Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Praca konkursowa

13.12.1981 r. – tego dnia mój dziadek, Eugeniusz Troczyński, wstał wcześnie, pomaszerował do pokoju i włączywszy radio usłyszał tylko głuchą cisze. Z początku pomyślał, że odbiornik popsuł się. Wyjrzał na podwórze, ale na dworze nie było żywego ducha. Nie jeździły żadne środki transportu, a wokół rozlegał się dźwięk syren. Obudziło to w nim lęk.
Włączył telewizor, posłuchał wystąpienia panującego wtedy prezydenta Jaruzelskiego, który poinformował całą Polskę, że panuje stan wojenny. Przeraził się tą wieścią i poinformował o tym swoją małżonkę, a moją babcię, Barbarę.

Żeby dostać się do pracy – podjeżdżały specjalnie do tego przeznaczone autobusy. Babcia pracowała wtedy w PGR-ach i musiała wypisywać przeróżne faktury, żeby zaopatrzyć Szczecin w żywność. Była tam pilnowana przez milicję i wojsko, które nadzorowało jej pracę.

Pewnego dnia dziadek wracał autobusem do domu, spojrzał przez okno, i ku jego zdziwieniu palił się Komitet Wojewódzki. Jechały czołgi, wojsko strzelało od strony więzienia, ludzi rannych przewożono do szpitala. Ta straszna chwila utkwiła mu w pamięci do dziś.

Dziadek brał udział w wielu strajkach, które przyczyniły się do powstania „Solidarności”. Między innymi strajkował w Stoczni Szczecińskiej, gdzie wraz z innymi robotnikami nie wychodził z niej aż czternaście dni. Każdego dnia, babcia wraz z moim dziewięcioletnim tatą, przynosili dziadkowi żywność.
Dziadek był wiele razy legitymowany za wracanie po godzinie policyjnej.

Pewnego dnia babcia wracała z Dąbia płacząc, ale nie wiedziała, z jakiego powodu. Idąc zastanawiała się, czemu? I z jakiego powodu płacze? Okazało się, że został puszczony gaz pieprzowy, który miał za zadanie zniechęcić robotników do dalszych strajków i manifestacji. Babcia dotarła, więc do domu z dwugodzinnym opóźnieniem. Dziadek z przejęciem wyczekiwał jej w domu – a gdy dotarła do domu, z radością na twarzy zasiedli do stołu.
Każdego dnia wszyscy ludzie zastanawiali się, czy dożyją jutra, czy zapadnie pokój i czy stan wojenny zostanie obalony. Tego nie wiedział nikt, ale pozostawało w nich to coś, co dodawało im otuchy, coś, co sprawiało, że było im lżej na sercu. Była to niezłomna nadzieja, która, choć przyczajona, trwała w nich, podtrzymując ich na duchu, nawet w bardzo trudnych sytuacjach.

Dni mijały, a stan wojenny dawał się ludziom coraz bardziej we znaki, aż do dnia ogłoszenia końca stanu wojennego.
Przepełnieni radością zasiedli do rodzinnej, uroczystej kolacji, która miała za zadanie uczcić tę dobrą nowinę.
Dziadek, ze względu na to, co zrobił, jest moim bohaterem.

Znaczki „Solidarności”, 1981 r.

Plakat zrobiony własnoręcznie przez dziadka, przyklejał go do szyby samochodu, kiedy jeździł po mieście, 1981 r.

Plakat „Solidarności”, 1981 r.

Wspomnienia spisała: Sandra Troczyńska z kl. 6 Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie.
Opiekun: Anna Witkowska.
Wspominał: Eugeniusz Troczyński.