Opublikowane przez sedina w Historia.

W okresie międzywojennym walka o polską szkołę była dominującym problemem w życiu niemieckiej Polonii. Nauczanie języka polskiego, historii oraz geografii Polski było niezbędne dla pogłębienia świadomości narodowej Polaków mieszkających w Niemczech. Szczególnie narażone na wynarodowienie były dzieci i młodzież.

Uczęszczanie do niemieckich szkół czy zabawy na podwórku z niemieckimi rówieśnikami groziły całkowitym odcięciem najmłodszego pokolenia Polaków od ojczystej kultury. Aby temu przeciwdziałać i stworzyć polską oświatę w Niemczech, powstał Związek Polskich Towarzystw Szkolnych. Jego prezesem został Jan Baczewski, który równocześnie był polskim posłem do Reichstagu. Działalność Związku natrafiła na zdecydowany opór strony niemieckiej, która tradycyjnie już nie wykazywała zrozumienia dla polskich starań o prawo do własnego języka. Nieustępliwość działaczy polonijnych z Baczewskim na czele zmusiła w końcu władze niemieckie do ustępstw. W grudniu 1928 r. pruska rada ministrów wydała „Ordynację”, regulującą prawa mniejszości polskiej do własnej oświaty. Zezwalała ona Polakom na tworzenie prywatnych szkół.
Tak zaczęła się kształtować polska oświata w Niemczech. Początki były jednak bardzo trudne. Brakowało wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej oraz lokali na szkoły. Był jednak duży zapał do pracy i determinacja. Działaczom polskim przyświecało hasło: „Każde dziecko polskie w polskiej szkole”.
W Szczecinie pierwsze kursy języka polskiego zorganizowano już dosyć wcześnie bo w 1919 r. Ich inicjatorem był działacz polonijny Ignacy Banachowski. Był to jednak tylko epizod, który skończył się wraz z wyjazdem Banachowskiego ze Szczecina.
Nowe możliwości przed działaczami szczecińskiej Polonii otwierała „Ordynacja” z 1928 r. Wykorzystanie ich okazało się jednak trudne ze względu na kryzys gospodarczy, który znacznie pogorszył sytuację ekonomiczną Polonii. Początki polskiej szkółki w Szczecinie były więc bardzo skromne. Wiązały się z osobą Józefy Gilowej, która we własnym mieszkaniu uczyła dzieci śpiewać i mówić po polsku. Na uwagę zasługuje fakt, że była to kobieta słabo wykształcona bez żadnego przygotowania pedagogicznego. Jednak braki te nadrabiała wielkim patriotyzmem. Józefa Gilowa wzięła także udział w kolejnej polskiej inicjatywie szkolnej.
W maju 1930 r. powstało wreszcie w Szczecinie Polskie Towarzystwo Szkolne, którego prezesem został Kazimierz Strzemplewicz. Pomoc finansową zaoferował także konsul Jerzy Lechowski, natomiast jego siostra Stefania została nauczycielką w nowej polskiej szkole. Na pierwszą lekcję , która odbyła się 13 sierpnia 1930 r. przyszło 19 dzieci. Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu. Liczba dzieci uczęszczających do szkoły stale wzrastała. Z inicjatywy Józefy Gilowej utworzono także polskie przedszkole.
Rok później szkoła przeniosła się do nowego lokalu przy Augustaplatz (obecnie plac Lotników). W budynku tym, który stał się Polskim Domem z prawdziwego zdarzenia, oprócz zajęć szkolnych odbywały się także zebrania polskich towarzystw. Funkcjonowała też polska biblioteka.
Aby polskie dzieci mogły bliżej poznać swoją ojczyznę, w 1931 r. Towarzystwo Szkolne zorganizowało wyjazd na kolonie do Polski. Podczas podróży do Warszawy miało miejsce ciekawe zdarzenie. Otóż na dworcu w Berlinie, gdzie odbywała się koncentracja dzieci z całych Niemiec, uczniowie ze Szczecina odśpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła…”. Zaskoczyło to grupy z innych stron Niemiec oraz ich opiekunów. Okazało się, że tylko dzieci ze Szczecina znały polski hymn.
Niestety po tym bujnym okresie działalności polskiej szkoły, sytuacja zaczęła się pogarszać. Okazało się, że dzieci nie były w stanie godzić ze sobą zajęć w dwóch szkołach. Rodzice skarżyli się, że ich pociechy nie mają czasu na odrabianie lekcji do niemieckiej szkoły w związku z czym, niektórym z nich groziło powtarzanie roku. Do tego dochodziły także szykany niemieckich nauczycieli. Sprawą tą zajęły się władze Towarzystwa Szkolnego z Berlina, które postanowiły ograniczyć liczbę godzin lekcyjnych w polskiej szkole.
Kolejny cios zadały niemieckie władze, które w czerwcu 1932 r. wydały zakaz wszelkiego prywatnego nauczania. Pomimo tego Stefania Lechowska nadal prowadziła zajęcia. Najpierw władze niemieckie cofnęły jej prawo pobytu w Niemczech, ale kiedy i to nie powstrzymało Lechowskiej, otrzymała ona nakaz opuszczenia Szczecina.
Inną ofiarą niemieckiego szowinizmu padł prezes Towarzystwa Szkolnego Kazimierz Strzemplewicz, który był inwalidą. Z powodu działalności w środowisku polonijnym władze niemieckie cofnęły mu zapomogę. W związku z tym Strzemplewicz musiał zrezygnować z funkcji prezesa. Jego miejsce zajął Tomasz Wilczyński. Do Szczecina przybył także nowy nauczyciel, Maksymilian Golisz. Wcześniej władze niemieckie usunęły go z Mikołajek, za to, że miał odwagę przeciwstawić się niemieckim bojówkom.
Zanim Golisz otrzymał prawa do prowadzenia polskiej szkoły, zajęcia odbywały się potajemnie. Mimo, iż w końcu otrzymał on pozwolenie na legalną działalność, pozostawał pod stałą obserwacją Gestapo. Oprócz prowadzenia szkoły, Golisz stworzył także pierwszą drużynę harcerską w Szczecinie pod nazwą „Gryf”. W końcu jednak z obawy o życie Golisza władze Towarzystwa Szkolnego przeniosły go do Berlina.
Przed szczecińską szkołą piętrzyły się trudności. Wysokie koszty utrzymania uniemożliwiły dalsze korzystanie z budynku przy Augustaplatz. Nie było lokalu, nie było nauczyciela. Wówczas z pomocą przyszedł polski konsul, Jarosław Pieniężny, który zorganizował zajęcia we własnym mieszkaniu. W listopadzie 1934 r. przyjechał do Szczecina nowy nauczyciel, Aleksander Omieczyński. Tymczasem wiele polskich dzieci już dawno zaprzestało uczęszczać na zajęcia. Aby je „odzyskać” Omieczyński postarał się uatrakcyjnić lekcje. W tym celu sprowadził projektor, dzięki któremu wyświetlał swoim uczniom filmy o Polsce. Prowadził także kurs języka polskiego dla dzieci polskich robotników, pracujących w okolicy Szczecina. W 1935 r. założył gromadę zuchów o nazwie „Wiewiórki”. Opiekował się także szczecińskimi harcerzami.
Pomimo tak wspaniałych i ofiarnych ludzi, szkoła wciąż borykała się z problemami. Ciągłe przeprowadzki, przerwy w zajęciach, presja hitlerowskich władz, wszystko to negatywnie odbijało się na edukacji polskich dzieci. Pomimo tego szkoła funkcjonowała do 1939 r. chociaż pod koniec uczęszczało do niej zaledwie kilkoro dzieci. Działalność Omieczyńskiego przerwało brutalne aresztowanie w czerwcu 1939 r.
Polska szkoła była główną placówką oświatową w Szczecinie. Ale warto też odnotować dwie inne inicjatywy. Otóż w latach 1927-29 funkcjonowało w Szczecinie Polskie Towarzystwo Sportowe „Orlęta”, które jednak upadło z powodu niewystarczających funduszów. Bardziej trwały okazał się natomiast polski chór im. Chopina, który powstał w 1927 r.
Koniec polskiej oświaty w Szczecinie był bardzo smutny. W 1941 w szczecińskim więzieniu powieszony został Aleksander Omieczyński. Maksymilian Golisz zginął dwa lata później w obozie w Oranienburgu, gdzie został umieszczony za „zdradę stanu”.

Tomasz Kenar