Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Praca konkursowa

Moim tatą jest Mariusz Najmowicz, który podczas wybuchu stanu wojennego odbywał służbę wojskową w jednostce w Szczecinie, w Batalionie Inżynieryjno-Budowlanym – pełnił w nim funkcję pisarza kompanii.
Tata podczas pobytu w wojsku uczestniczył w tzw. „szkoleniu politycznym”. Podczas tych zajęć żołnierzom przekazywane były aktualne zagadnienia z sytuacji, jaka jest w kraju. Tata uważa, że już dwa miesiące przed wybuchem stanu wojennego można było się domyśleć, że władza będzie dążyła do wprowadzenia stanu wojennego.


Rankiem, w niedzielę, trzynastego grudnia 1981 roku, pobudka była jak zwykle o 5:30. Na zbiórce dowódca kompani ogłosił wprowadzenie stanu wojennego przez generała Jaruzelskiego. Z tego powodu żołnierze zawodowi musieli wrócić do jednostki, która została wprowadzona w stan najwyższej gotowości. Dwudziestodwuletni chłopak spakował się i czekał na rozkazy.
Żołnierze, którym kończył się okres służby, zostali zmuszeni do dalszej służby. Wzbudziło to wielkie niezadowolenie i konflikty między młodszymi i starszymi służbą żołnierzami, ponieważ kadra tłumaczyła, że „to wszystko przez Solidarność”. Tak minęło kilka pierwszych tygodni stanu wojennego. Po pewnym czasie wszyscy uznali stan wojenny za „normę”.

Jednak do braku rozrywki i zakazów nie mogły przyzwyczaić się dzieci. Dlatego żołnierze zawodowi zorganizowali dla swoich pociech zabawę choinkową.
Tata już wtedy interesował się fotografią, dlatego robił podczas tej zabawy zdjęcia. Potem zbił niezły interes, sprzedając zdjęcia tatusiom, czyli żołnierzom kadry zawodowej.
W tym czasie wojsko miało wiele przywilejów. Rodziny żołnierzy mogły zaopatrywać się w sklepie na terenie jednostki wojskowej, w którym były artykuły niedostępne w “normalnych” sklepach.
Tata i jego koledzy również chcieli korzystać z „przywilejów “ przebywania w wojsku. Ojciec wspominał, jak przeskakiwał przez 2,5 metrowy mur i udawał się do domu towarowego „Posejdon” – po wódkę dla kadry zawodowej.

Po pewnym czasie tata miał dość służby wojskowej, dlatego postanowił do nikogo się nie odzywać i nie wykonywać rozkazów. Był to rodzaj wewnętrznego buntu przeciwko służbie wojskowej. Wskutek tego lekarz nakazał umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym, w Gorzowie Wlkp. Przebywał tam dwa miesiące. Gdy wrócił do jednostki, wstąpił do klubu kulturalno-oświatowego, w którym mógł oddać się swojej pasji – fotografii. W taki sposób dokończył służbę i w grudniu 1982 wrócił do domu i do pracy.
Ojciec pracował w Polskim Związku Żeglarskim. Jednak praca ta nie była jego szczytem marzeń, dlatego szybko ją zmienił. Pracował w Akademii Medycznej w pracowni fotograficznej.

Do roku 1983 tata mieszkał z rodzicami w Dąbiu. W domu często rozmawiano na temat sytuacji w kraju. Ojciec pamięta, jak jego ojciec (a mój dziadek) słuchał radia „Wolna Europa” – mimo zakazu. W telewizji było mniej programów rozrywkowych, a wiadomości były mocno ocenzurowane.

Stan wojenny był niemiłym epizodem w życiu mojego taty, jak też w życiu innych Polaków. Czasami, wspominając tamte czasy, tata śmieje się – wydają się one tak absurdalne i odległe. Sytuacje, które mi opowiadał – śmieszą mnie teraz, a przecież w tamtych czasach nikomu nie było do śmiechu: ograniczenie prywatności jednostki, jakie można zaobserwować wtedy, wstrząsnęło mną. Doświadczenie to nauczyło mnie doceniania wolności, którą mamy obecnie.

Wspomnienia spisała: Małgorzata Olesiewicz z kl. III Gimnazjum nr 29 w Szczecinie.
Opiekun: Anna Witkowska.
Wspominał: Mariusz Najmowicz.