Opublikowane przez sedina w Publicystyka.

Oddanie władzy nad zabytkami lokalnym społecznościom sprawi, że staną się one elementem ich własnej tożsamości.

Ogólnopolski kongres konserwatorski, który odbył się niedawno w Warszawie, nie wzbudził zainteresowania mediów. Szkoda, bo każda okazja, aby spojrzeć całościowo na problemy ochrony polskiego dziedzictwa, jest dobra. Dobrze byłoby również, gdyby każdy generalny konserwator zabytków posiadał czytelną wizję ochrony naszego dziedzictwa. Bo obecna jest bardziej sumą kompromisów i aktów kapitulacji niż próbą zrealizowania jednolitej wizji.

Klęskę poniosła koncepcja, wedle której zabytkami miał się zajmować „zakon” profesjonalnych urzędników, niezależnych od nacisków politycznych i administracyjnych, tworzących sieć niezależnej policji konserwatorskiej, kierowanej przez silny, centralny urząd – niemal ministerstwo od zabytków.

DZIEDZICTWO POLSKI LOKALNEJ

Skoro zwyciężyła koncepcja państwa zakładająca przekazywanie w jak największym stopniu władzy samorządom, powinno to dotyczyć także opieki nad zabytkami. Należy zdecydować się na radykalną reformę systemu ich ochrony. Podstawą tej reformy zaś musi być uświadomienie sobie, iż zabytek zabytkowi nierówny.

Na każdym więc szczeblu władzy samorządowej potrzebny jest ktoś, kto będzie się zajmował ochroną zabytków. Przekazywanie części uprawnień niżej wcale nie powoduje totalnej katastrofy w zakresie zachowania dziedzictwa. Pokazuje to obserwacja pracy np. miejskich konserwatorów zabytków, powiązanych z administracją samorządową. Podległe wojewodom urzędy ochrony zabytków wcale nie są bardziej niezależne od nacisków.

Oczywiście: trzeba się liczyć, szczególnie początkowo, z możliwością traktowania zabytków instrumentalnie i przedkładania doraźnych interesów nad ich dobro. Ale stopniowe oddawanie władzy nad zabytkami lokalnym społecznościom sprawi, że w końcu staną się one dla nich elementem własnej tożsamości. Pod warunkiem, iż społeczności owe będą miały szansę same decydować o priorytetach w zakresie ochrony swojego dziedzictwa.

Jaka w tej strukturze powinna być rola generalnego konserwatora zabytków? Nie powinien bezpośrednio ingerować w postępowanie wobec poszczególnych obiektów. Natomiast wyznaczałby priorytety. Powinien tworzyć programy całościowe i za ich pośrednictwem oddziaływać na działania na szczeblu samorządowym. Strukturalne programy, z funduszami rozdzielanymi w drodze konkursu, to właściwa droga oddziaływania państwa na konserwację najpospolitszych zabytków „w terenie”.

URZĘDNICY POD KONTROLĄ

Powodzenie proponowanej reformy „usamorządowienia” zabytków zależy od właściwego trybu opiniodawczego i odwoławczego od decyzji podejmowanych przez władze samorządowe. Nie ma powodów, aby ten tryb miał się różnić od sprawdzonego mechanizmu odwołań od wszelkich decyzji samorządów. Ale istnieje jeszcze jedna droga kontroli. Mamy bogatą tradycję stowarzyszeń, zajmujących się ochroną zabytków. Patrzą na ręce urzędnikom, uprawiają działalność interwencyjną. Ważnym zadaniem generalnego konserwatora zabytków powinien być protektorat (także finansowy) nad działalnością tych stowarzyszeń i zapewnienie im faktycznej niezależności.

Generalny konserwator ma jednak jeszcze ważniejsze zadanie. Utworzenie prezydenckiej listy pomników historii, wśród których są także te wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO, stawia przed centralną władzą konserwatorską zadanie opiekowania się wybraną grupą zabytków, których wartość daleko wykracza poza tradycje regionalne. Potrzebne są tu specjalne rozwiązania finansowe. I tak się szczęśliwie składa, że dysponujemy rezerwami pozostającymi właśnie w gestii prezydenta państwa.

NA WZÓR KRAKOWA

Od lat otrzymuje on do dyspozycji znaczny fundusz przeznaczony na odnowę zabytków Krakowa. Odnowa ta jest bardzo zaawansowana (m.in. dzięki temu Kraków przeżywa tak wielkiboom turystyczny). Czas jednak pomyśleć o innych wybitnych pomnikach historii w Polsce. Należy więc dążyć do poszerzenia formuły działalności Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Miasta Krakowa na skalę ogólnopolską. Z jasnym celem: opieką nad wszystkimi zabytkami znajdującymi się na liście pomników historii. Kraków zająłby oczywiście na tej liście poczesne, ale proporcjonalne miejsce.

To generalny konserwator zabytków powinien zarządzać takim funduszem. Istniejąca Rada Ochrony Zabytków też miałaby tu pole do działania. W miarę zaś bogacenia się państwa lista prezydencka powinna się wydłużać, tym samym ułatwiając władzom lokalnym opiekę nad coraz większą ilością dóbr kultury ważnych na szczeblu regionalnym.

Prezydenckie środki mogłyby też służyć wspomnianemu wspieraniu zajmujących się ochroną zabytków stowarzyszeń. Takie instytucje, jak Stowarzyszenie Konserwatorów Zabytków, Towarzystwo Opieki nad Zabytkami, Stowarzyszenie Historyków Sztuki i wiele innych, a nade wszystko Polski Komitet Narodowy ICOMOS, wymagają aktywnego wsparcia ze strony generalnego konserwatora zabytków. Jest to – paradoksalnie – także w interesie samych urzędników, którzy będą mieli potężnego, niezależnego sprzymierzeńca w postaci grona działających w dużym stopniu społecznie wybitnych specjalistów. Ma to również niebagatelne znaczenie dla pozyskiwania funduszy europejskich, gdyż opinia polskich autorytetów liczy się wmiędzynarodowych gremiach konserwatorskich. Fundusze prezydenckie powinny też wspierać centralne instytuty badawcze (np. Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków, Ośrodek Ochrony Zbiorów Publicznych), niezbędne gdy centralne władze konserwatorskie podejmują się wdrażania ogólnokrajowych programów i opieki nad pomnikami historii.

Kto wie, czy wzorem rozwiązań na szczeblu państwowym, samorządowe województwa nie powinny pokusić się o powielenie tego schematu. Może warto byłoby wydzielić – jako samorządowe – najcenniejsze pomniki historii na danym terenie? Na tym szczeblu władz konserwatorskich także potrzebne są regionalne ośrodki badawcze, by pełnić funkcję baz danych i stanowić naukowe zaplecze dla regionalnych programów konserwatorskich.

NIE MAJSTROWAĆ BEZ POTRZEBY

W dotychczasowym systemie ochrony zabytków w Polsce wiele jest elementów wartościowych. Nie warto np. majstrować przy tak ważnej dla ochrony zabytków kwestii ich rejestru. Poza kwestią jedną: weryfikacji.

Wiele bowiem obiektów nigdy nie powinno się w rejestrze znaleźć. Paradoksalnie bywa tak, że wpis do rejestru zabytków jest dla obiektu wyrokiem śmierci. Przykładem niech będzie pewien zdewastowany, położony niedaleko centrum Katowic zespół architektury poprzemysłowej, na którego ogrodzeniu wisi tablica: „Obiekt zabytkowy. Wstęp wzbroniony” (nowa formuła ochrony zabytków?). Wiele obiektów o statusie zabytku niszczeje w majestacie prawa. Ale nikt nie zarzuci konserwatorowi, że dla niecnych celów obiektu do rejestru nie wpisał.

Obawy przed „usamorządowieniem” zabytków, wynikają przede wszystkim z przekonania, iż na szczeblu lokalnych społeczności istnieć będzie tendencja do niszczenia wszystkiego w imię pazernego komercjalizmu. Ale takie zjawiska zdarzają się przecież i w Warszawie pod okiem centralnych władz konserwatorskich. Nic nam nie przyjdzie z przyznania tej samej, teoretycznie najwyższej rangi wszystkim zabytkom. Nie wszystkie z nich muszą mieć taki sam status jak pomniki historii. Za to dużo dobrego może przynieść próba nauczenia odpowiedzialności za własną spuściznę tych, którzy obok niej żyją.

Aleksander Broda (były Generalny Konserwator Zabytków), Rzeczpospolita, 27 II 2006 r.