Opublikowane przez sedina w Historia.

Mało kto dzisiaj pamięta o Polakach, którzy mieszkali w Szczecinie przed 1945 r. Nieśmiało przypomina dzisiaj o tym skromna ekspozycja w szczecińskim muzeum: godło z polskiego konsulatu, kilka zdjęć z działaczami i polskimi harcerzami, którzy niegdyś przemierzali szlaki Puszczy Bukowej. Poza tym trafi się czasem jakaś pamiątkowa tablica czy nazwa ulicy, która dla większości dzisiejszych szczecinian jest pustym dźwiękiem. Warto więc odkurzyć pamięć i prześledzić losy naszych rodaków w przedwojennym Szczecinie.

W latach 1850 – 1870 nastąpił znaczny rozwój przemysłu szczecińskiego. Jednak wraz z rozwojem nowych fabryk i stoczni zaczęło brakować rąk do pracy. Wiązało się to ze zjawiskiem „Ostfluchtu”. Miliony Niemców opuściło wówczas wschodnie prowincje niemieckie w poszukiwaniu lepszego życia za granicą lub na zachodzie Niemiec. Ich miejsce często zajmowali Polacy i chociaż nie było to w smak piewcom programu „Drang nach Osten” to gospodarka rządziła się swoimi prawami.
Splot tych wszystkich okoliczności sprawił, że w końcu XIX w. do Szczecina zaczęli przybywać pierwsi Polacy. Obok robotników sezonowych z Królestwa Polskiego do stolicy Pomorza przyjeżdżali także Polacy z zaboru pruskiego, którym statut prawny umożliwiał osiedlanie się na stałe.
Według oficjalnych statystyk pruskich w 1910 r. mieszkało w Szczecina 550 Polaków. Liczba ta nie oddaje w pełni rzeczywistego obrazu, gdyż nie uwzględnia robotniczych dzielnic Szczecina, pozostających wówczas jeszcze poza miastem. Właśnie tam mieszkało sporo polskich robotników. Polacy pracowali w stoczniach, fabrykach, cementowniach ale także w drobnych warsztatach rzemieślniczych. To właśnie dominująca warstwa robotnicza decydowała o charakterze szczecińskiej Polonii.
Ale pośród Polaków zdarzały się też jednostki o wyższym statucie społecznym: inż. Jan Grzelachowski, właściciel biura handlowego, Kazimierz von Pruszak, dyrektor handlowy jednej ze szczecińskich fabryk czy Zygmunt Nowakowski, współwłaściciel fabryki pasów transmisyjnych. Wszyscy wyżej wymienieni byli jednocześnie gorliwymi patriotami i działaczami szczecińskiej Polonii.
Pierwsza polska organizacja powstała w Szczecinie już w 1890 r. Było to Towarzystwo Robotników Polsko – Katolickich, które skupiało ok. 60 członków. Jego prezesem został robotnik – Jan Chmara. Towarzystwo nie dysponowało własnym lokalem. Zebrania odbywały się w salce przy jednej ze szczecińskich restauracji. Znajdowała się tam także skromna, polska biblioteczka.
W kolejnych latach powstawały nowe, polskie organizacje. Z jednej strony było to zjawisko pozytywne, świadczące o intensywnej działalności organizacyjnej środowisk polonijnych. Jednak coraz liczniejsze towarzystwa sprzyjały także rozdrobnieniu polskiej emigracji.
Czynnikiem integrującym polską społeczność w Szczecinie była religia rzymsko-katolicka. W każdą czwartą niedzielę miesiąca o godz. 6 rano, w kościele, któremu obecnie patronuje św. Jan Chrzciciel, odbywało się polskie nabożeństwo.





Niestety wczesna pora była znacznym utrudnieniem dla Polaków, którym ciężko było dojechać na czas z najdalszych dzielnic Szczecina. Władze niemieckie nie reagowały na prośby o przeniesienie nabożeństwa na późniejszą godzinę. Warunkiem pozytywnego rozpatrzenia sprawy miało być zebranie 2 tys. podpisów. W końcu akcja środowisk polonijnych, którym przewodził Edmund Fryka przyniosła efekt i nabożeństwo zostało przeniesione na godzinę 9. Msze dla Polaków były zamknięte, a przed wejściem do kościoła stał dyżurny, który kijem przeganiał ewentualnych, nieproszonych gości.
Utrudnienia w sprawie nabożeństwa nie były jedynymi jakie władze niemieckie czyniły Polonii. Napływ Polaków do Niemiec oraz ich intensywne życie organizacyjne budziły w Niemczech zaniepokojenie. Zaczęto nawet mówić o „polskim niebezpieczeństwie”. W praktyce oznaczało to wzmożoną infiltrację środowisk polonijnych. Przede wszystkim kontrolowano skrupulatnie wszystkie polskie zebrania. W Szczecinie dochodziło nawet do scysji z policją. Ale państwo niemieckie było póki co państwem prawa i właśnie na tej płaszczyźnie wypowiedziało Polakom wojnę wydając słynną „ustawę kagańcową”, zabraniającą używania języka polskiego na zebraniach. Polacy dali sobie jednak radę z niemieckim prawem, zakładając liczne towarzystwa wyborcze, które będąc stowarzyszeniami zamkniętymi nie podlegały ustawie. Takie towarzystwo powstało również w Szczecinie.
Przed pierwszą wojną światową życie szczecińskiej Polonii cały czas rozwijało się. Organizowano zawody sportowe, uroczystości narodowe, wiece patriotyczne. W lipcu 1905 r. w polskim wiecu, wyrażającym poparcie dla działań zbrojnych w zaborze rosyjskim wzięło udział ok. 300 osób.
Sytuacja Polaków w Szczecinie pogorszyła się wraz z wybuchem wojny. Władzę w Niemczech przejęła wówczas administracja wojskowa. Szczecin znalazł się w 2 okręgu korpusu, na czele którego stał wyjątkowo nieprzychylny Polakom baron von Vietinghoff. Szczególnie ciężki los spotkał Polaków z zaboru rosyjskiego. Jako jeńcy cywilni musieli nosić białe opaski z napisem „Russischer Saisonarbeiter”. Opiekę nad nimi sprawował szczeciński oddział Towarzystwa Opieki nad Wychodźcami Sezonowymi, zlikwidowany wkrótce przez Vietinghoffa. W 1916 r. władze zlikwidowały także polską organizację młodzieżową „Jedność”. Poza tymi represjami, które w istocie nie były zbyt wielkie, na życiu szczecińskiej polonii zaciążył fakt odejścia większości Polaków na wojnę. Na terenie Szczecina akcję poborową prowadził także konsulat austro-węgierski, który rozwiesił na mieście specjalne obwieszczenia w języku polskim.
Koniec wojny przyniósł odrodzenie polskiego państwa. Otwierało to nowy rozdział w życiu szczecińskiej Polonii, która teraz miała oparcie w niepodległej Polsce.

Tomasz Kenar