Opublikowane przez sedina w Ciekawostki.

Któregoś lata był umówiony na sfotografowanie Rodzinnych Regat w Stepnicy. Miał zrobić dokumentację zdjęciową począwszy od startu żaglówek, skończywszy na wręczeniu pucharu dla zwycięzców. Dolatując ze zdziwieniem spostrzegł, że załogi i ich jachty czekają w basenie jachtowym. Postanowił wylądować.

„Rozebrał się” ze sprzętu, klamotów i kombinezonu. A trzeba dodać, że to trochę trwa… Poszedł do organizatora, a on mówi, że załogi czekały na pomyślny wiatr i właśnie taki jest, więc za 5 minut startują do kolejnego etapu. Wrócił pędem do sprzętu i szybko się znowu ubiera: kombinezon, rękawice, kask, paralotnia i osprzęt, wszystkie klamoty fotograficzne… Upał okrutny… ludzie obok opalają się w strojach i moczą nogi w orzeźwiającej wodzie… Już jest gotowy. Sprzęt na plecach; podciąga sterówki, chce brać rozpęd do biegu; obraca głowę, żeby zobaczyć, czy skrzydło leży równo… i nagle przerażenie w oczach: jakiś patyczek zaplątał się w linki – skrzydło „nie wstanie” prawidłowo do lotu! Zaczyna przeklinać pod nosem. Jeśli się znowu „rozbroi” ze sprzętu, żeby wyciągnąć gałązkę z linek, to nie zdąży złapać aparatem momentu startu jachtów! Zaczął kląć niemiłosiernie, miał przy tym wrażenie, że temperatura powietrza wzrasta do 90 stopni. Próbuje wystartować z nadzieją, że może jednak patyczek wypadnie… Nic z tego: start spalony! Znowu pomstuje i zły zaczyna się „wypinać” z klamotów.
– Dlaczego aż tak pan klnie? – słyszy za plecami kobiecy głos. Ogląda się i widzi starszą babinkę, która wcześniej chodziła gdzieś po plaży i zbierała śmieci. Głupio mu się zrobiło, że miał słuchaczkę.
– Ziemia mi się pali pod stopami, bo tam jachty już są gotowe do startu – odpowiada C. Skórka. – Ja już powinienem być nad nimi na niebie, a jakiś durny badyl psuje wszystko…
– A wam młodym to zawsze tak spieszno, nawet do chmur… – babcinka na to. – Panie, toż to ja panu to zabiorę z tych sznurków; trzeba było pojrzeć dalej, żem tam stała i mówić, a nie tak kłuć do słoneczka.
Pokuśtykała do rozłożonego skrzydła, wyjęła patyczek i pokuśtykała dalej. Pierwszy raz w życiu pomyślał, że chyba żeglarstwo jest fajniejsze, szczególnie w chwilach gorących.

Skąd pomysł fotografowania?

Paroletnia, to latający spadochron, właściwie jego młodszy, doskonalszy brat. Zanim zajął się profesjonalną fotografią „z lotu ptaka” najpierw uczył się podstaw latania, latał rekreacyjnie, z czasem zaczął latać w zawodach. Miał też zaszczyt być członkiem kadry narodowej paralotni z napędem. Kiedyś – właśnie na taki rekreacyjny lot – wziął aparat i zrobił kilka zdjęć. Później pokazał te zdjęcia znajomym i tak się zaczęło. Najpierw kilkumiesięczny cykl w „Gazecie Wyborczej” – „Szczecin z lotu Czarka”, za który później dostał wyróżnienie w konkursie na Dziennikarza i Fotoreportera Roku. Jego zdjęcia ukazywały się również w „Newsweeku” oraz w „Przeglądzie Lotniczym”. Fotografie publikowano w cyklu „Wybrzeże z lotu ptaka” (Gazeta Wyborcza). Wielkim wydarzeniem i radością jest dla niego to, że może podzielić się tym widokiem, który, będąc tam w górze, oglądał tak często.
Rzeczywiście każdą wolną chwilę poza pracą, urlopy, weekendy przeznacza, na latanie. Fotografował już Koszalin, Słupsk, Ustkę, Kołobrzeg, Świnoujście, Stargard Szczeciński oraz Wrocław. Specyfika tego latania jest jednak taka, że praktycznie ze względu na pogodę latać można od wschodu słońca do godziny dziewiątej, a potem dopiero trzy godziny przed zachodem. Paralotniarstwo jest sportem sezonowym. Zimą, ze względu na potworne zimno, niestety, nie da się latać. Chociaż z dumą przyznaje, że podczas ubiegłorocznej zimy, zaraz po pierwszych opadach śniegu wzniósł się ponad otulone bielą miasto. Oprócz zdrętwiałych rąk i nóg -widok jak z „Gwiezdnych wojen”. Zresztą opinie gości jego strony internetowej potwierdziły całkowitą wyjątkowość „zamrożonego” Szczecina.

O! O tu mieszkam

We własnym zakresie i własnym nakładem finansowym zorganizował kilka wystaw swoich prac. Rozpoczął od ekspozycji w Klubie 13 Muz w Szczecinie; następne biennale gościło w Zamku Książąt Pomorskich. Później zdjęcia oglądali bywalcy Cafe 22, Galerii Prezydenckiej UM w Szczecinie, Bramy Jazz Cafe, a także goście galerii Urzędu Skarbowego i ABW Jak widać bardzo szerokie spektrum zainteresowanych „podniebnym okiem pilota”!… W tej chwili ekspozycja gości w Miejskim Ośrodku Kultury w Policach.
– „Szczecin z lotu ptaka” to 35 – 40 fotografii, na których miasto pokazałem z zupełnie innej strony; ze strony, która do tej pory zarezerwowana była dla nielicznych. Nie odrywając się od ziemi, bez strachu, z lampką szampana w dłoni w trakcie wernisażu można było się po prostu wznieść… – mówi Cezary Skórka. – Wielu rodowitych szczecinian, którzy przez wiele lat przemierzali swoje miasto, ujrzało je tak inne. Ulice, place, osiedla, jeziora z wysokości kilkuset metrów wyglądaj ą zupełnie inaczej, i to do tego stopnia, że niektórzy przez długi czas nie mogli rozpoznać znanych miejsc. Charakterystyczny paryski układ ulic i placów, symetria i harmonia. Z jednej strony duże miasto z ogromną ilością zieleni, parków, Stocznia Szczecińska; z drugiej strony Jezioro Dąbskie, Zalew Szczeciński, piękna Odra tworzy unikalny charakter Szczecina. Ze strony odwiedzających wystawy padało wiele pytań dotyczących nie tylko fotografowania, ale również techniki pilotażu. No i jasne mnóstwo okrzyków „o! o tu mieszkam”, „ojej, to tak ładnie nad moim osiedlem?”





Koniecznie odwiedźcie: cezaryskorka.pl

Marek Kamiński, „Przegląd Pomorski” 2006, nr 5.