Opublikowane przez Torney w Publicystyka.

W poczuciu odpowiedzialności za Szczecin i jego tożsamość, zdając sobie sprawę z tego, jak łatwo pozbawić przyszłe pokolenia zabytków, nie chcemy pozostawać obojętni.

Zajmując się historią Naszego Miasta z bólem czytamy o tym jak błędne decyzje, które często próbowano umotywować historycznie i politycznie, pozbawiały Szczecin wielu ważnych historycznych obiektów.

Tak 10 lutego 2006 r. zaczynaliśmy swój „List otwarty do służb konserwatorskich Szczecina i województwa”.

Odpowiedź, która nadeszła 10 dni później, stanowiła niezbyt sprawne połączenie próby zasłonięcia się ustawami, z mało konkretnym zaproszeniem do zapoznania się z pracą służb konserwatorskich i możliwościami działania jakie dają warunki prawne i finansowe.


Nie zrażeni pierwszym podejściem, podjęliśmy drugie, w którym staraliśmy się wyjaśnić cel naszego wystąpienia. By uniknąć dalszych nieporozumień, za jakie uznaliśmy otrzymaną odpowiedź, zaproponowaliśmy spotkanie na żywo w gronie redakcyjnym. Zobowiązaliśmy się do organizacji wszystkiego, co niezbędne, naturalną z naszej strony była również obietnica dostosowania się do terminu, który, jak wtedy sądziliśmy, zostanie zaproponowany przez obie panie.

Po drugim liście odpowiedzi nie było. Znacznie później otrzymaliśmy jednak zaproszenie na sesję z okazji sześćdziesięciolecia polskich służb konserwatorskich na Pomorzu. Przy takiej okazji pochodzące z pierwszego listu stwierdzenie, iż powojenny Szczecin nigdy nie miał szczęścia do władz konserwatorskich, musiało boleć szczególnie.

Nie omieszkałem skorzystać z zaproszenia.

Wystąpieniom przysłuchiwałem się 28 kwietnia 2006 r. z zainteresowaniem, oczekując zwłaszcza osobistych refleksji Miejskiego Konserwatora Zabytków na temat pracy oraz radości i problemów zeń wynikających. Takie było bowiem założenie, wszak treść referatów (w przypadku pani Małgorzaty Jankowskiej: „Powstanie samorządowej służby konserwatorskiej w strukturze organizacyjnej Gminy Miasto Szczecin”) każdy uczestnik konferencji otrzymał w wydanym z tej okazji roczniku („Zachodniopomorskie Wiadomości Konserwatorskie”).

Pasmo spektakularnych sukcesów – to esencja osobistych refleksji na które tak czekałem. Wśród nich prace nad Pałacem Grumbkowa (wyjątkowo ciekawe, bo jak wszyscy wiemy Grumbkowscher Palast, już jako Wietzlowscher Palast, został wyburzony w 1890 r.) czy nad polichromiami w przejeździe bramnym kamienicy przy ul. Bohaterów Stalingradu, wobec których nazwanie I Liceum Ogólnokształcącego mianem Liceum Ogólnokształcącego nr 1, to jedynie kosmetyczna niedoskonałość, która drażni co najwyżej kadrę, uczniów i absolwentów.

O porażkach nie mówił nikt, zapewne zatem ich nie było, chwalenie się to jednak również umiejętność.

Niestety program nie przewidywał pytań do prelegentów, wymianę zdań umożliwiło jedynie kilka przerw między kolejnymi częściami konferencji. Dzięki temu miałem przyjemność odbycia krótkiej rozmowy z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków panią Ewą Stanecką. Zapewniła mnie, iż pamięta o naszej propozycji spotkania, że niestety wcześniej nie było to możliwe, ale w drugiej połowie maja na pewno się uda. Naturalnie potwierdziłem chęć współpracy z naszej strony…

Mamy zatem czerwiec.

Nasza inicjatywa nie wzbudziła zainteresowania mediów, którym przesłaliśmy treść listów równocześnie z przekazaniem ich służbom konserwatorskim miasta i województwa. Jak zatem kwestia postrzegania rzeczywistych i potencjalnych zabytków wygląda na obu biegunach akcji? Wystarczy przeanalizować dwa przykłady związane z jedną ulicą.

Przed: Wiata

W serwisie hobbystycznym Komunikacja Miejska Szczecin (mkm.szczecin.pl) 7 stycznia 2006 r. czytam, iż Los historycznej wiaty wydaje się przesądzony. Chodzi o wiatę tramwajową przy ul. Arkońskiej. Kontaktuję się z Andrzejem Kraśnickim jr., wkrótce powstaje artykuł i 12 stycznia o sprawie informuje „Gazeta Wyborcza”. Dwa dni później w tym samym medium czytamy: Przeczytaliśmy artykuł w „Gazecie” i właśnie rozpoczęliśmy procedurę wpisania wiaty do rejestru zabytków – poinformował nas wczoraj Mirosław Opęchowski z biura WKZ w Szczecinie. Miejski Konserwator Zabytków próbuje pokrętnie tłumaczyć swoje zachowanie, pisze sprostowanie na łamach Biuletynu Informacji Publicznej, czym jedynie udowadnia, że publikacja Andrzeja Kraśnickiego jr. nie była dla wszystkich łatwa w odbiorze.
Wiata ocaleje.

Po: Kamienica

Na naszym portalu pojawia się kolejna, 23. zagadka wragi. Jest 15 maja 2006 r. Sposób montażu przewodów elektrycznych, który zniszczył będące tematem zagadki architektoniczne detale kamienicy przy ul. Arkońskiej 11-13a, budzi złość i ironiczne komentarze forumowiczów. Nikt nawet nie myśli o interwencji u służb konserwatorskich, nas bowiem, jako występujących z pozycji anonimowego rozmówcy, i tak nikt tam nie posłucha. Forum jednak czytają przedstawiciele różnych profesji.
30 maja 2006 r. o sprawie informuje „Głos Szczeciński”. Poprowadzenie instalacji w taki sposób to oczywiste barbarzyństwo, tak oczywiste, że można by powiedzieć: pozostawię bez komentarza! – mówi pani Małgorzata Jankowska, Miejski Konserwator Zabytków. Dalej jednak komentuje, czyni to również miejski architekt. Wkrótce ma być wyznaczony czas i sposób przywrócenia dawnej świetności elementom wystroju elewacji budynków.

Zmian nie zaobserwowałem. Czy wszyscy zatem są zadowoleni?

Dziennikarze, bo mają o czym pisać.

Służby konserwatorskie, bo gdy interweniuje prasa, nie tylko można zostać zacytowanym na jej łamach, ale i przez swoje wielkie oburzenie zyskać kolejną pozycję w spisie spektakularnych sukcesów.

Tylko miłośnikom miasta jakby nie było wesoło, bo oni robią to w poczuciu odpowiedzialności za Szczecin i jego tożsamość, zdając sobie sprawę z tego, jak łatwo pozbawić przyszłe pokolenia zabytków.

Gdyby przyjęto naszą ofertę, odpowiednie władze wiedziałyby o wszystkim przed dziennikarzami. Tylko po co psuć ten jakże wygodny układ.

Nie chcemy pozostawać obojętni.

Paweł Knap