Opublikowane przez sedina w Architektura i Urbanistyka.

Przez 20 lat tętnił życiem. Był sercem kulturalnym Żydowiec. Teraz, zapomniany i rozgrabiony, przygnębia.

– Brakuje nam amfiteatru. Nie mamy nic. Dzielnica jest martwa – żali się Stanisław Kopacz.

Amfiteatr z muszlą przy ulicy Inżynierskiej w Żydowcach powstał w latach siedemdziesiątych. Jego fundatorem były Szczecińskie Zakłady Włókien Sztucznych „Wiskord”. Poza tym, na wzniesieniach Puszczy Bukowej, także z pieniędzy fabryki, wybudowano obiekty sportowe. Mieszkańcy Żydowiec z łezką w oku wspominają tamte czasy.

– Zakład pracy dbał o nasze osiedle – mówi Stanisław Kopacz.

Wraz z końcem lat osiemdziesiątych i stopniowym upadkiem „Wiskordu”, z gwarnych Żydowiec uszło życie. Niedoinwestowane tkwią w martwym punkcie. Amfiteatr natomiast został rozgrabiony, zdewastowany i nie zapowiada się, by ktoś chciał go wskrzesić…





– Pamiętam, jak na scenie amfiteatru śpiewały największe gwiazdy estrady polskiej: Irena Santor, Karin Stanek, Czerwono-Czarni, Niebiesko-Czarni i wielu innych. Sam wielokrotnie występowałem na deskach amfiteatru. Byłem członkiem zakładowej kapeli „Rybałt”. Grałem na saksofonie.

Zawsze coś się działo. Jak nie koncerty sław, to tańce w soboty, obchody dnia 1 maja, nawet dnia chemika. Przychodziły całe rodziny ze wszystkich dzielnic prawobrzeża.

Niestety wraz z upadkiem „Wiskordu” upadł i amfiteatr. Teraz nie mamy nic. A piękny niegdyś obiekt niszczeje – mówi Stanisław Kopacz, mieszkaniec Żydowiec.

W sobotę na „dechy”

Amfiteatr przywołuje wspomnienia wielu mieszkańców tamtych okolic.

– Kiedy mówiło się „Idziemy na dechy?”, nie było takiego, co by nie zrozumiał. Zabawa ludowa trwała od południa do białego rana – wspomina Marian S.

Las rąk wyciągniętych po kiełbasę w szarym papierze podawaną z samochodów Star. Piwo z kawałkiem obowiązkowego żółtego sera, w trosce o trzeźwość uczestników zabawy. Mordobicie, któremu przewodzili mieszkańcy hotelu robotniczego „Wiskord”. Orkiestra wojskowa, pokazy sztukmistrzów, to także obrazki z czasów świetności amfiteatru.

– To był piękny obiekt, znakomicie jak na tamte czasy wyposażony. Wraz z nim oświetlono cały park.Teraz po oświetleniu nie ma śladu. Latarnie dosłownie wyrwano z korzeniami. Nie ma elektryczności. Nie mówiąc o ławkach, wielkim ekranie, łazienkach i szatniach. Wszystko zostało rozkradzione – mówi z żalem Maria Kurtz, przewodnicząca Rady Osiedla.

Obecnie amfiteatr okupują grupki wyrostków pijących piwo lub miłośnicy graffiti, choć już nawet brakuje miejsca na kolejne niechlujne wpisy i rysunki.

Zmiany dzięki kanalizacji

Rada osiedla bardzo by chciała odbudować amfiteatr, ale nic zrobić nie może.

– Nie mamy planów, bo to jest inwestycja. Nas jako rady nie stać – komentuje Maria Kurtz. – Ludzie niby chcą zainwestować, ale do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej konkretnej propozycji – dodaje.

Mimo wszystko są dobrej myśli. Osiedle się powoli kanalizuje. Ruszyła sprzedaż działek budowlanych.

– Przybędzie ludzi, to może troszkę się rozwiniemy – mówi Maria Kurtz.

Dla dodania otuchy, w najbliższą niedzielę z okazji 10-lecia Urzędu Miejskiego na prawobrzeżu, na boisku wybudowanym jeszcze przez „Wiskord”, odbędzie się festyn. Jest to pierwsza taka inicjatywa od czasu upadku fabryki.

Joanna Skrzyniarz, Głos Szczeciński, 27 V 2006 r.
Fot.: Marcin Bielecki.