Opublikowane przez sedina w Historia.

André Simon Gustave Robineau (ur. 16 grudnia 1924 r. w Paryżu) był synem André Robineau, sekretarza generalnego Instytutu Francuskiego w Polsce i Eugenii z domu Ciechanowskiej. Do Polski przyjechał po raz pierwszy jeszcze przed II wojną. Jego ojciec otrzymał w Warszawie posadę najpierw profesora, a następnie zastępcy dyrektora w Liceum Francuskim. Aż do rozpoczęcia wojny uczęszczał do tej szkoły. Po jej wybuchu ojciec przez Rumunię wyjechał do Francji, pozostawiając rodzinę (żonę, syna i córkę) w Warszawie, gdzie przebywali do 1940 r. 28 kwietnia tego roku wraz z matką i siostrą został deportowany i internowany w Stuttgarcie. Stamtąd, jako cywilni jeńcy zostali skierowani do obozu w Szwajcarii i wkrótce powrócili do Francji. W 1941 r. rodzina udała się do Lizbony, gdzie Robineau – ojciec objął stanowisko sekretarza generalnego w Instytucie Francuskim. Jego syn deklarując, że chce pomścić dwie swoje ojczyzny: matki – Polskę i ojca – Francję, 30 maja 1942 r. wstąpił do sił zbrojnych „Wolnej Francji”. Wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie po przeszkoleniu został przydzielony do załogi brytyjskiego statku „Lobella” („Lobelia”?), na którym pływał do końca 1944 r. Po urlopie spędzonym w Paryżu (grudzień 1944 – luty 1945) został odkomenderowany do dywizji ścigaczy. Po wyleczeniu kontuzji, jaką odniósł w trakcie dalszej służby w marynarce, udał się najpierw do Lizbony, a potem w lipcu 1947 r. do Warszawy, gdzie jego ojciec objął stanowisko sekretarza generalnego Instytutu Francuskiego. Tu zaczął pracować w charakterze bibliotekarza Instytutu. Potem był zatrudniony jako sekretarz przy ekspercie Francuskiego Towarzystwa Klasyfikacyjnego statków handlowych „Veritas” w Gdyni. W czerwcu 1948 r. został zaangażowany jako urzędnik (auxiliare) w konsulacie Francji w Szczecinie.

Aresztowanie André Simona Robineau nastąpiło 18 listopada na Okęciu w okolicznościach szczegółowo opisanych przez jego ojca w sprawozdaniu dla Qaui d’Orsay. Robineau – ojciec twierdził w nim, iż jego syn zamierzał udać się na miesięczny urlop do Francji. W tym celu przez trzy dni poprzedzające termin wyjazdu obaj zbierali wszystkie niezbędne dokumenty. 18 listopada o 7 rano udali się na Okęcie. Odprawa przebiegała normalnie. Wraz z Robineau – synem do Paryża wybierało się jeszcze trzech podróżnych. O godzinie 8 został on poproszony do pomieszczenia dla celników w celu załatwienia zwyczajowych formalności. Towarzyszyłem mu aż do drzwi tego pomieszczenia – pisał w cytowanym piśmie sekretarz generalny Instytutu Francuskiego – tam pożegnałem i poszedłem oczekiwać go w okolicach miejsca wylotów. W kilka minut później zauważył, że bagaże jego syna nie zostały zabrane na pokład samolotu. Wkrótce znaleźli się na nim trzej pasażerowie; nie było wśród nich André Simona. Zaniepokojony ojciec był odsyłany od biura LOT-u do placówki celnej. W tej ostatniej wezwany porucznik stwierdził, że nic na temat losu jego syna nie wie. Po kilku takich bezowocnych próbach wyjaśnienia sytuacji powrócił do ambasady, gdzie złożył sprawozdanie z incydentu.

Około godziny 11 na lotnisko udał się pierwszy sekretarz ambasady Francji R. Laporte w towarzystwie pracownika pomocniczego Gastona Deleau. W biurze ruchu lotniczego uzyskali informację, że Robineau poleciał do Paryża. Ten sam porucznik, który rano wobec Robineau – ojca twierdził, iż nic nie wie na temat jego syna, teraz dał słowo honoru, iż znalazł się on na pokładzie samolotu. Mając wątpliwości co do prawdziwości tego oświadczenia ambasada poprosiła o sprawdzenie na lotniskach w Brukseli i Le Bourget, czy faktycznie wyleciał on z Warszawy. Odpowiedź przyszła po południu: młodego Robineau nie było na pokładzie. Polska załoga stwierdziła, że nie wsiadł w Warszawie; jego nazwisko na liście pasażerów było przekreślone.

Listopadowe aresztowania nie ograniczyły się do syna sekretarza Instytutu Francuskiego w Polsce. W areszcie znalazła się m.in. grupa osób podejrzanych o podpalenie hali w Elbląskich Zakładach Mechanicznych im. K. Świerczewskiego w nocy z 16 na 17 lipca 1949 r. Na jej czele miał stać obywatel francuski Jan Bastard, aresztowany już 19 listopada. Tego samego dnia jego los podzielił inny Francuz Jan Lipinski.

Spróbujmy w tym miejscu zająć się bliżej prowadzonym śledztwem i procesem, w którym był on głównym oskarżonym.

Z akt śledczych wynika, że rewizja osobista Robineau została przeprowadzona 21 listopada przez funkcjonariusza MBP w Szczecinie w mieszkaniu w al. gen. Sikorskiego 5/8. Postanowienie o jego tymczasowym aresztowaniu nosi datę 30 listopada 1949 r. i zostało wydane przez prokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. Mieczysława Dytry. Jego termin upływał 18 lutego 1950 r. Robineau zarzucano popełnienie przestępstw z art. 7 MKK. Podejrzanego osadzono w wiezieniu mokotowskim w Warszawie. 16 stycznia 1950 r. prokurator Dytry wydał postanowienie o zleceniu nadzoru nad śledztwem w jego sprawie Wojskowemu Prokuratorowi Rejonowemu w Szczecinie i – w związku z tym – przekazanie aresztowanego wraz z aktami za pośrednictwem Departamentu Śledczego MBP do WUBP w Szczecinie. Formalnym powodem tej decyzji była wynikająca ze śledztwa konkluzja, iż dopuścił się on „inkryminowanego mu przestępstwa na terenie województwa szczecińskiego”.

Z analizowanych akt wynika, iż w trakcie pierwszego przesłuchania w dniu 18 listopada 1949 r. Robineau stwierdził: Zaprzeczam kategorycznie, jakobym miał się zajmować działalnością wywiadowczą w Polsce (…) Nie znam nikogo kto by z Francuzów tak w placówkach dyplomatycznych jak i z osób niezwiązanych z placówkami zajmował się działalnością wywiadowczą w Polsce. Już jednak na następnym przesłuchaniu miał stwierdzić, iż działalnością wywiadowczą zajmował się od 3 stycznia 1948 r., wciągnięty do niej przez zastępcę attache wojskowego ambasady Francji mjr. Humma. Taki miał być główny cel jego przeniesienia do pracy we francuskim przedstawicielstwie okrętowym w Gdyni. Dlaczego zmienił zdanie? Czy przedstawiono mu jakieś niepodważalne dowody? Jakich metod użyto, aby go „przekonać”? Na te pytania nie udało nam się znaleźć odpowiedzi.

Obok Robineau do śledztwa w jego sprawie włączono kilka innych osób. 16 stycznia 1950 r. postanowiono połączyć sprawy: Robineau, Gastona Drueta, Bronisława Sokoła-Klimczaka, Zbigniewa Blausteina vel Borkowskiego, Stefana Pielackiego i Kazimierza Rachtana. Wszyscy oni byli sądzeni w jednym procesie i oskarżeni o szpiegostwo na rzecz Francji.

Zachowane materiały wskazują, iż głównym kierunkiem śledztwa było stwierdzenie prowadzenia przez oficjalnych przedstawicieli Francji w Polsce działalności szpiegowskiej względnie jej tolerowania. Szpiegostwem mieli się trudnić: do chwili swego wyjazdu do Francji (lipiec 1949) René Bardet, wicekonsul Francji najpierw w Szczecinie, a potem (od lipca 1948) w Gdańsku, Jean Aberer – wicekonsul w Gdańsku (od lipca 1949), Ferdinand Renaux – tłumacz attachatu wojskowego Francji w Polsce, Jerzy Trufanow (André Dunand?) – sekretarz – tłumacz konsulatu w Szczecinie, Ada Coller – sekretarka Bardeta. Działalność szpiegowską mieli tolerować konsulowie Francji w Szczecinie – Jacques Leguèbe (od 1 października 1946 do września 1948) i Maurice Rivoire (odwołany w końcu listopada 1949 r.) oraz w Gdyni A. Deltour. Zaniechano natomiast pojawiającego się w aktach śledztwa wątku powiązania szpiegostwa na rzecz Francji z działalnością francuskiego Zrzeszenia Technicznego Importu Węgla (Association Technique de l’Importation Charbonnière – ATIC).

Starano się ponadto udowodnić, iż istniał związek między szpiegami a – jak zapisano w akcie oskarżenia – „wszelkiego rodzaju elementami reakcyjnymi i wrogo ustosunkowanymi do ustroju demokracji ludowej w Polsce, wśród nich b. pracownikami II oddziału sanacyjnego Sztabu WP”. Taką postacią, znakomicie wypełniającą owo „zapotrzebowanie” na „wroga” stał się Sokół-Klimczak, jak stwierdzono zawodowy oficer w sanacyjnym Wojsku Polskim, który w stopniu podporucznika piechoty miał odbyć w 1937 r. kurs kontrwywiadu w Brześciu nad Bugiem, zorganizowany przez II Oddział Sztabu Głównego. W czasie okupacji miał być członkiem „sanacyjnego” Polskiego Związku Wolności (jak pisano w aktach śledczych „oddziału ZWZ”). W 1942 r. został „w niewyjaśnionej bliżej okolicznościach” aresztowany przez Gestapo, po czym do zakończenia wojny przebywał w różnych obozach koncentracyjnych (Majdanek, Gross-Rosen) gdzie „pełnił (…) zlecone mu przez kierownictwo tych obozów różne czynności administracyjne”. To ostatnie enigmatyczne sformułowanie miało sugerować, że był tam kapo.

Ten sam cel przyświecał charakterystycznemu sposobowi kreowania postaci innego oskarżonego – Pielackiego. W uzasadnieniu zapadłego wyroku możemy przeczytać, iż powołany do służby WP, zdezerterował z bronią w październiku 1944 r. Następnie miał wstąpić wówczas wraz z całą grupą żołnierzy dezerterów do „bandy polityczno-rabunkowej” pod dowództwem „Pancernego” i brać udział w kilku napadach terrorystycznych na terenie województwa rzeszowskiego na „demokratycznych działaczy politycznych”. Potem, w celu ukrycia swej zbrodniczej przeszłości udał się na Ziemie Odzyskane, gdzie nawiązał współpracę ze „szpiegiem Blausteinem”.

W śledztwie i późniejszym procesie starano się wykazać, iż elementem „podejrzanym” o szpiegostwo są polscy reemigranci z Francji. Sugerował to akt oskarżenia, w którym stwierdzono, że „wykorzystując powiązania rodzinne z Francją szeregu osób, zamieszkujących w Polsce, Bardet i inni używali wobec nich szantażu jak również obiecywali ułatwienie wyjazdu do Francji, w zamian za dostarczenie materiałów szpiegowskich”. Temu celowi służyły również aresztowania w grupie „polskich Francuzów” w tym okresie.

Dla zohydzenia działalności podejrzanych próbowano udowadniać ich powiązania z hitlerowcami. Tę tezę miał personifikować rzekomo zawerbowany przez Drueta Kurt Baumgart, „hitlerowiec”, były członek Hitlerjugend, którego nazwisko nieprzypadkowo pojawiło się w aktach śledztwa.

Wreszcie kolejny wątek śledztwa to powiązania wrogiej dla Polski działalności wywiadu francuskiego i wywiadu brytyjskiego. Robineau miał rzekomo potwierdzić swe kontakty z wicekonsulem ambasady brytyjskiej w Polsce Mitchelem.

Proces Robineau i pozostałych oskarżonych rozpoczął się przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Szczecinie 6 lutego 1950 r. Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppłk Alfred Janowski, obok niego sądzili: kpt. Tadeusz Nizielski i Stanisław Wróblewski. Oskarżał Kazimierz Golczewski. Adwokatami z wyboru byli: Mieczysław Maślanko (bronił Robineau) i Bolesław Wiącek (dla Drueta). Pozostałych oskarżonych bronili adwokaci z urzędu: Klimczaka i Blausteina – Leopold Kolbert, Pielackiego – Tadeusz Tomicki, Rachtana – Zygmunt Warski. Nie udało się uzyskać zgody władz polskich na obecność na procesie w charakterze obserwatora (auditeur) adwokata francuskiego, któremu udzielono wizy, ale do 5 stycznia 1950 r. tj. przed rozpoczęciem procesu Robineau. Niepowodzeniem zakończyły się również próby wprowadzenia francuskiego adwokata w charakterze obrońcy.

Druetowi i Robineau umożliwiono składanie wyjaśnień w języku francuskim (na sali obecni byli tłumacze). Większość świadków w procesie została doprowadzona – tak jak oskarżeni – z Więzienia Karno-Śledczego w Szczecinie. Akt oskarżenia zatwierdzony został 28 stycznia 1950 r. przez prokuratora Golczewskiego.

W trakcie procesu jako pierwszy zeznawał Robineau, który na wstępie stwierdził: Ja przyznaję się do dowodów winy, które zostały mi odczytane w akcie oskarżenia, przyznaję się do tych faktów, przyznaję się do winy w stosunku do Państwa Polskiego, ale robiłem to jako Francuz. Jego obrońca uściślając wygłoszone po francusku to oświadczenie wtrącił: O ile rozumiem język francuski to oskarżony Robineau nie powiedział, że wykonywał swoje obowiązki jako Francuz, ale wykonywał je jako obowiązek żołnierski. Ten motyw został podchwycony przez jego klienta: Pełniąc swój obowiązek żołnierski podlegałem swoim władzom wojskowym. Ja przyznaję się do winy przedstawionej mi w akcie oskarżenia. Do winy przyznali się również pozostali oskarżeni.





Najbardziej przygnębiającym punktem porządku rozprawy była mowa prokuratora. Stwierdził m.in.: przewód sądowy ujawnił, że setki szpiegów na żołdzie niektórych przedstawicieli dyplomatycznych i konsularnych rządu francuskiego, pod kierownictwem urzędników i oficerów francuskich przygotowywały dane dla zniszczenia naszych miast, naszych domostw – przygotowywały śmierć, ruiny, cierpienia i łzy dla polskich dzieci i dla milionów polskich mężczyzn i kobiet, którzy radośnie budują nowe, wolne, wspaniałe życie. Przewód sądowy udowodnił, że celem osłabienia obronności, celem zahamowania legendarnego już dziś tempa rozwoju Polski Ludowej, łajdackie dyrektywy obecnego wywiadu francuskiego szły w kierunku zniweczenia i zniszczenia krwawo zdobytych osiągnięć polskich mas pracujących.

W szczególnie czarnych kolorach został odmalowany główny oskarżony: „szpieg z zawodu”, „faszysta z przekonania”, członek partii gaullistowskiej: To jest ten sam typ złotego młodzieńca jakiego w Polsce przedwojennej widzieliśmy w deklu korporanckim z laską w ręce i kastetem w zanadrzu. To jest ten sam typ pałkarza uniwersyteckiego, wroga postępu, a zwolennika ciemnoty. Gaullistowski Robineau i korporancki oenerowiec to ten sam rodowód i oni stanowią dziś glebę, na której opierają się knowania imperialistycznych podżegaczy wojennych. Związek między takimi ludźmi jak Klimczak, Borkowski, Nikołajew [w aktach śledczych określany jako „białogwardzista”] – to nie jest kwestia przypadku, a jest to wynik świadomego sojuszu reakcji z dwójkarzami i bezojczyźnianymi obieżyświatami. Prokurator deprecjonował nawet przeszłość wojenną Robineau: W czasie wojny okazał porywy młodości, wbrew swym rodzicom nawet wstępując do wojska, by walczyć z najeźdźcą. Ale ulega degeneracji i rozkładowi moralnemu, temu samemu procesowi, któremu uległo tylu młodzieńców, którzy znaleźli się w obozie faszystowskim, w obozie wrogów ludu francuskiego. Stacza się coraz niżej, staje się zgniłym, nienawistnym i nikczemnym. Takim właśnie jest gdy przyjeżdża do nas do kraju i obejmuje kierownictwo siatki szpiegowskiej. Nie ma już żadnych hamulców moralnych, żadnych zasad, żadnych idei.

W podobnych słowach odmalowane zostały postaci innych oskarżonych. Zwłaszcza Klimczak był oceniony przez prokuratora surowo, jako były agent „dwójki”, „wyzuty z wszelkiego poczucia uczciwości, który za pieniądze sprzedaje własny kraj i własny naród”. Ojczyzną tego człowieka nie jest Polska Ludowa. Ojczyzną jego jest zdegenerowana emigracja londyńska i stamtąd on pochodzi, ten zawodowy szpieg. Kupczący własnym krajem, sprzedający Polskę za judaszowe srebrniki. (…) Droga jego prowadzi od „dwójki” sanacyjnej poprzez prowokatorski „polski związek wyzwoleńczy” [sic!] – współpracę z gestapo bo tak a nie inaczej trzeba tłumaczyć „cud” jego ratunku i jego karierę obozową. (…) Budzi dziś wstręt i gniew każdego uczciwego Polaka, swą sylwetką zdrajcy, szpiega i prowokatora. Prokurator zażądał dla Robinsau, Droueta i Rachtana kar długoletniego więzienia, dla Klimczaka i Pielackiego kary śmierci, dla Blausteina – dożywocia.

Wyrok w procesie został orzeczony 14 lutego 1950 r. Oskarżeni zostali uznani winnymi zarzucanych im czynów, w wyniku czego zostali skazani: Robineau na 12 lat więzienia i przepadek mienia, Druet – na 10 lat więzienia i przepadek mienia, Sokół-Klimczak – na karę śmierci, utratę praw publicznych i honorowych oraz przepadek mienia, Blaustein – na karę 6 lat więzienia i utratę praw publicznych i honorowych na 5 lat, Pielacki – na dożywocie, utratę praw publicznych i honorowych oraz przepadek mienia, Rachtan – na karę 8 lat więzienia, utratę praw publicznych i honorowych na 4 lata oraz przepadek mienia.

W uzasadnieniu wyroku Sąd co prawda stwierdził, iż „napięcie złej woli” i „wielka krzywda” wyrządzona Polsce i narodowi polskiemu kwalifikuje ich wszystkich do zastosowania najwyższego wymiaru kary, to jednak wziął pod uwagę różnego rodzaju okoliczności, które pozwoliły zróżnicować kary. Okolicznościami łagodzącymi w przypadku Robineau były: jego walka „przeciw faszyzmowi”, młody wiek i „degenerujący” wpływ środowiska, w którym się znalazł oraz wyrażona skrucha i żal W stosunku do Drueta Sąd miał wziąć pod uwagę komplikacje natury osobistej i zastosowane wobec niego metody szantażu.

Wprost przeciwny był wpływ wskazanych przez Sąd okoliczności na los Klimczaka. Oskarżony był bowiem „starym wychowankiem dwójkarsko – sanacyjnego systemu”, któremu przez wiele lat służył oraz okazał „wyjątkowe napięcie złej woli i gorliwość”, a jego zachowanie się tak w śledztwie jak i na rozprawie uznano za „nieszczere”. Stąd „przez swoje czyny i zachowanie się wyeliminował się ze społeczności”.

Złagodzenie kary wobec Blausteina miało wynikać z jego skruchy wyrażonej w trakcie śledztwa i na rozprawie oraz możliwości poprawy. W stosunku do skazanego Blausteina Sąd wziął pod uwagę szkodliwość jego działalności, skruchę wyrażoną w toku śledztwa i na rozprawie, jak również możliwość jego poprawy.

Pielacki miał cechować się wybitnie złą wolą. Sąd miał uwzględnić jego wiek jak również fakt, iż w tej sprawie nie został pociągnięty do odpowiedzialności za zabójstwo i dezercję, które miały być przedmiotem oddzielnego śledztwa.

W stosunku do skazanego Rachtana okolicznością łagodzącą stał się „niski poziom wykształcenia ogólnego i uświadomienia politycznego”, jak również stosunkowa mniejsza niż u innych skazanych inicjatywa własna w dokonywaniu czynów przestępczych. Adwokaci skazanych wnieśli skargi rewizyjne, które rozpatrzył Najwyższy Sąd Wojskowy na niejawnym posiedzeniu w dniu 2 listopada 1950 r. Wyrok sądu szczecińskiego został utrzymany w mocy, a skargi oddalone.

Wśród skazanych najtragiczniejszy los spotkał Klimczaka. Jego prośba o ułaskawienie została negatywnie zaopiniowana przez skład sądzący z uwagi na wybitnie zdradziecki charakter noszącą działalność szpiegowską na szkodę Polski, wykorzystywanie przy tym swego stanowiska urzędniczego, oraz biorąc pod uwagę, że czynu tego dopuścił się (…) oficer rezerwy WP. Prezydent Bierut decyzją z 2 grudnia 1950 r. nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok został wykonany 12 grudnia 1950 r. o godz. 18.15 w Kielcach.

Komentujący proces wysłannicy prasy francuskiej (z wyjątkiem komunistycznej) podkreślali jego pokazowy charakter. Wskazywali na złowrogą rolę prokuratora Golczewskiego. Byli wyraźnie zdetonowani niektórymi wypowiedziami samego Robineau, składającego m.in. deklaracje podziwu dla „gigantycznego wysiłku Polaków w dziele rekonstrukcji” swego kraju78. W przeciwieństwie do nich korespondentka „L’Humanité” Catherine Varlin nazywała Robineau „małym agentem”, a członków jego siatki szpiegowskiej „bandytami”, „sutenerami” i „białogwardzistami”. Jej zdaniem francuskie służby specjalne, na rozkaz Amerykanów, przygotowywały w Polsce na wypadek wojny V kolumnę.

Na podstawie: D. Jarosz, M. Pasztor, Robineau, Bassaler i inni. Z dziejów stosunków polsko – francuskich w latach 1948 – 1953, Toruń 2001.