Opublikowane przez sedina w Kultura i Sztuka.

„Głosy czasu. Teatr Kana 25 lat” pod red. Marty Poniatowskiej, Radosława Jaguckiego i Małgorzaty Mostek

Skąd wzięła się nazwa słynnego na całą Polskę szczecińskiego teatru? Od zwykłej kanki. „Nazwa Kany pochodzi tak naprawdę z naszych czasów licealnych – wspomina Inga Kurek-Baranowska, jedna z pierwszych aktorek Zygmunta Duczyńskiego, dziś wicedyrektorka Słowianina. – Zygmunt prowadził wtedy grupę w Liceum Zawodowym Pracowników Administracji. I jak to w szkole – nie wolno tam było palić. W sali, gdzie mieliśmy próby, stała w koncie mała kanka na mleko. Po jaką cholerę, nie wiem. Mogła służyć nam jako rekwizyt. Paliliśmy papierosy i strzepywaliśmy tam popiół. I tak się zaczęło…”.

„Miałem 23 lata, gdy zacząłem pracować w kilku szkołach średnich jako instruktor teatralny – wspomina Zygmunt Duczyński. – To właśnie w jednej z nich stała ta legendarna już stara kana, o której tak często opowiadam. Jej obecność w tym miejscu była zupełnie nieuzasadniona i tajemnicza (oprócz tego, że służyła nam jako popielniczka…). Pewnej nocy patrząc na to stare naczynie, pomyślałem sobie: »Cudowna knajpa. Miejsce, gdzie ludzie piją wino, śpiewają pieśni, gdzie odbywają się obrzędy przekroczenia… «. Wtedy wiedziałem już, jak mam nazwać swój teatr. Zabrałem potem tę kanę ze sobą”.

Cały Zyga. Dziś miałby urodziny, pięćdziesiąte piąte. Nie ma Go już wśród nas. Ale jest Kana. I jest o niej opowieść. Książka. Z niej pochodzą przywołane cytaty. Zbudowana z wywiadów, wspomnień, opisów spektakli. Imponująca pieczołowitością opowieść o ćwierćwieczu teatru, fascynująca opowieść o ludziach. W myśl idei, jaką zwykł powtarzać twórca Kany, że teatr jest niczym innym jak instrumentem do odsłaniania prawdy o człowieku.

Wydawnictwo można nabyć w teatrze.

Ewa Podgajna, Gazeta Wyborcza, 1 VI 2006 r.