Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

Urodził się 31 sierpnia 1887 r. we wsi Krobia w Wielkopolsce, w wielodzietnej rodzinie chłopskiej. W wieku kilkunastu lat, w poszukiwaniu pracy, poprawy warunków życia (ziemi do podziału między braci było niewiele), ale i z ciekawości świata, uciekł z domu rodzinnego do Berlina. Stolica Niemiec była wówczas miejscem często obieranym przez młodzież polską przybywającą tutaj z ziem etnicznie polskich będących pod zaborem pruskim. Michał, dzięki swej wytrwałości, ukończył trwającą dwa lata naukę zawodu krawieckiego, którą opłacać trzeba było pracą bez wynagrodzenia.

Wcześnie miały się ujawnić cechy charakteryzujące go. W środowisku Polaków berlińskich okazał się dobrym organizatorem, działaczem chętnie poświęcającym swój czas sprawom społecznym. Czuły na punkcie swej narodowości, starał się pracować na rzecz jedności polskiego środowiska i podtrzymywania wspólnej tradycji. Stał się inspiratorem powstania wielu towarzystw polskich, szerzył i umacniał polskość upowszechnianiem książek i kultywowaniem pieśni. Nic też dziwnego, że Michał Kmiecik znalazł się w gronie założycieli Związku Polaków w Niemczech. Celem tego najważniejszego dla półtoramilionowej rzeszy polskiej emigracji związku było podtrzymywanie polskości, przeciwdziałanie wynaradawianiu przez organizowanie szkół i kursów z językiem polskim, czytelni, miejsc spotkań oraz publikacje prasowe.
Przed 1919 r. odnotować należy dwa ważne wydarzenia w jego życiu, udział w pierwszej wojnie światowej w szeregach armii pruskiej, zakończony w chwili wybuchu zamieszek rewolucyjnych w Berlinie i ogłoszenia przez Liebknechta republiki, oraz ślub z Julią z Michałowiczów, rodowitą berlinianką. Małżeństwo to przetrwało szczęśliwie wiele przeciwności losu. Kmiecikowie wychowali dwóch synów: Edwarda i Witolda.
Uczucia patriotyczne Kmiecika objawiały się w życiu rodzinnym, zawodowym, publicznym. Syn Edward, w publikowanych wspomnieniach, pisze, iż ojciec był bardzo spokojny i dobry, złościł się tylko, gdy jako szczeniak chwaliłem się zasłyszanymi na ulicy zdaniami niemieckimi (…). Nie wolno było w naszym domu żadnemu Polakowi odzywać się po niemiecku, a z Niemcami ojciec nie rozmawiał nigdy przy mnie, bym – broń Boże! – nie nauczył się obcego i nie zapomniał rodzimego języka. Michał okazywał także pomoc Polakom, chcącym uczyć się fachu krawieckiego, przyjmując ich na naukę do siebie.
Jak wspomniano, Michał Kmiecik uczestniczył aktywnie w życiu, liczącej ponad sto tysięcy osób, Polonii berlińskiej. Już w 1922 r. został prezesem Związku Towarzystw Polskich w Berlinie, skupiającego wówczas około 150 przeróżnych organizacji zawodowych, kulturalnych, społecznych, sportowych. Towarzystwo koordynowało i propagowało ich pracę, dbało o jedność. Współorganizował także polski Bank Ludowy „Pomoc” oraz uczestniczył w pracach przy otwarciu Domu Polskiego w Berlinie – ważnego ośrodka skupiającego Polaków na obczyźnie.
Osobną pasję prezesa Kmiecika stanowił polski śpiew. Dostrzegał jego integracyjną, umacniającą rolę dla narodu. Zaraz po przybyciu do Berlina związał się z chórem „Harmonia” (Polskie Towarzystwo Śpiewaków). Pełnił w nim nawet od 1919 r. funkcję skarbnika, aby przez następnych dwadzieścia lat prezesować mu. W 1933 r. dyrygentem chóru „Towarzystwo śpiewu im. Chopina” został Maksymilian Golisz (regularne próby odbywały się w Domu Polskim w Szczecinie na ul. Malczewskiego 24), a w 1935 r. kierownictwo chóru objął Aleksander Onieczyński. Kmiecik przewodził zarazem Związkowi Śpiewaków Polskich w Berlinie i Brandenburgii, pełniącemu nadrzędną rolę wobec poszczególnych towarzystw tego rozległego obszaru.
Życie rodziny Kmiecików odmieniło się w maju i czerwcu 1939 r. Szerzenie się nastrojów antypolskich w Niemczech, prowokacje mniejszości niemieckiej w Polsce sięgały zenitu, stosunki pomiędzy obu krajami stały się niebezpiecznie napięte. Władze niemieckie w odwecie za usunięcie z Polski znanego działacza niemieckiego ze Śląska, doręczyły Michałowi Kmiecikowi i jego żonie nakaz wyjazdu. Małżonkowie mieli kilka dni czasu na opuszczenie swego wieloletniego miejsca pobytu (w przypadku pani Julii miejsca urodzenia), a zabrać ze sobą mogli jedynie bagaż podręczny.
Jak się później okazało, akt usunięcia Kmiecików z Niemiec stał się korzystny dla nich. Niechybnie zostaliby po wybuchu wojny aresztowani i wywiezieni do obozu lub zamordowani. Potwierdziło się to w chwili wkroczenia Niemców do Polski. Hitlerowcy poszukiwali pana Michała w mieszkaniu w Katowicach, w którym miał zamieszkać po przyjeździe do Polski. Na szczęście nie zdążył tego uczynić. W rodzinnej wsi Krobia aresztowano jego braci. On sam w tym czasie znalazł się w Warszawie, a później w Poznaniu, gdzie udało mu się przetrwać wojnę, wykonując zawód krawca. Tam też dołączył do rodziców młodszy syn, Witold, podczas gdy starszy – Edward – znalazł się w wojsku polskim na Zachodzie.
Następny, wyraźnie wyodrębniony okres życia Michała Kmiecika rozpoczął się w maju 1945 r., kiedy to zdecydował się związać z Ziemiami Zachodnimi przywróconymi Polsce po II wojnie światowej. Choć wielu wierzyło wówczas, że ów akt historyczny nastąpi, on nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Wiedział też, że będzie tam przydatny ze swoją znajomością języka niemieckiego i stosunków panujących na tych ziemiach przed wojną. Ten 58-letni już wtedy mężczyzna podjął się zorganizowania transportu pierwszych cywilnych osadników pragnących wyruszyć do Szczecina. W warunkach zupełnie wyjątkowych, w kilka niemal dni po przejściu przez Pomorze Zachodnie nawały wojennej, wystąpił energicznie do władz o wszystkie konieczne decyzje, zdobył środki transportu i stanął na czele ponad tysiącosobowej grupy, aby doprowadzić ją do polskiego Szczecina. Jak trudna to była podróż i jak wiele trzeba było optymizmu, aby się jej podjąć, niech świadczy fakt, że choć odległość nie była duża, trwała dwa dni i składała się z kilku etapów. Do Szczecina przybyli 4 maja. Zaraz też Kmiecik podjął pracę w Polskim Związku Zachodnim, organizacji powołanej do pracy nad odbudową polskości i nad rozwojem życia społecznego na Ziemiach Zachodnich. We wrześniu 1945 r. powstał w Koszalinie Okręg Zachodnio-Pomorski PZZ (Zarząd Główny mieścił się w Poznaniu). Niebawem jednak władze okręgu przeniosły się do Szczecina, a pod koniec 1946 r. Michał Kmiecik objął stanowisko kierownika.
Mocno zaangażowany w pracę starał się o przyciągnięcie na Ziemie Zachodnie jak największej liczby osadników. Jeździł między innymi (po uzgodnieniu z Władysławem Gomułką) do Berlina i namawiał dawnych przyjaciół do przyjazdu. Szczególnie apelował do rzemieślników, których Szczecinowi brakowało. Ponieważ znano go tam i cieszył się dużym autorytetem – wiele osób poszło za jego przykładem. Pomagał im w zagospodarowywaniu się na nowym terenie. W grudniu 1948 r. witał w szczecińskim porcie Polaków przybyłych z Westfalii. Byli to głównie górnicy z rodzinami, zamierzający osiedlić się na polskim Śląsku. Jednak, znowu za namową prezesa, część z nich pozostała na Pomorzu. Osobnym nurtem działalności PZZ była tzw. akcja weryfikacyjna autochtonów. Panu Kmiecikowi pomagał w tym dziele syn Witold – wtedy inspektor okręgowy PZZ. Akcja ta polegała na opiniowaniu podań o polskie obywatelstwo osób zamieszkałych przed wojną w Szczecinie i okolicach. Opinia PZZ-u o tym kogo można uważać za Polaka, a kto nie spełnia potrzebnych warunków (byli Niemcy, którzy choć nie znali języka polskiego ubiegali się o prawo pozostania), stawała się decydująca.
Polski Związek Zachodni pod kierownictwem M. Kmiecika inspirował badania i publikacje historyczne przypominające dzieje i związki Pomorza Zachodniego z Polską, był organizatorem manifestacji patriotycznych, takich jak coroczny Tydzień Ziem Zachodnich, akcja „Trzymamy straż nad Odrą”, czy Kongres Autochtonów (1946 r.). W tych pierwszych, gorących chwilach polskiego Szczecina, Michał Kmiecik nie zapomniał o swojej miłości, jaką darzył polski śpiew. Starał się jak najszybciej zaszczepić go w Szczecinie. Stał się znowu współzałożycielem i duchowym patronem pierwszego powojennego polskiego chóru. Działający przed wojną polonijny chór „Szopen” otrzymał nazwę „Harmonia”, taką jak ten, w którym pracował prezes w Berlinie.
W 1949 r. uznano, że PZZ spełnił już swoje zadanie i podjęto decyzję o włączeniu go do Ligi Morskiej. Pan Michał powrócił do pracy w swym pierwszym fachu, do krawiectwa.
Mimo zmiany charakteru pracy, a potem przejścia na emeryturę, nie zgasła w nim pasja społecznika. Uczestniczył w powołaniu w 1956 r. Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich będącego częściowo nawiązaniem do PZZ-u. Swój autorytet i wyjątkową pozycję wśród mieszkańców Szczecina spożytkował, pomagając osobom zgłaszającym się ze swoimi problemami. Przychodzono do niego, wiedząc, że jest bardzo uczynny i że w miarę możliwości, czując się do końca odpowiedzialnym za tych, których zachęcał do przyjechania na te ziemie, postara się pomóc w kłopotach.
W końcu lat pięćdziesiątych przeszedł na emeryturę. Zmarł 2 lutego 1966 r. Zachowując pamięć po wybitnym działaczu i prawym człowieku jedna ze szczecińskich szkół podstawowych nr 61 przyjęła jego imię. Tam też pamiątki po ojcu – przekazał Witold Kmiecik.
Czy zyskał uznanie za swe oddanie i serdeczne wysiłki? Tak, wyróżniano go wielekroć, lecz dla Michała Kmiecika największe znaczenie miały i najmilsze jego sercu były: Złota Odznaka Śpiewacza z Wieńcem Laurowym, którą otrzymał jako pierwszy oraz Honorowa Odznaka Rodła i Odznaka Złotego Gryfa.

Jolanta Frydrykiewicz, Michał Kmiecik 1887 – 1966. Kochał polski śpiew, [w:] Ku Słońcu 125. Księga z miasta umarłych, pod red. M. Czarnieckiego, Szczecin 1987.