Opublikowane przez sedina w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Dla pierwszych osadników przybywających w roku 1945 do Szczecina i na teren województwa szczecińskiego miłą niespodzianką były zachowane ślady słowiańskiej przeszłości miasta i jego związków z Polską, uwidocznione m.in. w nazwach ulic i zabytkach oraz zetknięcie się z miejscowymi Polakami. Skupisko ludności polskiej w Szczecinie było dość liczne i podtrzymywało polskie tradycje kulturalne (prenumerata polskich czasopism, książki polskie itp.).

W drugiej połowie XIX wieku liczba Polaków przebywających na terenie Pomorza Zachodniego zaczyna wzrastać. Ludność polska napływała z zagęszczonych sąsiednich ziem polskich. Po wyzwoleniu osadnicy spotykali rodziny polskie zasiedziałe od lat w Szczecinie.

Wszedłszy na pryncypalną ulicę miasta, spostrzegliśmy pierwszy napis wprawdzie o niemieckiej pisowni, ale polskim brzmieniu „Barnimstr.” (dzisiejsza Aleja Piastów). Następnie spotykane nazwy, jak np. „Bogislausstr”) ugruntowały mnie w pewności, że Szczecin to podobnie, jak Gdańsk czy Wrocław, Poznań czy Kraków, polskie miasto, które dłużej tylko przeżywało zalew germański. Nawet tak wrogi polskości hitleryzm nie zdołał aż do swego tchórzliwego zgonu usunąć dźwięku mowy polskiej z piastowskiego Szczecina, ani słowiańskich nazw z jego ulic.

Przysiadłszy dla odpoczynku na ławce w alei Barnima z moim towarzyszem podróży z Poznania, spytaliśmy po niemiecku siedzącą tam starszą panią o ulicę, przy której od maja br. mieszkał nasz znajomy. Wielkie było nasze zdumienie, gdy pani ta poznając w nas Polaków odpowiedziała nam płynnie po polsku, choć ze swoistym akcentem. W dalszej rozmowie okazało się, że pani ta, licząca 70 lat życia, jest rodowitą Szczecinianką, tutaj się wychowała i pragnie złożyć swe kości w ziemi szczecińskiej, powracającej po wiekach niewoli do kraju rodzinnego.

Według słów naszej czcigodnej rozmówczyni przed wojną mieszkało w Szczecinie i w okolicy kilka tysięcy Polaków, którzy między sobą i w domach rozmawiali po polsku, ucząc również języka ojczystego swe dzieci. Pierwsza więc nasza rozmowa ze stałym mieszkańcem Szczecina była rozmową rodaków z rodaczką.
To spotkanie wywarło na mnie duże wrażenie. Odtąd starałem się odczytywać ślady polskości w nazwach wsi i miast, ulic i placów, w napisach na szyldach reklamowych i tablicach cmentarnych. Co za niespożyte siły polskości tkwiły w sercach naszych autochtonów, którzy zdołali oprzeć się germanizacji na tej rzekomo rdzennej ziemi niemieckiej, za jaką było przez Niemców uważane Pomorze.

Franciszek Buchtalarz, Pamiętnik nr 165, Z życia osadników na Ziemiach Zachodnich, oprac. Z. Dulczewski, A. Kwilecki, Warszawa 1961.

Od redakcji: Te i inne wspomnienia, publikowane dziesiątki lat temu, prosimy traktować wyłącznie jako ciekawostkę i nie przykładać wielkiej wagi do ich treści, jako przekazu wiedzy historycznej.