Opublikowane przez sedina w Ciekawostki.

Statek na Odrze, 28 marca 1940 r. godz. 2:20.

Stanisław pochylił się nad kolegą, który leżał wyczerpany na ziemi. – Wytrzymaj – wyszeptał. – Tu trzeba nawet przed samym sobą udawać, że czujesz się dobrze.
Wychudzony chłopak nie odpowiadał.
– Masz tu kawałek chleba z marmoladą, został mi od niedzieli – mówił dalej Stanisław do wyczerpanego towarzysza. – Zawsze to coś. Tylko żuj długo, bo już stwardniał na kamień.
Ta noc zmieniła całkowicie życie więźniów na niemieckim statku, który pełnił funkcję obozu pracy. W ciągu kilku minut wszystkie nadzieje na wolność rozwiały się.
– Gdybym wiedział, że zacznie się taki terror, uciekłbym, jak nas jeszcze wypuszczali na ląd – mówił powoli chłopak, gryząc skórkę od chleba. – Teraz zabrali nawet pieniądze, które tu zarobiliśmy.
– A po co ci pieniądze – skarcił go Stasiek. – Tu idzie gra o własną skórę.
Dwie godziny później esesmani wrzeszcząc, obudzili wszystkich mężczyzn na statku. Kazali im zejść na ląd i czołgać się w błocie a potem 12 godzin pracować w fabryce.
Stanisław przez cały dzień próbował się porozumieć ze starszymi więźniami. W końcu udało mu się późną nocą.
– Musimy wziąć pod opiekę tych młodych chłopaczków – zaczął szeptem.
– A my to już się nie liczymy? – zapytał ze złością jeden ze starszych więźniów.
– Nie o to chodzi. Musi przeżyć ktoś młody, żeby później światu opowiedział, co się tutaj działo. Inaczej zginiemy nawet w ludzkiej pamięci.
Tak też się stało. Starsi więźniowie wzięli młodych pod opiekę. Czasami jedno dobre słowo otuchy wystarczyło, aby choć na chwilę pomyśleć o czymś nieskażonym śmiercią i wojną.

Fakty

Obóz na statku „Bremenhaven” powstał w 1940 r. Przez więźniów był określany jako „statek śmierci”. Był to ponadstumetrowy chłodniowiec, który na początku wojny został wcielony do hitlerowskiej floty jako statek szpitalny. Po przebudowie w szczecińskiej stoczni został przyholowany do Polic i zamieniony w pływający obóz dla robotników. O życiu w tym obozie wiemy dziś dzięki Henrykowi Mączce, który od lat 60. zbierał materiały o tym, co się działo w czasie wojny w Policach i odnalazł rozrzuconych po Polsce ludzi, którzy przeżyli ten koszmar. Na początku życie na statku było ponoć całkiem znośne. Więźniowie mogli wychodzić na nabrzeże, a nawet otrzymali tzw. białe karty pracy. Jednak pewnej nocy do kabin wpadli esesmani. Wypędzili niemal nagich ludzi na zewnątrz i zrewidowali ich pomieszczenia. Więźniowie oprócz 12-godzinnej pracy w fabryce musieli np. czyścić pokład gołymi rękoma. Z wycieńczenia codziennie umierało nawet po kilkanaście osób.

Na podstawie: „Co tu kiedyś było”.

Patrycja Niczyj, Gazeta Wyborcza, 25/26 VIII 2001 r.