Opublikowane przez sedina w Technika i Komunikacja.

W maju roku 1945 na obecnym terytorium Polski (w tym na polskich wodach) znajdowało się nawet do 40 niemieckich okrętów podwodnych, U-Bootów; z tego 9 lub 10 zatopionych w Bałtyku oraz około 30 w zdobytych przez wojska polskie i rosyjskie portach i stoczniach.

Dla większości nurków wrakowych zejście „na U-Boota” to niezapomniane przeżycie. „Helski” wrak U-346 stanowi swoistą podwodną „atrakcję turystyczną”, przyciągającą nurków z kraju i zagranicy. Dla osób nienurkujących pozostają „lądowe” pamiątki związane z historią niemieckiej floty podwodnej. We Wrocławiu przed budynkiem Technikum Żeglugi Śródlądowej wystawiona jest część kiosku U-Boota typu VII, a w Gdańsku, w stoczni, rolę magazynu pełni (a przynajmniej do niedawna pełniła) jedna z sekcji U-Boota typu XXI. Podobno także silnik harcerskiego jachtu „Zawisza Czarny” (II) miał być pierwotnie zamontowany na którymś z U-Bootów. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że – przynajmniej teoretycznie – „do odkrycia” pozostało jeszcze w Bałtyku co najmniej 8 wraków U-Bootów, zalegających od ponad 60 lat na naszych wodach terytorialnych…

Na dnie…

W ostatnich miesiącach wojny na wodach polskich (lub raczej na akwenach, które wkrótce miały stać się polskimi wodami terytorialnymi) znajdowały się następujące wraki U-Bootów, które zatonęły w toku działań wojennych i nie zostały następnie – jeszcze w czasie wojny – przez Niemców wydobyte: U-272, U-346, U-367, U-583, U-649, U-670, U-768, U-983 oraz V-80.

I tak: U-272 zatonął 12 XI 1942 w rejonie Helu po kolizji z U-664 (uratowano 19 członków załogi, 29 zginęło), U-346 zatonął 20 IX 1943 w rejonie Helu (uratowano 6 członków załogi, 37 zginęło), U-367 zatonął wraz z całą załogą (43 marynarzy) 15 III 1945 w rejonie Gdańska po wejściu na minę, U-583 zatonął wraz z całą załogą (45 marynarzy) 15 XI 1941 (o godz. 21:48) w rejonie Ustki po kolizji z U-153, U-649 zatonął 24 I 1943 po kolizji z U-232 (35 marynarzy zginęło, 11 uratowano), U-670 zatonął (21 marynarzy zginęło, 22 uratowano) 20 VIII 1943 (o godz. 22:30) na Zatoce Gdańskiej po kolizji z okrętem-celem „Bolkoburg”, U-768 zatonął 20 XI 1943 na Zatoce Gdańskiej po kolizji z U-745, a U-983 zatonął 8 IX 1943 na północ od Łeby po kolizji z U-988 (5 marynarzy zginęło, 38 uratowano).

Z kolei ostatni z wymienionych okrętów – V-80 – został zatopiony przez swojego dowódcę kapitana Ullricha w pobliżu portu na Helu tuż przed kapitulacją półwyspu (inne źródła podają, że w marcu 1945). V-80 był pierwszym okrętem podwodnym z turbiną prof. Waltera; został zbudowany w latach 1939-40 w kolońskiej stoczni Germaniawerft. Czteroosobowa załoga wystarczała do obsługi jednostki, która ustanowiła ówczesny rekord prędkości podwodnej – 28,1 węzła! Początkowo próby odbywały się w ośrodku Olpenitz, ale jesienią 1940 roku przeniesiono je na Hel; z tej bazy V-80 wykonał jeszcze kilkadziesiąt próbnych rejsów, zanim w roku 1942 przeniesiono go do rezerwy. Do końca wojny V-80 przeleżał w półzanurzeniu w pobliżu portu wojennego, ukryty przed obserwacją z powietrza. Była to niewielka jednostka (85 ton wyporności, długość całkowita ok. 22 metrów, szerokość ok. 2 metrów, wysokość 5,5 metra); mimo znacznej prędkości (28 w.) miała zasięg jedynie 50 Mm. Nie była uzbrojona.

Dodatkowe trzy niemieckie wraki znajdowały się na granicy lub w bezpośredniej bliskości granicy polskich wód terytorialnych; były to U-2342 oraz U-854 (oba zatopione na północ od Świnoujścia) oraz U-1015 (na zachód od Piławy).

Tak więc praktycznie wszystkie zatopione na wodach polskich w wyniku działań wojennych niemieckie okręty podwodne (wyjąwszy eksperymentalny V-80) należały do typu VIIC.

Wszystkie te okręty zatonęły w trakcie misji treningowych z powodu wypadków lub kolizji.

Niestety, podawane w literaturze pozycje zatonięcia U-Bootów należy przyjmować z dużą ostrożnością, gdyż zazwyczaj mają one niewiele wspólnego z rzeczywistością; tak na przykład U-583 zatopiony, według niemieckich dokumentów, „w rejonie Gdańska”, powinien znajdować się – według podanej pozycji – kilkanaście mil na północ od… Ustki.

Podobne wątpliwości dotyczą U-222, który zatonął w rejonie Piławy, ale część autorów z uporem umieszcza jego wrak na „polskich wodach terytorialnych”. Nawet w mającej poważne ambicje naukowe książce „Obiekty podwodne i militaria Zatoki Gdańskiej” autorzy nie ustrzegli się pewnych błędów, twierdząc, iż „na dnie Zatoki Gdańskiej pozostaje od 18 do 23 U-Bootów lub ich fragmenty”. Wymieniają przy tym nazwy 24 U-Bootów: U-2, U-5, U-6, U-7, U-10, U-22, U-78, U-80, U-272, U-346, U-367, U-416, U-446, U-583, U-612, U-670, U-738, U-763, U-768, U-1015, U-1124, U-1234, U-2331 i V-80.

Do listy tej podchodzić należy jednak ze sporą ostrożnością, gdyż zawiera ona także nazwy okrętów, które wprawdzie zatonęły, lecz zostały następnie wydobyte przez Niemców, jak U-446, U-612, U-738 lub U-1234. Także rzekomo „pozostający” na Zatoce Gdańskiej U-2331 został również podniesiony przez Niemców i po krótkim pobycie w Gdyni odholowany do Kilonii, gdzie zastał go koniec wojny. Mało znanym faktem z historii II wojny światowej jest bowiem wysoki poziom niemieckiego ratownictwa okrętowego; ocenia się, że w czasie działań wojennych wydobyto przynajmniej 33 zatopionych U-Bootów, z tego 16 na Bałtyku.

Na interesującym nas geograficznie obszarze (wybrzeże od Szczecina do Piławy i Królewca) mogło tu chodzić o kilka – a nawet kilkanaście – okrętów podwodnych, wśród których znajdowały się przypuszczalnie: U-2 (został podniesiony z dna po kolizji ze statkiem rybackim i skreślony z listy floty – oczekiwał w Gdyni na złomowanie), U-4, U-6 i U-10 (wycofane ze służby w sierpniu 1944 – oczekiwały w Gdyni na złomowanie), U-11 (w grudniu 1944 oczekiwał w Gdyni na dokowanie), U-21 (wycofany z linii w sierpniu 1944 oczekiwał na złomowanie w Piławie – w lutym 1945 zdemontowano na nim silniki; jego dalszy los jest nieznany, ale wydaje się, że wraka nie było w porcie, kiedy zdobyli go Rosjanie), U-29 (oczekiwał w Gdyni – skreślony ze stanu floty w kwietniu 1944 – na przebudowę na okręt szkolny, pływającą torpedownię), U-103 (wycofany ze służby w marcu 1944 służył w Gdyni jako okręt szkolny, a później jako… pomocniczy generator elektryczny), U-738 (po zatonięciu w pobliżu Gdyni i wydobyciu został wycofany ze służby i następnie do listopada 1944 czekał w Gdyni na remont), U-1054 (po zatonięciu w pobliżu Helu i wydobyciu został wycofany ze służby i następnie do września 1944 czekał w Gdyni na remont), U-2331 (po zatonięciu w pobliżu Helu i wydobyciu został wycofany ze służby i następnie do stycznia 1945 czekał w Gdyni na remont), U-3501 (wycofany ze służby w październiku 1944 służył w Gdańsku do szkolenia załóg do początku roku 1945; w styczniu 1945 przeszedł do Wesermünde; na pokładzie miał cywilnych uchodźców, do końca wojny służył jako pływająca elektrownia) oraz cała seria najnowszych U-Bootów typu XXI od U-3531 do U-3534 (budowane w gdańskiej stoczni Schichau-Werft Danzig zostały pośpiesznie zwodowane i przeholowane – w marcu 1945 – do Kilonii i Brunsbuttel).

Wiemy na przykład, że U-11 został przeholowany do Kilonii w styczniu 1945 roku, U-29 przeniesiono do Flensburga w listopadzie 1944, a U-103 w lutym 1945 do Hamburga. U-2331 ewakuowano z Gdyni w styczniu 1945. Podobną drogę odbywał ewakuowany z Memla (Kłajpedy) U-34, który zatonął podczas holowania (luty 1944) na wysokości Warnemünde. Natomiast losy U-2 pozostają praktycznie nieznane – jeszcze pod koniec roku 1945 znajdował się w Kanale Morskim portu w Piławie, a następnie… zniknął. Być może Niemcy podjęli próbę jego przeholowania do któregoś z portów zachodniego Bałtyku. W każdym razie nie ma dowodów, że dotarł do Kilonii lub Neustadt. Być może zatonął po drodze.

Jest to dość prawdopodobne, zwłaszcza, że w okolicach Rozewia po dziś dzień funkcjonuje wśród starych mieszkańców opowieść (zobacz: www.tk.pl/rozewska.htm) o tym, że w 1944 roku na wysokości przylądka Rozewie, w czasie sztormowej pogody, zatonął niemiecki U-Boot, pozbawiony silnika i holowany przez inny statek. Czteroosobową załogę uratowała podobno i przechowała miejscowa ludność. Być może był to właśnie zaginiony U-2.

Jeśli wierzyć dość niekompletnym i nieco chaotycznym przekazom historycznym, w zdobytych przez wojska polskie i rosyjskie portach i stoczniach polskiego wybrzeża znajdowało się – nie licząc okrętów miniaturowych – do 30 niemieckich okrętów podwodnych (z tego do 15 jednostek zdobyto w Gdańsku, 6 w Szczecinie, 4 w Gdyni i 3 w Świnoujściu).

Podstawowym źródłem jest tu książka Jana Sawickiego „Ratownictwo morskie w Polsce”; jednak i do tego źródła należy podchodzić z pewną ostrożnością – z danych zawartych w książce Sawickiego można bowiem szacować liczbę U-Bootów znajdujących się w roku 1945 w zajętych przez Rosjan portach na minimum 75-90 sztuk (nie licząc miniaturowych Seehundów), co jest z pewnością wielkością znacznie przesadzoną.

Wiadomo także, że po przerwaniu produkcji U-Bootów typu VII część ich sekcji kadłubów Niemcy przerobili na barki (pontony) do transportu pomiędzy stoczniami przygotowanych do montażu sekcji okrętów typu XXI; także część z nich mogła znajdować się w Gdańsku i mogła być wzięta za „okręty podwodne”.

Informacje Sawickiego dotyczące Szczecina nie są zbyt dokładne, według niego „zatopionych było kilkanaście okrętów podwodnych o wyporności od 254 do 1252 ton”; m.in. „na rzece Stara Świna zatonęły 4 okręty podwodne, a gdzie indziej jeszcze kilka”. W innym opracowaniu Sawicki precyzuje, że „w porcie szczecińskim leżało […] 8 różnej wielkości okrętów podwodnych (250-1250 ton)”.

Odwołując się do innych źródeł, możemy z dużą pewnością potwierdzić obecność w Szczecinie wraków następujących U-Bootów: U-108 (zniszczony podczas bombardowania 11 kwietnia 1944, skreślony ze stanu floty w czerwcu 1944 i zatopiony 24 kwietnia 1945), U-547 (uszkodzony przez minę u ujścia Żyrondy, przeholowany do Szczecina i tu skreślony z listy jednostek bojowych – 31 grudnia 1944) oraz U-902 (zniszczony w stoczni Vulcan podczas nalotów – 22 lipca 1944 zrezygnowano z jego dalszej budowy).

Część autorów dodaje jeszcze do tej listy trzy kolejne okręty: U-769, U-823 i U-824, których budowę – w stoczni Oderwerke – przerwano (anulowano kontrakt) w lipcu roku 1944.

Jednak jeśli nawet wliczymy te trzy ostatnie okręty – a część autorów stanowczo twierdzi, że zostały one złomowane – to i tak daleko jeszcze do „kilkunastu” okrętów, które miały jakoby znajdować się w Szczecinie i okolicach w momencie zakończenia wojny.

Dodatkowo w Szczecinie znajdowały się przypuszczalnie cztery wyprodukowane przez Vulcan Stettiner Maschinenbau AG pontony do wydobywania wraków – mogły one łatwo być wzięte za okręty podwodne (tym bardziej, że do ich produkcji wykorzystywano także elementy kadłubów sztywnych (ciśnieniowych) U-Bootów typu VII.

Trudno jest określić dokładnie lokalizację tych wraków; ze szkiców reprodukowanych w książce Sawickiego wynika, że jeden z nich (U-769?) był zlokalizowany na kanale prowadzącym do stoczni Oderwerke (łączącym stocznię z Odrą w miejscu, gdzie łączy się z nią tzw. Nowy Przekop), drugi blokował natomiast Swante, odnogę Dolnej Odry. Z kolei Axel Niestale twierdzi – na podstawie powojennych fotografii – że zarówno U-108, jak i U-902 zostały zatopione „gdzieś na rzece na północ od Szczecina”; przypuszczalnie chodzi o rzekę Świnę.

Jeszcze bardziej ogólnikowe są informacje Sawickiego dotyczące Świnoujścia; twierdzi on jedynie, iż na redzie Świnoujścia znaleziono „okręty podwodne duże i małe (750-1320 ton)”. Może tu chodzić o U-803 (w kwietniu 1944 zatopiony przez minę na północ od Świnoujścia, podniesiony z dna w sierpniu 1944), U-854 (zatopiony w lutym 1944 na polu minowym na północ od Świnoujścia, podniesiony w tym samym roku) oraz U-1000 (uszkodzony przez minę w okolicach Piławy, maszyny i urządzenia zdemontowane w Królewcu, w grudniu 1944 przeholowany do Świnoujścia).

Powojenne liczenie U-Bootów

Ciekawie przedstawia się kwestia podziału poniemieckich wraków U-Bootów pomiędzy Polskę i ZSRR – w pierwotnie zawartym (październik 1945 roku) porozumieniu założono, że wszystkie wraki poniemieckich okrętów wojennych przypadną Rosjanom, a jedynym wymienionym z nazwy okrętem podwodnym był zatopiony w Gdańsku tajemniczy „V-250”.

Dopiero rok później kontynuowano rozmowy nt. podziału zatopionych okrętów wojennych; z 25 rozpatrywanych pozycji 16 dotyczyło okrętów podwodnych.

Podstawą był „Spis okrętów wojennych zatopionych w portach Polski” przygotowany przez Naczelne Dowództwo Marynarki Wojennej ZSRR, który wymieniał „okręty podwodne zlokalizowane m.in. w Gdańsku w Kanale Kaszubskim – 2 (jeden starego typu zdemontowany), w Zatoce Puckiej – 4 (na pozycji 54°35’N, 18°35’E), Postominie (Ustce) – 3 okręty typu „U-6” po 250 ton, Świnoujściu – 3 okręty starego typu (po 700 ton) na Starej Świnie, Szczecinie – 5 okrętów po 700 ton, 2 po 750 i 250 ton wyporności”.

Sawicki dziwi się, „dlaczego do rejestru wraków nie wliczono kilku innych U-Bootów znacznie większych, o wyporności około 1350 ton, oraz kilkunastu małych, odnalezionych później przez polskich nurków”. Być może jednak zweryfikowano po prostu pierwotne spisy, usuwając z nich jednostki, których istnienia nie potwierdzono, jednostki już złomowane oraz już przez Rosjan zabrane.

Trzeba przyznać, że dokument ten dość wiernie – jak się wydaje z dzisiejszej perspektywy – oddaje stan rzeczy. I tak „okręty podwodne zlokalizowane […] w Gdańsku w Kanale Kaszubskim – 2 (jeden starego typu zdemontowany)” to zapewne U-10 (stary, zdemontowany) i U-1177. Kolejne wraki „w Zatoce Puckiej – 4 (na pozycji 54°35’N, 18°35’E)” to zapewne okręty podwodne „uprzątnięte” przez Rosjan z Gdyni (bo o wrakach w tym porcie nie ma już mowy): UF-2, U-4, U-6 i U-222. I dalej: „w Świnoujściu – 3 okręty starego typu (po 700 ton) na Starej Świnie” to prawdopodobnie U-803, U-854 i U-1000, a z kolei zapis „w Szczecinie – 5 okrętów po 700 ton, 2 po 750 i 250 ton wyporności” może się odnosić do U-108, U-547, U-769, U-823, U-824 i U-902 (brak tylko okrętu o wyporności 250 ton).

Problem stanowi jedynie wzmianka o Ustce („3 okręty typu „U-6” po 250 ton”); najłatwiej byłoby odrzucić ten zapis jako pomyłkę, ale skoro adnotacje odnoszące się do pozostałych rejonów wydają się być konkretne i precyzyjne, to nie ma podstaw do takiego postępowania. Ostatecznie jednak Rosjanom nie udało się wydobyć zatopionych U-Bootów przyznanych im umowami międzynarodowymi (być może z wyjątkiem tajemniczego V-250, o ile w ogóle istniał), bo w latach 1950-51 przekazali Polsce prawo do wydobycia pozostałych w naszych wodach wraków „wojskowych” – w ten sposób, jak konstatuje Sawicki, „w posiadaniu władz polskich znalazło się ponad 30 różnych typów okrętów podwodnych”.

Warto chyba zwrócić uwagę na tajemniczy okręt podwodny oznaczony w powojennej dokumentacji radzieckiej jako „V-250”; Sawicki precyzuje, że chodziło o jednostkę o wyporności 570 ton. Niestety, w literaturze fachowej takie oznaczenie… nie istnieje. Podana wielkość łodzi raczej wyklucza „V-80” (mającą zaledwie 75 ton), nie jest to chyba także „V-300” (która nie została nigdy zbudowana).


Wraków ubywa, wraków przybywa…

Tak więc można przyjąć, że na przełomie kwietnia i maja 1945 mieliśmy do czynienia z sytuacją w miarę jasną: na naszym terytorium znajdowało się ok. 35 okrętów podwodnych; z tego ok. 10 zatopionych w Bałtyku, a ok. 25 – w portach, na rzekach i w stoczniach.

Niestety, od czasu zakończenia wojny mieliśmy do czynienia z dwoma procesami, które ten w miarę klarowny obraz nieco zamąciły; były to – chronologicznie – zwyczaj zatapiania (w latach 40.) niewykończonych, uszkodzonych lub zniszczonych statków i okrętów „poniemieckich” przejętych w zdobytych portach lub stoczniach, a z drugiej strony nieco późniejszy (lata 50. i lata 60.) proces wydobywania lub wysadzania wraków, które stanowiły przeszkodę żeglugową lub utrudniały połowy.

Pierwszy proces „zawdzięczamy” radzieckim ekipom Floty Bałtyckiej, które oczyszczały porty Gdyni i Gdańska (nie ma informacji o zatapianiu okrętów podwodnych znalezionych w Szczecinie i Świnoujściu): „wrakowiska były powiększane przez Rosjan, którzy usuwając okręty podwodne z portów topili je na najbliższej głębi Zatoki”. – twierdzi Sawicki. Przypuszczalnie chodzi tu o UF-2, U-4, U-6 i U-222 znalezione w Gdyni oraz – być może – o U-10 z Gdańska, choć nie jest również wykluczone, że procedura ta dotyczyła także innych okrętów.

„Oczyszczanie” Gdyni przez Rosjan z wraków okrętów podwodnych nie było jednak zbyt staranne, skoro – według relacji doc. Jana Wąsowicza – już po tej operacji na terenie portu gdyńskiego Polacy znaleźli wrak małego okrętu podwodnego i zamierzali go wykorzystać jako obiekt stacjonarny do wstępnego szkolenia marynarzy; potem jednak z tego zrezygnowano.

Równolegle jednak zachodził proces odwrotny: niektóre wraki U-Bootów były wydobywane lub wysadzane na dnie. Wiadomo, że przynajmniej jeden U-Boot został przecięty metodami pirotechnicznymi i wydobyty; w jego wraku znaleziono zwłoki niemieckich marynarzy, inny został poddany procesowi „fragmentacji pirotechnicznej” na dnie, ale jego szczątki nie zostały następnie wydobyte.

W roku 1952 miały to być: 1) jednostka o wyporności 1000 t na jez. Dąbie, 2) jednostka 1200 ton (Szczecin, Duńczyca), 3) U-Boot 1320 ton na rzece Święta oraz 4) tej samej wielkości (1320 ton) okręt w Świnoujściu. W roku 1953 PRO podniosło dodatkowo dwa wraki (700 i 1200 ton) – jednak w tym przypadku nie sprecyzowano, w jakim rejonie odbywały się prace wydobywcze.

Jeżeli chodzi o Szczecin i Świnoujście, to dane te potwierdzają także inne źródła: Edward Obertyński pisał w swej książce „Łowcy wraków” – że w latach 1946-56 Polskie Ratownictwo Okrętowe prowadziło prace przy podnoszeniu i cięciu wraków okrętów podwodnych w Szczecinie (6 wraków U-Bootów) i Świnoujściu (dwa wraki).

W Szczecinie badania wraków prowadził także (w roku 1951) Oddział Awaryjno-Ratowniczy Marynarki Wojennej; nurkowie wojskowi zbadali m.in. „w rzece Świętej w Szczecinie zatopiony okręt podwodny i w kanale Duńczyca wraki 2 okrętów podwodnych”.

Wydobycie czterech wraków w rejonie Szczecina i Świnoujścia w roku 1952 wydaje się całkowicie realne (przypuszczalnie chodzi tu o U-108, U-547, U-803 i U-1000 lub też U-854); nie jest też wykluczone, że dwa pozostałe wraki (wydobyte w roku 1953) również były zlokalizowane w tym rejonie.

Jest to już druga – obok trzech tajemniczych okrętów typu „U-6” zdobytych rzekomo przez Rosjan u Ustce – niewyjaśniona kwestia związana z „nadliczbowymi” (nieujętymi w oficjalnych zestawieniach niemieckich) U-Bootami.

Oczywiście można przyjąć najprostsze wyjaśnienie, że w rzeczywistości wydobytymi obiektami nie były okręty podwodne (a np. pontony, zbiorniki); możliwe jest jednak, że istotnie chodzi o jakieś okręty podwodne (ocena ich wielkości i typu jest tu kwestią wtórną) i – co dość prawdopodobne – że w obu wypadkach (Ustka rok 1945 i wraki wydobyte przez PRO w roku 1953) chodzi o te same jednostki.

Możliwe jest bowiem, iż rzeczywiście Rosjanie znaleźli w Ustce jakiś okręty podwodne (np. zaginione U-2, U-21), miniaturowe pojazdy podwodne lub inne obiekty przypominające okręty podwodne (pontony ratownicze lub transportowe wyprodukowane z sekcji okrętów podwodnych). Możliwe jest także, że chodzi o jednostki sprowadzone do Ustki przez Rosjan (np. zdobyte w Warnemünde, Sassnitz czy na Bornholmie), które próbowali oni przeholować do portów radzieckich, ale się to nie udało i trzeba było porzucić je w Ustce.

To jednostki (lub obiekty) mogły być następnie – jako nienadające się do wykorzystania – zatopione przez Rosjan w Bałtyku i po kilku latach wydobyte przez PRO.

Dodatkowo – wg „Księgi Wraków” z 1970 roku – do wraków usuniętych należy zaliczyć trzy okręty wydobyte w latach 1954 (pozycja 53°53’N 14°16’E), 1964 (54°50’N, 18°20’E) i 1967 (54°31’N, 18°45’E). Pierwsza pozycja dotyczy rejonu Szczecina (wydobycie wraku w roku 1954), druga Rozewia i trzecia: rejonu Zatoki Gdańskiej.

O ile w przypadku Szczecina chodzi zapewne o okręt typu VII (czyli U-803 albo U-1000), o tyle z dwoma pozostałymi wrakami jest pewien kłopot.

W wypadku Rozewia może chodzić o jeden z „zaginionych” U-Bootów, czyli U-2 lub U-21 – przypuszczalnie przed upadkiem Piławy Niemcy podjęli próbę ich przeholowania (oba miały częściowo zdemontowane maszyny) do któregoś z portów niemieckich (zapewne Kilonii lub Neustadt) i być może w trakcie tej operacji U-Boot zatonął (co potwierdzają relacje miejscowej ludności); być może to właśnie ten okręt został następnie podniesiony lub wysadzony, przy głębokości wody 15-20 metrów jego wrak mógł bowiem przeszkadzać w połowach rybakom z Władysławowa.

Natomiast w wypadku Zatoki Gdańskiej (1967) może chodzić – co dość prawdopodobne – o wrak U-367, który zatonął na dość płytkiej wodzie (do 25 metrów) i to w bezpośredniej bliskości „wschodniej” odnogi toru wodnego prowadzącego do Portu Północnego w Gdańsku (budowa portu rozpoczęła się w roku 1970, tak więc wcześniejsze prace podwodne mogły być przygotowaniem do tej inwestycji). Drugą możliwością jest, że w roku tym wydobyto jeden z okrętów zlokalizowanych już w roku 1945 przez Dywizjon Trałowców Floty Bałtyckiej ZSRR.

Wiadomo również, że bezpośrednio po wojnie stocznie w Gdańsku i Szczecinie wykorzystywały prefabrykowane segmenty przygotowane do montażu okrętów podwodnych do produkcji specjalnych pontonów do podnoszenia wraków (m.in. przy ich pomocy wydobyto wrak parowca „Emily” blokującego nabrzeże portu węglowego w Szczecinie). Wszystkie te procesy nakładały się na siebie i uzupełniały, tak iż obecnie trudno jest określić, co jest prawdą, a co było nią… w połowie roku 1945.

Witold Pasek, Bałtyckie U-Booty. Wraki okrętów podwodnych w wodach polskich, „Magazyn Nurkowanie”, 15 IX 2004 r.