Opublikowane przez sedina w IHiSM US – artykuły pracowników naukowych, Kultura i Sztuka, Publicystyka.

Pierwszy ważny koncert odbył się w 1962 roku w szczecińskim Klubie Kolejarza. Z relacji członków zespołu wynika, że spodobał się on zebranej publiczności, a szczególny aplauz zyskał przedstawiona wersja utworu „If I had a Hammer” z repertuaru Pete Seegera. Wkrótce po tym wydarzeniu Następcy Tronów uzyskali zgodę na odbywanie prób w szkole im. Icchaka Lejba Pereca zlokalizowanej w szczecińskiej dzielnicy Niebuszewo, a studencki klub TSKŻ przygarnął ich pod swoje skrzydła na ulicę Słowackiego.

Opiekunem zespołu z ramienia tej instytucji został Marek Laner. Z pierwszymi próbami łączy się anegdota przytaczana przez ówczesną przewodniczącą Koła Studenckiego, Różę Król, którą skierowano do dyskretnej obserwacji poczynań muzyków, ćwiczących swoje utwory w auli, której istotne wyposażenie stanowił rzadki wówczas telewizor. Zachodziła obawa, że „młodzi barbarzyńscy” uszkodzą bądź zniszczą tak cenny nabytek szkoły. Do niczego podobnego nie doszło, chłopcy okazali się dobrze ułożonymi ludźmi, a mozół wielogodzinnych prób zaczął przynosić zaskakująco dobre efekty. Zespół z wolna stawał się lokalną atrakcją. Młodzież z coraz większym entuzjazmem przyglądała się poczynaniom muzyków. I nie chodzi w tym przypadku jedynie o młodzież żydowską, bowiem popularność grupy skutecznie zaprzeczała etnicznym podziałom. Dziś doprawdy trudno sobie wyobrazić 20 tys. tłum młodych szczecinian zebrany na jakimkolwiek rockowym koncercie w Parku Kasprowicza, a w 1965 r. podczas konkursu „Na nas czeka zlotowa Warszawa” Następcy Tronów grali właśnie przed taką publicznością.

Od roku 1963 grupa zaczęła tworzyć własny repertuar. Szło to równolegle ze zmianami jakie następowały na polskiej scenie rozrywkowej. Za główny impuls do powolnego odchodzenia od kopiowania zagranicznego repertuaru uznaje się hasło rzucone podczas festiwalu w Sopocie Niebiesko-Czarnych: „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki”. Współgrało to z oczekiwaniami władz, którym zależało na odwiedzeniu młodzieżowych twórców od powielania niebezpiecznie rozluźnionych zachodnich wzorców, a więc, posługując się cytatem z ówczesnej prasy „kultu tupetu, zgrywy i wygłupu”. Tego ramy socjalistycznej moralności zaakceptować nie mogły, stąd polski big-beat był wyraźnie ugrzecznioną wersją tego, co działo się po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”. Następcy Tronów nie odbiegali od tego schematu. Tytuły ich piosenek mówią wiele o charakterze wykonywanego repertuaru. „Puste pola”, „Bukiet róż”, „Zaproszę cię na lody” czy „Łzy” to tylko niektóre z nich. W tekstach było sporo poezji i charakterystycznej dla utworów z tamtego czasu nostalgii, czego dobrą próbkę znaleźć można w refrenie piosenki Zagubione wspomnienia: „Nie budź wspomnień, niech drzemią / Skulone pod latarniami / I one w liść zeschły się zmienią / I my już nie ci sami”. Autorem tych słów były dwie zaprzyjaźnione z zespołem studentki poznańskiej polonistyki Krystyna Biercewicz i Luba Zylber. Teksty dla Następców Tronu pisali również inni m.in. Roza Pojman, która po latach została żoną Klajmana. Z czasem dziewczyn wokół zespołu zaczęło się pojawiać coraz więcej. Rzecz jasna, w dobrym tego słowa znaczeniu. Niektóre tylko kibicowały, inne muzykowały razem z podstawowym składem grupy. Były to śpiewające w chórkach Tosia Laufgas, Sara Ptaszyńska i Lunia Szyfer oraz przejmujące od czasu do czasu rolę solistek dwie panny Chmielnickie, Basia i Ruta. Skład zespołu w trakcie działalności grupy ewoluował – jedni przychodzili i szybko odchodzili, inni zostawali w nim na dłużej. Wśród niewymienionych dotąd muzyków warto przypomnieć Franka Gechta, Wojtka Tesznera, Michała Szumana oraz Szurika Alexa Chmielnickiego. Następcy Tronów nie byliby w komplecie, gdyby pominąć techników pracujących z zespołem, Bogdana Puszkarczyka, który bodaj jako jedyny nie posiadał żydowskich korzeni, i Allena Żelechowskiego.

Zespół płynął wyraźnie na fali big-beatowej mody. O jej rozmiarach świadczyć mogą wyniki ankiety opublikowanej na przełomie 1966/67 r. przez „Głos Szczeciński”, będący organem KW PZPR w Szczecinie. Wśród dziesięciu najpopularniejszych sposobów spędzania wolnego czasu czytelnicy gazety wymienili „słuchanie muzyki big-beatowej”, a wśród najważniejszych wydarzeń mijającego roku znalazły się „występy zagranicznych zespołów big-beatowych”. Głód zachodniej kultury był więc ogromny. Występy The Animals, The Artwoods, Cuby and Blizzard czy zakończony skandalem koncert The Rolling Stones w 1967 r., nie były w stanie go zaspokoić. Zespoły takie jak Następcy Tronu objeżdżały polskie miasta, dając publiczności namiastkę niedostępnego świata. Grupa koncertowała m.in. w Łodzi, Wrocławiu, Koszalinie, Zgorzelcu, zagrała również przed niemiecką publicznością we Frankfurcie nad Odrą. Często szczecińska grupa brała udział w imprezach o jednoznacznie propagandowym charakterze, tak było podczas wspomnianego już koncertu w Parku Kasprowicza, tak było w trakcie „Rejsu Przyjaźni”, który odbywał się po Odrze od Wrocławia do Szczecina. Tak silny splot muzyki młodzieżowej z oficjalną machiną propagandową był charakterystyczny dla ówczesnej polityki kulturalnej państw bloku wschodniego. Z sytuacją taką będziemy mieli do czynienia aż do połowy lat 80., a więc do powstania niezależnej sceny rockowej, która na podobne kompromisy nie musiała już z władzą chadzać. Następcy Tronów nie byli więc w tym przypadku czymś wyjątkowym – w podobnych imprezach brały udział wszystkie chcące koncertować i nagrywać zespoły spod znaku „mocnego uderzenia”.

Uczestnictwo we wspomnianych imprezach wynikało też z formalnej przynależności zespołu do studenckiego klubu TSKŻ. Instytucja łożyła na grupę i miała swoje wymagania. Stąd w repertuarze Następców Tronów znaleźć można również popularne piosenki żydowskie, z których największym powodzeniem cieszył się utwór „Kinder Yorn”. Przyznać jednak trzeba, że twórczość żydowska stanowiła wąski margines w repertuarze zespołu, co spotykało się ze sprzeciwem starszych przedstawicieli szczecińskiej społeczności, nie potrafiącej zrozumieć muzycznych fascynacji młodszego pokolenia. W grudniu 1966 r. w „Naszym Głosie” ukazał się artykuł jednego z przywódców szczecińskiego towarzystwa. „Zabrali się do własnej melodyjki – pisał M. Wertel – która z piosenką żydowską niewiele ma wspólnego. Przede wszystkim powstał zespół muzyczny, który nadał sobie nazwę „Następców Tronów”. Owszem – zespół ten gra nienajgorzej, ale wyłącznie … big-beat i jeszcze jakieś takie straszliwe wywrzaskiwanki. Ściąga to oczywiście na ulicę Słowackiego ludzi z całego Niebuszewa (…) kilka dni temu w czasie próby big-bitowych „Następców Tronów” doszło do tego, że w naszym klubie wybito szyby (…) Nic więc dziwnego, że kierownik naszego klubu TSKŻ nie chce wydawać „gniewnym” książątkom instrumentów muzycznych. Nic dziwnego, że sekretarz szczecińskiego oddziału TSKŻ jest oburzony zachowaniem tej młodzieży”. To klasyczny przykład konfliktu pokoleń. Uwagę zwraca jednak zmiana jaka dokonała się wśród żydowskiej społeczności na przestrzeni jednego-dwóch pokoleń. Mówiąc obrazowo, ojcowie i dziadowie Następców Tronów spierali się o wielkie idee, w kręgu ich zainteresowań był syjonizm, anarchizm, socjalizm czy komunizm. To były ogniska zapalne. W latach 60. zostało z tego bardzo niewiele albo nic. Nie ma sensu spór o to co było lepsze – to byli po prostu inni ludzie i inne czasy.

W momencie, gdy starszyzna gromiła młodych za ich styl bycia, ci odnosili największe sukcesy. W 1966 r. zespół zajął pierwsze miejsce w odbywającym się w kinie Colosseum, a organizowanym przez „Sztandar Młodych” Konkursie Młodych Talentów. Co prawda podzielili tę lokatę, z niezwykle popularnym wówczas szczecińskim zespołem Kontiki, ale to tylko pokazuje skalę lokalnej popularności Następców Tronów. Rok później podobny sukces – pierwsze miejsce w konkursie na najlepszy muzyczny zespół województwa szczecińskiego. Również ex aequo, tym razem z zespołem o charakterystycznej dla tamtych czasów nazwie Pięć Smutnych Spojrzeń. Podczas odbywającego się 1 czerwca konkursu grupa słyszała dobiegające z publiczności okrzyki „Żydzi do Palestyny”. Z przejawami antysemityzmu członkowie Następców Tronów spotykali się wcześniej. Były to jednak, jak sami wspominają, rzadkie przypadki. Okrzyki, które rozległy się podczas występu na kortach tenisowych zapadły jednak członkom głęboko w pamięć. Był to bowiem początek końca zespołu i dobrze znanego im świata. Wkrótce rozpoczęła się wojna sześciodniowa, która posłużyła partyjnym władzom do rozpalenia antysemickich nastrojów. Początkowo zespół nie odczuwał politycznej zmiany jaka zachodziła w kraju. Co więcej, udało się mu zorganizować profesjonalne nagrania w Polskim Radiu Szczecin. Zarejestrowano wówczas takie utwory jak „Papieros”, „Dla ciebie zawsze jest maj”, „Kudłacze” oraz „Żołnierze idą na front”. Dość sporą popularnością cieszyły się zwłaszcza dwa, często emitowane w radiu utwory Następców Tronów, „Wozy jadą na zachód” i „Czy słyszysz płacz wietnamskich dzieci?”. Ten drugi był klasycznym protest-songiem – popularną i pochwalaną przez ówczesne władze formą muzyczną, w której krytykowano polityczne poczynania państw zachodnich. Jak się po latach miało okazać, utwór ten jest prawdopodobnie jedynym zachowanym w taśmotece Polskiego Radia nagraniem szczecińskiej grupy. Po radiowej przygodzie był jeszcze w 1968 r. Konkurs Piosenki Żołnierskiej w Koszalinie, na którym zespół przeszedł bez większego echa. Nie było to zresztą najlepsze miejsce dla ówczesnej młodzieży żydowskiej.

Rok 1968 wywrócił ich świat do góry nogami. Z licznej grypy muzyków jacy przewinęli się przez Następców Tronów w kraju pozostali jedynie Kuperberg i Szuman; Klajman i Zakalik wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych; Lisak mieszka w Göteborgu, a Gecht w Izraelu. Żaden z nich nie zajmuje się zawodowo muzyką, która skończyła się wraz z ich młodością. Na moje pytanie, o to jak dziś wspomina grę w zespole, Klajman odpowiedział: „To był piękny czas naszej beztroskiej młodości i wszyscy zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi”. Tak mogłoby brzmieć zakończenie tej historii, ale ma ona jeszcze swój wzruszający epilog. Przy okazji odbywającego się w czerwcu 2003 r. zjazdu „Mini-Reunion ‘68”, Następcy Tronów zagrali raz jeszcze. Nie był to koncert z prawdziwego zdarzenia, ale jam session dla znajomych. Dostarczyło ono uczestnikom wielu wzruszeń, ale i przysporzyło nerwów, o czym zaświadcza relacja Lisaka: „Usłyszeć po raz pierwszy od 40 lat te same teksty, które się śpiewało kiedyś na scenach tutaj w Szczecinie. To jest duża sprawa. Jako poważny profesor, akademik z gitarą bigbitowej formacji poczułem się świetnie. To był powrót do młodości, do dzieciństwa. Wspaniała sprawa. Naprawdę się wzruszyłem, ale i kosztowało mnie to trochę nerwów”. Czy Następcy Tronów kiedyś jeszcze zagrają? Tego przewidzieć nie można, ale historia szczecińskiego zespołu wydaje się na tyle ciekawa, aby mogła zaistnieć w świadomości zainteresowanych kulturą powojenną w Polsce.

dr Eryk Krasucki

Pierwsza część artykułu dostępna jest TUTAJ.