Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

– Po latach ciągłego strachu o życie wszystko nas cieszyło. Nadrabialiśmy stracony czas, nauka była cudowną szansą – opowiadała Walentyna Głuska, jedna z pierwszych powojennych maturzystek szczecińskiego Gimnazjum i Liceum dla Dorosłych im. Konopnickiej. W sobotę ze szkolnymi kolegami świętowała 60. rocznicę powstania ich liceum.

Rok 1945 r. Do Szczecina przyjeżdża coraz więcej młodych ludzi, którym wojna przerwała naukę. Chcieli ją kontynuować, ale mieli już pracę. Ówczesny Zarząd Miejski starał się uruchomić szkołę, w której mogliby kształcić się dorośli. Pierwsza taka szkoła – Gimnazjum i Liceum im. M. Konopnickiej przy ul. Mickiewicza 16 – ruszyła 11 lutego 1946 r.

Tak tamten czas wspominają pierwsi uczniowie: – Naukę rozpoczęliśmy od razu w lutym. Nie liczył się wiek. Ważne było, ile klas zdołaliśmy zrobić przed wojną albo jeszcze w jej trakcie. W ciągu roku robiliśmy po dwie klasy. Siedzieliśmy w małych ławkach. Co wyżsi mężczyźni do odpowiedzi zrywali się z ławką.

W sobotę, w 60. rocznicę powstania szkoły jej absolwent, dziś ksiądz infułat Roman Kostynowicz, odprawił w sali przy szczecińskiej katedrze mszę, podczas której modlił się za kolegów i profesorów.

– Przyjechaliśmy każdy z innej strony. Tu szukaliśmy spokoju – mówił. On i Walentyna Głuska byli jedynymi z 25 osób, które jako pierwsze – 22 lipca 1946 r. – zdały egzamin dojrzałości. Pozostali uczestnicy rocznicowego spotkania zaczynali z nimi naukę, ale mieli więcej do nadrobienia i maturę mieli później. Do rocznicowego spotkania zmobilizował ich szkolny kolega, a od 57 lat mąż pani Walentyny Leopold Głuski.

– Co roku umawialiśmy się u kogoś z nas – tłumaczy. – Teraz okazja była wyjątkowa: okrągła rocznica. Nas coraz mniej, ale dopóki się spotykamy, młodość ciągle w nas trwa.

Po mszy proboszcz katedry ks. Jan Kazieczko zaprosił szkolnych kolegów Infułata na śniadanie. Zaczęło się wspominanie szkoły. Po godz. 16 w mieszkaniu Danuty Andrzejewskiej oglądali zdjęcia: uśmiechnięte dziewczyny i poważnych panów, cywilów i mundurowych.

Poetka Jadwiga Kulikowska-Grajek czytała swoje wiersze poświęcone kolegom i dyrektorce szkoły Jadwidze Huebnerowej.

– Kobieta niezwykła, arystokratka. Trzymała dystans, ale bardzo lubiła ludzi – wspominał dyrektorkę Jerzy Kuczyński, po wojnie uczeń tej szkoły, w latach 1973-80 wojewoda szczeciński.

– Dopóki żyła, też przychodziła na nasze rocznicowe spotkania – mówili inni. W lipcu 1987 r. pochowali ją. Danuta Andrzejewska do dziś ma wycinek z gazety z nekrologiem: „Odeszła od nas najdroższa Dyrektorka i Wychowawczyni Jadwiga von Roy Huebner.”

Zapowiadający się na artystę malarza Kostynowicz założył w szkole koło literacko-teatralne. W lipcu 1946 r. ukazał się pierwszy numer szkolnej gazety „Młoda Myśl”. Pani Walentyna zachowała go do dziś.

Wszyscy podkreślali, że po wojnie cieszyli się każdym dniem, pracą, nauką. Z entuzjazmem odgruzowywali miasto.

– Szkoda, że teraz ono tak podupada, że młodzi uciekają, mało dzieci przybywa – martwili się.

Pierwsza szkoła dla dorosłych

W Gimnazjum i Liceum dla Dorosłych przy ul. Mickiewicza 16 naukę rozpoczęło ponad stu uczniów. Z każdym dniem przybywali nowi. Do lipca było ich już 381. Dyrektorka szkoły opisywała ich jako „ciekawą ze względu na pochodzenie mozaikę” – od robotników i chłopów, przez żonę ówczesnego wojewody Borkowicza, po autentycznego księcia Czartoryskiego. Uczniowie przed południem pracowali. Jedną z klas, nazywaną klasą bohaterów spod Lenino, stanowili sami oficerowie. W pierwszym roku szkolnym wykładało 26 nauczycieli. Często byli rówieśnikami swoich uczniów. Jadwiga Huebner prowadziła szkołę do roku 1948/1949.

Korzystałam z artykułu „Szkolnictwo średnie ogólnokształcące dla dorosłych” Jadwigi Huebner zamieszczonego w pracy „Pionierskie lata oświaty szczecińskiej 1945-1948” oraz biuletynu na XV-lecie szkoły.

Monika Adamowska, Gazeta Wyborcza, 12 II 2006 r.