Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

Satyryk w swojej pracy tropicielskiej przypomina myśliwego – pisał w kwietniu 1970 r. Emanuel Messer. Rozwijając tę myśl wskazywał, iż jednak nie wszystkie podobieństwa są zachowane: Szanujący się myśliwy nie schodzi poniżej dzika, jelenia czy sarny: zając nie jest godny jego strzelby. Lecz szanujący się satyryk – odwrotnie: boi się grubego zwierza i omija go z daleka. Na zwierzynę średnią idzie tylko w większej kompanii. A najchętniej poluje na… muchy, komary i pchły – zwierzynę dokuczliwą, ale niegroźną dla myśliwego.

Kim był Emanuel Messer? Żadne sformułowanie nie określa jego osobowości. Sztampowe formułki jak np.: pionier ziemi szczecińskiej, artysta plastyk, działacz kulturalny, satyryk, rysownik i felietonista – nie opisują tego człowieka, chociaż zgodne z faktografią, nie charakteryzują go w pełni.
W ciągu dwudziestu, trzydziestu lat to, co nazywane bywa specyfiką środowisk twórczych, zmieniło się bardzo wyraźnie. Dziś już nie ma takich ludzi, jak Emanuel Messer. Niezmiernie popularny, mówią o nim świadkowie tamtych lat: cieszył się swoistą popularnością wśród aktorów, pisarzy, plastyków, był postacią znaną i lubianą. Mówiono, że zna się na wszystkim, imponuje erudycją, a jego wystąpienia miały walor opiniotwórczy. Dzisiaj skłonni jesteśmy oceniać twórcę na podstawie jego dorobku i jakoś zapominamy, że jeszcze nie tak dawno życie kulturalne toczyło się inaczej; równie istotny był fakt samej obecności w środowisku. Obecności nie byle jakiej, lecz takiej, która przez wszystkich jest zauważana, akceptowana oraz poczytywana za ważną. Obecności w pewnym sensie decydującej o obliczu tego środowiska. Bez niej byłoby ono po prostu inne, uboższe.
Twórcze dokonania Emanuela Messera nie są pewnie wiekopomne. Współpracował niemal ze wszystkimi ukazującymi się w Szczecinie pismami. Zamieszczał w nich felietony, rysunki satyryczne, karykatury. Obrazki te dobrze odzwierciedlają jego duszę ironisty. Oto np. Siedem scenek rodzajowych, w tym jedna z leniwą krową oraz jeden genialny wniosek racjonalizatorski – poleca ze spółdzielczym pozdrowieniem Emanuel Messer. Dalej następują rysunki, pociągnięte cienką, nierówną kreską, jakieś ludziki z monstrualnie wyolbrzymionymi głowami, nie zauważając własnej brzydoty prawią sobie uczone morały.
W latach czterdziestych i pięćdziesiątych Emanuel Messer miał szansę zrobienia dużej kariery: żart rysunkowy na tematy – nazwijmy je skrótowo – obyczajowe, nie był wówczas tak powszechny jak obecnie i niewielu twórców się nim zajmowało. Przez długie lata Emanuel Messer był jedynym takim satyrykiem w Szczecinie, a i w kraju miał mało konkurentów. Lecz propozycji nawiązania współpracy z pismami centralnymi nie podejmował. Nie chciał, czuł się związany ze Szczecinem, mieszkańców tego miasta rozumiał, jego prześmiewcze docinki ich dotyczyły. Oczywiście nie każda ironia była trafna i aktualna jedynie w wymiarze lokalnym, ale Emanuel Messer nie uważał swych rysunków za najważniejszą dziedzinę twórczości i nie zabiegał o taką właśnie karierę.
Publikowane w prasie codziennej i tygodniowej rysunki i felietony miały dość krótki, ulotny żywot. Ich autor pozostawał wierny cytowanemu na wstępie przekonaniu, że szanujący się satyryk polować ma na muchy, komary i pchły. Szydził więc z opieszałości ekspedientek, opilstwa na budowach, braku papieru toaletowego w sklepach, akcji reklamującej margarynę zamiast masła itp. Podobnie czynił w swych felietonach, pisanych bardzo zwięźle, jakby urywkami, komponowanych z różnych drobnych scenek, których zestawienie pozwalało na formułowanie sugestywnych uogólnień: Ludzie zaczynają się przyzwyczajać do rozrastającej się plagi drobnych przykrości, które nosi ze sobą każdy dzień – w pracy, na ulicy, w sklepie, w tramwaju – do tych ciągłych braków, usterek, niedociągnięć, zaniedbań… Każdy z tych drobiazgów można by jakoś pojedynczo strawić, ale zmasowany atak większych ilości potrafi nawet najbardziej opanowanego, najbardziej oddanego człowieka doprowadzić do szału.
Pracował powoli, nie spiesząc się. Miał czas. Nie związany żadnymi obowiązkami etatowymi dbał o dopracowanie każdego szczegółu w rysunkach czy artykułach. Zajęcia felietonisty nie traktował jako sedna swej działalności. Był przez wiele lat prezesem szczecińskiego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków, pracował ponoć nad poważniejszymi dziełami – obrazami, rysunkami…
Tak więc pytanie: Kim był Emanuel Messer? – nadal pozostaje bez wyczerpującej odpowiedzi. Zmarł w wieku 56 lat, 5 grudnia 1970 r. W publikowanym następnego dnia w „Kurierze Szczecińskim” nekrologu czytamy m. in.: Był (…) niezwykle barwną, fascynującą postacią. Od wielu lat związany ze szczecińskim środowiskiem dziennikarskim. Zapisał się w naszej pamięci jako człowiek wielkiego serca i niezwykłej pogody ducha.
Jedno jest pewne – podobnych mu ludzi już w Szczecinie nie ma, był jednym z ostatnich. Cyganeria, ongiś stanowiąca nieodłączny fragment każdego środowiska artystycznego, utraciła już swą rangę. Przestała być potrzebna? Środowisko twórców obywa się bez niej; wszystko się zmienia, nic nie może trwać w nieskończoność, tak i tamta przeszłość stała się zamkniętym rozdziałem.
Emanuel Messer pochowany został w Alei Zasłużonych, w zwartym kręgu grobów osób spoczywających teraz na uboczu głównych szlaków spacerowych cmentarza, wokół zwykłej, bardzo zwykłej fontanny.

Kazimierz Jordan, Emanuel Messer 1924 – 1970. Dusza ironisty, [w:] Ku Słońcu 125. Księga z miasta umarłych, pod red. M. Czarnieckiego, Szczecin 1987.