Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Praca konkursowa

W nocy zostały staranowane bramy stoczni. Zomowcy (najgorsza milicja) wdarli się na statek. Rozwalili kabiny i pracownikom kazali wyjść na zewnątrz, tak jak byli ubrani. Prawie wszyscy byli odziani lekko, a na dworze była bardzo lodowata zima. Obecni na statku byli przerażeni, bo nie wiedzieli, co z nimi będzie. Zomowcy przetrzymywali ludzi na pokładzie, kilka godzin, aż do końca rewizji.

Biegłam z innymi, z innymi,
przez śnieg mielony ciężarem gąsienic
w przodzie kobiety krzyczały „ZABILI!”
Potem ta krew, tyle krwi na ziemi
Anonim

Wspomnienia mojej babci

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. (z soboty na niedzielę) Generał Wojciech Jaruzelski ogłosił w Polsce stan wojenny.
W tym czasie moja babcia Aleksandra Kowalska przebywała w Szczecinie.
Obudziła się rankiem trzynastego, wyjrzała przez okno i zobaczyła czołgi na ulicach i patrole wojskowe. Widząc taką sytuację odczuła lęk.
A to był dopiero początek „czarnej serii”.
Wprowadzono godzinę milicyjną (początkowo od 22 do 6, potem od 23 do 5). Oznaczało to, iż pomiędzy tymi godzinami nie wolno było wychodzić na ulice.
Program telewizyjny i radiowy został ograniczony tylko do jednego programu. Spikerzy występowali w wojskowych mundurach.
Przerwano nauczanie w szkołach i na uczelniach. Korespondencja podlegała cenzurze.
Obywatelom zakazano zmian miejsca pobytu bez zezwolenia. Były one wydawane przez lokalne władze. Jeśli urzędnik uznał że, jakaś osoba nie musi jechać – to dana osoba nie jechała. Było to często subiektywne podejście do sprawy. W przypadku osoby niepełnoletniej zgodę na wyjazd musieli wyrazić też rodzice. Milicja i wojsko często legitymowały ludzi w okolicach dworców i za brak zezwolenia szło się natychmiast do aresztu.
Osoby, które podejrzewano o spiski internowano. Byli to głownie działacze Solidarności, ale nie tylko, byli to też ludzie nauki, sztuki i biznesu. Ci, którzy uniknęli aresztowania, organizowali strajki. Prowadzono też opór w formie malowania haseł i znaków solidarności walczącej. Niektórzy Polacy słuchali zakazanego radia ,,Wolna Europa” oraz podziemnego radia Solidarność. Nie wolno było wyrażać własnego zdania politycznego.
Wiele rodzin nawet nie wiedziało gdzie szukać swoich bliskich
Sklepy były puste… Żeby cokolwiek dostać trzeba było stać w ogromnych kolejkach. Wszystko było na kartki, między innymi: mięso, benzyna, papierosy, słodycze itp. Trudno było dostać lodówkę, pralkę.
Ludzie zmawiali się i chcąc podtrzymać na duchu strajkujących zapalali świeczki w oknach. Było szaro i smutno. Wszyscy chodzili przygnębieni.

Stocznia „Gryfia”, statek-relacje starszego mechanika, mojego dziadka

12 grudnia do Stoczni remontowej ,,Gryfia” przyjechał Statek Polskiej Żeglugi Morskiej.
Mój dziadek, Tadeusz Kowalski, chciał zadzwonić do domu, do mojej babci, ale okazało się, że nie ma takiej możliwości, ponieważ zostały przerwane połączenia telefoniczne, które dopiero w późniejszym czasie włączono, ale od tej pory wszystkie rozmowy już były kontrolowane.
W nocy zostały staranowane bramy stoczni. Zomowcy (najgorsza milicja) wdarli się na statek. Rozwalili kabiny i pracownikom kazali wyjść na zewnątrz, tak jak byli ubrani. Prawie wszyscy byli odziani lekko, a na dworze była bardzo lodowata zima. Obecni na statku byli przerażeni, bo nie wiedzieli, co z nimi będzie. Zomowcy przetrzymywali ludzi na pokładzie, kilka godzin, aż do końca rewizji.
Wiele dużych zakładów pracy strajkowało zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, m.in. Huta Lenina w Nowej Hucie, wiele kopalni na Śląsku, Huta Katowice. Strajki były brutalnie tłumione.
Duże firmy, jak na przykład PŻM – zostały zmilitaryzowane, czyli pracownicy zostali wojskowymi, a dyrektorzy stali się komisarzami wojskowymi o specjalnych uprawnieniach.

Szczecin – relacje mojej mamy

W dniu ogłoszenia stanu wojennego moja mama miała 18 lat. Wybierała się ze znajomymi na niedzielną wyprawę w Góry Bukowe. Niestety plany uległy zmianom ze względu na sytuację, jaka zapanowała w kraju. Jej chłopak (obecnie mój tata) musiał wyjechać do chorej mamy do Poznania. Udało mu się uzyskać zezwolenie, ale niestety na szybki powrót do Szczecina nie miał już szans. Zostały im więc, na dłuższy czas, tylko listy, które były cenzurowane. Każdy z nich dochodził z pieczątką „ocenzurowano”.
Mama była osoba młodą, do czasu stanu wojennego żyjącą, jak wielu młodych ludzi, beztrosko, ale bardzo szybko dotarła do niej groza sytuacji i musiała przestawić się na życie w dość trudnej polskiej rzeczywistości.
Wszędzie było słychać mrożące krew w żyłach wiadomości o mordowaniu, katowaniu, internowaniu. Ile zginęło niewinnych ludzi, nie sposób się dziś doliczyć.
Święta 1981 roku, nie były takie jak zwykle i to nie tylko dlatego, że stoły nie uginały się od jadła, ale zabrakło w nich czegoś bardzo ważnego – spokoju, poczucia radości.
Wielu młodych ludzi, w ten trudny czas niepokoju i niepewności jutra, spotykało się w kościołach, gdzie spędzali czas na modlitwie i rozmowach. Organizowali też spotkania, na których planowano roznoszenie ulotek, tworzono zakazane piosenki i wiersze.
Działali jak potrafili najlepiej, na miarę swoich możliwości.
Myślami i sercem był z Polakami papież, który po wigilijnym spotkaniu z grupą pielgrzymów z Polski zapalił świecę w oknie watykańskiego mieszkania na znak solidarności z narodem polskim.
22 lipca 1983 r., po 586 dniach, oficjalnie zniesiono w Polsce stan wojenny.

Stan wojenny to był trudny czas dla wszystkich, ale jak straszne wspomnienia mają z tego czasu Ci, którzy stracili najbliższych.

Wspomnienia spisała: Alicja Gawrońska z kl. 6 Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie.
Opiekun: Anna Witkowska.
Wspominali: Aleksandra Kowalska, Tadeusz Kowalski, Ewa Gawrońska.