierzy nie rozpamiętywali krzywd, nie było czasu – żyli nowymi zadaniami. PPR-owski wojewoda Szczecina, były major milicji Leonard Borkowicz, popierał wspaniałego pioniera, pierwszego prezydenta Szczecina, urbanistę Piotra Zarembę, sprzyjał idei inżyniera Kędzierskiego, by Odrę uczynić wielkim szlakiem żeglugi śródlądowej (Borkowicza potem odesłano do Pragi, Zarembę w 1950 r. usunięto, Kędzierskiego zamknięto i torturowano). Ministrem ziem odzyskanych był Gomułka, jednak resortem kierował praktycznie wiceminister Leopold Gluck, otwartogłowy endek

Ludzie, którzy „władzy ludowej” wydawali się mniej niebezpieczni, bo na przykład zostali ograbieni ze swojej własności lub w inny sposób okazali się „niepewni politycznie”, a „chwilowo nie zasłużyli” na więzienie – mieli szansę na uniknięcie szykan, jeżeli wyprowadzili się z miejsca dotychczasowego zamieszkania i pracy. Jak najdalej.
Piotr Zaremba początkowo miał nadzieję, że wystarczy, jeśli przestanie pełnić funkcje administracyjne. Pozostał w Szczecinie i zajął się więc pracą naukową i dydaktyczną. Do 1952 roku uzyskał tytuł doktorski, równocześnie wykładając na „swojej” uczelni. Okazało się jednak, że to „zbyt blisko”.

W 1953 przenosi się do Wrocławia, gdzie obejmuje stanowisko profesora urbanistyki na Wydziale Architektury tamtejszej politechniki (do 1956r.). Być może Wrocław był jeszcze zbyt blisko – w latach 1953-59 profesor Zaremba wielokrotnie i na długo wyjeżdża z kraju. Między innymi na trzy lata do Korei Północnej, Chin i Wietnamu.


Fot.10. Praca w Korei (1955).


Fot.11. Warszawą w Korei (1956).


Foto.12. Pasażer m/s „Nysa” (1957).


Foto.13. Urbanista na m/s „Bydgoszcz” (1964).

Ma jeszcze siły i ochotę, aby rozwijać swoje zainteresowania filatelistyczne. Filatelistyka to także międzynarodowe kontakty – podróże, wystawy, uznanie fachowców, dyplomy… Nie tylko w filatelistyce zdobywa międzynarodowe uznanie, bo staje się urbanistą znanym w wielu krajach całej kuli ziemskiej, współpracuje też z ONZ i UNESCO (zainteresowanych szczegółami odsyłam do http://www.ps.pl/anowe/dummy/index.php?id=804 ). Charakterystyczne jest, że w swoich opracowaniach stara się szeroko uwzględnić historyczne i ekologiczne uwarunkowania rozwoju aglomeracji miejskich, z których najbardziej interesowały go te, które były związane z morzem.

Piotr Zaremba i jego bliscy są szczecinianami; Szczecin jest miastem, z którym związali się na całe życie – wraca tu w roku 1960. Wraca do „swojej uczelni”, pracując jako naukowiec, doradca i nauczyciel. Pełni także funkcje dziekana „swojego” wydziału i rektora Politechniki Szczecińskiej.


Fot.14. Prof. zw. dr inż. Piotr Zaremba – Rektor Politechniki Szczecińskiej 1.09.1962 – 31.08.1965.


Foto.15. W Politechnice Szczecińskiej (1969).

W roku akademickim 1969 udaje mu się doprowadzić do reaktywacji „architektury” i przemianowania Wydziału Budownictwa Lądowego i Wodno-Melioracyjnego na Wydział Budownictwa i Architektury. W 1972r. powstaje jego „ukochane dziecko” – Instytut Architektury i Planowania Przestrzennego. Na tej bazie wciąż rozwija współpracę międzyuczelnianą i międzynarodową. Rozsławia nazwisko własne i „dobre imię Szczecina”. Otrzymuje wyróżnienia i nagrody międzynarodowe, a na swoje 80-te urodziny zostaje wyróżniony tytułem doktora honoris causa Politechniki Poznańskiej. U schyłku życia staje się jednym z inicjatorów powołania Uniwersytetu Szczecińskiego…

Nie same jednak sukcesy zdobią jego niezwykle czynne, bogate i pracowite życie. Jest znany, ale nie zawsze uwzględnia się opinie jego i jego współpracowników. Na dodatek niejednokrotnie właśnie jemu przypisuje się autorstwo błędnych koncepcji rozwoju Szczecina.
Pierwsza znaczniejsza porażka dotknęła go ze strony jego osobistego przyjaciela, prezydenta Warszawy, Stanisława Tołwińskiego, który „ciągnął” na odbudowę Warszawy cegłę z całego kraju, narzucając „terenowi” bardzo wysokie plany dostaw i gorliwie pilnował ich realizacji. Widząc na miejscu, w Szczecinie, że to odciąga ręce od odbudowy do rozbiórki, a wysoki plan wywózki cegieł może spowodować także rozbiórkę tych obiektów, które w niedalekiej przyszłości mogłyby zostać odbudowane – wybrał się osobiście do Warszawy, aby na miejscu przekonać Tołwińskiego. Ten jednak w ogóle nie chciał słyszeć o zmniejszeniu „haraczu”.
Drugą wielką porażką profesora Zaremby było wyprowadzenie głównej arterii wjazdowej do Szczecina wprost na Plac Żołnierza, w oś ulicy Wyszaka. On i szczecińscy urbaniści proponowali przeprowadzenie estakad ponad portem i wyprowadzenie drogi w pobliżu stoczni, w oś ulicy Emilii Plater. Było to ważne, ponieważ ruch w kierunku Polic nie obciążałby centrum miasta. W dalszej przyszłości miała powstać druga przeprawa przez Odrę – z mostami i estakadami wyprowadzonymi na Pomorzanach, w okolicy dzisiejszej ulicy Dąbrowskiego (znana dziś koncepcja obwodnicy śródmiejskiej).
Paweł Zaremba przypomina sobie, że około 1976 roku w Szczecinie rozstrzygnięto ogólnopolski konkurs na poprawę szczecińskiego układu komunikacyjnego, zorganizowany przez Stowarzyszenie Architektów RP. Dwie pierwsze nagrody przyznano za prace opisujące koncepcję „ulicy Emilii Plater”… Nagle pomiędzy widzami i uczestnikami na sali zrobiło się zamieszanie i po chwili wstał nie znany nikomu mężczyzna, który oświadczył:
– Nic z tego, co się w tym Szczecinie dzieje, nie rozumiem. O czym wy tu dyskutujecie? Przecież w Warszawie już dawno zapadły odpowiednie decyzje, a biuro projektów z Gdańska właśnie kończy projekt „w oś Wyszaka” i całe to konkursowe zamieszanie w ogóle nie ma sensu!
Nikt też nie pytał profesora Zaremby, czy zgadza się, aby Trasa Zamkowa „w oś Wyszaka” otrzymała jego imię. Jakby dla podsumowania miałkości Zarembowych porażek pomnik Colleoniego ustawiono w osi „niejego” trasy – chciał, aby stanął na Zamku Książąt Pomorskich.

Architekt Paweł Zaremba podkreśla, że kłopoty i porażki nie załamywały ojca:
– Wiedział, co to jest przeszłość. Znał i cenił historię, ale nie lubił rozpamiętywać porażek i oglądać się wstecz. Mówił:
– Patrzę do przodu! – i parł do przodu.

* * *

Należy wyraźnie podkreślić – prof. Piotr Zaremba NIE BYŁ ARCHITEKTEM, nie projektował pojedynczych obiektów budowlanych. On BYŁ URBANISTĄ i jako urbanista ceniony był za badania oraz koncepcje planistyczne związane z możliwościami rozwoju wielkich aglomeracji miejskich, choćby Szanghaju i Kantonu. Jego projekty nie były „wizjami artystycznymi”, lecz powstawały jako efekt badań nad tendencjami rozwojowymi budownictwa, komunikacji i warunków społeczno-przyrodniczych panujących w rozpatrywanym miejscu. Nas, Szczecinian, może najbardziej zainteresują jego propozycje związane z rozwojem aglomeracji szczecińskiej.

Znana i także obecnie dyskutowana jest „powojenna” koncepcja wyburzenia nadodrzańskiej części szczecińskiego Starego Miasta oraz przeprowadzenie jednej z głównych arterii komunikacyjnych wzdłuż Odry. Nie była to myśl odkrywcza, podobnie zresztą jak „odkrycie widoku” od dzisiejszego Placu Żołnierza w kierunku Odry – wszak jeszcze przed wojną proponował to Reichow (zaprzyjaźniony zresztą z prof.Zarembą). Była też bardzo typowa w tamtych latach – nie tylko w zrujnowanej Polsce, ale także w miastach Europy Zachodniej.
Arteria nadodrzańska miała obsługiwać drogę wiodącą z Polic w kierunku Gryfina. Na ten temat pisano i dyskutowano już w sedina.pl.
Znane są opinie przedwojennych mieszkańców naszego miasta na temat warunków lokalowych (sanitarnych i nie tylko) panujących w tej dzielnicy i wynikająca z nich opinia o konieczności jej wyburzenia. Zwracam uwagę na fakt, iż takie traktowanie dawnej zabudowy miało miejsce nie tylko w Szczecinie, i nie tylko w dwudziestym stuleciu. Od wieków buduje się na gruzach starego. Nowe rośnie na starym – reszta jest kwestią gustu i proporcji.
Pozwolę też sobie zauważyć, że „uśmiercenie” drogi nadodrzańskiej, z czym mamy obecnie do czynienia, już wkrótce pozwoli wyjaśnić, czy jest ona Szczecinowi zbędna. Jeśli zaś chodzi o ponowne zabudowanie „starówki” – nie da się dwa razy wejść do tej samej wody. Zamieszczone poniżej współczesne zdjęcia pozwolą może na wyobrażenie sobie, jak w przyszłości będzie wyglądał widok na Zamek Książąt Pomorskich (pominąwszy chwilowy bałagan budowlany).


Fot.16 i 17. „Perspektywy” widoku na Zamek (foto. W.Banaszak; listopad 2005).

Innym znanym pomysłem Piotra Zaremby jest budowa przeprawy mostowej z Nowego Warpna w kierunku wyspy Uznam (ok. 6 km). To pomysł tuż powojenny i z powodzeniem zastosowany w okolicach Bałtyku Zachodniego. W istotny sposób łączy się on z koncepcją drogi północ-południe przez Szczecin. Ten most pozwoliłby połączyć Świnoujście z naszym miastem i byłby drugim połączeniem mostowym wyspy Uznam z lądem stałym. Oczywiście dojazd do Świnoujścia byłby tańszy i szybszy. Niestety, w latach 40-50 nie było pieniędzy na taką inwestycję.
Do projektu powrócono w późnych latach 60-tych, jednak chcąc obniżyć koszty inwestycji poprzez usypanie grobli na znacznym odcinku. Szybko podniosły się protesty, że grobla zakłóci obieg wód z Zalewie Szczecińskim i z projektu zrezygnowano.

W drugiej połowie lat 60-tych poważnie rozważano w Szczecinie budowę SKM (Szybkiej Kolei Miejskiej) – od Polic aż po Stargard Szczeciński. Korzystne były wtedy doświadczenia znane choćby z Nowego Jorku i Berlina, a w Polsce – z Warszawy i Trójmiasta.
Mało kto dziś pamięta, że w latach 50-tych w Warszawie rozpoczęto budowę „głębokiego” metra, wzorem Moskwy 60-70 m pod ziemią. Oczywiście, wiązało się to z zagrożeniem atomowym… Nie udało się w Warszawie, to dlaczego w Szczecinie miało by powstać metro pod Śródmieściem?
Tak więc z powodu braku funduszy oraz powracających kryzysów polityczno-gospodarczych, Szczecin nie tylko nie doczekał metra i SKM, ale także nie „dorobił się” porządnej obwodnicy i dróg wewnątrzmiejskich. Już nie uda nam się skorzystać z pozytywnych doświadczeń, które zdobył przy planowaniu urbanistycznym Szanghaju i Kantonu inżynier-urbanista z dalekiego Szczecina.

* * *

Piotr Zaremba zmarł 8 października 1993 roku w Szczecinie.
W homilii pogrzebowej arcybiskup Marian Przykucki nazwał Zmarłego „Piotrem, który na zawsze pozostanie opoką polskości na Pomorzu Zachodnim”.
Po śmierci, zgodnie z Jego wolą, rodzina przekazała do archiwum wojewódzkiego ogromną ilość dokumentów, wśród których były wojenne egzemplarze „Pommersche Zeitung”. Jeszcze za życia prof. Zaremba opracował na potrzeby archiwum piętnaście tomów swoich „Dzienników… z lat 1945-50” oraz liczne dokumenty i zapiski dotyczące problemów związanych z powojenną odbudową Szczecina. Do archiwum trafiły także opublikowane i niepublikowane opracowania, referaty oraz książki z licznych dziedzin związanych z urbanistyką, których był autorem.

Sylwetka Pierwszego Polskiego Prezydenta Miasta Szczecina, niezależnie od wszystkich kontrowersji dotyczących jego dzieła, na zawsze pozostanie w naszych wspomnieniach. Czy dla uczczenia pamięci Piotra Zaremby nie byłoby dobrze, gdyby Rada Miejska Szczecina, zamiast „Trasy Zamkowej imienia…” nazwała ważną ulicę lub plac Jego imieniem, na przykład na Łasztowi, która, mam nadzieję, znów stanie się ważnym obszarem naszego miasta?

Wojciech Banaszak

Informacje i stare fotografie zawarte w artykule pochodzą od młodszego syna Prezydenta, architekta Pawła Zaremby. Pozostałe pochodzą z ogólnie dostępnych źródeł, a przede wszystkim z internetu (głównie Wikipedia oraz witryny uczelni i miast).