Opublikowane przez Torney w Kultura i Sztuka.

Nosząca nazwisko Dohrna kolekcja sztuki antycznej, pomniki Colleoniego i Mojżesza szczęśliwie przetrwały wojnę i znajdowały się w Szczecinie w momencie objęcia miasta przez władze polskie.



Rezydencja w Finkenwalde pozostała nienaruszona, gdyż na piętrze schronienie znalazł szwedzki konsulat. Zniszczenia rozpoczęła armia radziecka, a z pasją kontynuowali je przybywający do Szczecina osadnicy polscy.



Kolekcję sztuki antycznej wypożyczono w letni depozyt stołecznemu Muzeum Narodowemu i wywieziono do Warszawy. Z protokołu zdawczo – odbiorczego kolekcji sztuki antycznej z dnia 15 I 1948 r.:

Zostało ustalone: Muzeum Szczecińskie należące do typu Muzeum Okręgowego, ma za cel szerzenie i propagowanie na tych terenach wyłącznie sztuki i kultury polskiej, tradycji słowiańskiej, koniecznym jest by posiadało galerię sztuki polskiej, zbędnemi mu są eksponaty sztuki starożytnej, które natomiast tworzyć będą doskonałe uzupełnienie Działu Sztuki Starożytnej Muzeum Narodowego w Warszawie. Muzeum Narodowe w Warszawie zobowiązuje się przekazać ze swych zbiorów Muzeum Szczecińskiemu obrazy, rzeźbę, grafikę polską dla zilustrowania rozwoju sztuki polskiej poczynając od 2-giej poł. XIX w. do najnowszych czasów, w zamian za zabytki archeologiczne, będące własnością Muzeum Szczecińskiego.

Przekazanie wzajemne dzieł sztuki miało charakter depozytu z ważnością 2 lat z trzymiesięcznym wymówieniem. Dyrekcja Muzeum Narodowego w Warszawie zobowiązała się do końca stycznia 1948 r. przekazać do Szczecina obiekty sztuki polskiej. Tak też się stało. Jednakże w następnych latach wypożyczone obiekty sztuki polskiej sukcesywnie wracały do stolicy, natomiast szczecińska kolekcja sztuki antycznej na stałe zagościła w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Colleoni znalazł się w Warszawie najprawdopodobniej w 1947 roku. Wśród kilku dat transportu do stolicy dość pewną jest 28 IV 1947 r.

14 VII 1948 r. na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Szczecinie odczytano podziękowania Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy Tołwińskiego:

Wobec zakończonego transportu darów Szczecina dla Warszawy, a mianowicie posągów „Mojżesza” dłuta Michała Anioła (powtórka w marmurze polerowanym z katedry św. Piotra w Rzymie) i konnego posągu w brązie „Colleoniego” dłuta Verrocchia (powtórzenie z pomnika w Wenecji) Zarząd Miejski m. st. Warszawy, śpieszy wyrazić Miejskiej Radzie Narodowej m. Szczecina najgorętsze podziękowania. Dary te jako arcydzieła sztuki o światowej sławie niezawodnie przyczynią się w wysokim stopniu do ozdobienia Stolicy i szerzenia kultu piękna u jej mieszkańców.

Początkowo Colleoni stanął na dziedzińcu Muzeum Narodowego, potem przeniesiono go do magazynu Muzeum Wojska Polskiego. Miasto chcąc pozbyć się kłopotliwego posągu postanowiło wreszcie przekazać go Akademii Sztuk Pięknych.

Tak o całej sytuacji pisze J. Białostocki, Refleksje i syntezy ze świata sztuki, Warszawa 1978, s. 231:

Brązowy odlew jednego z arcydzieł rzeźby renesansowej, Colleoniego Verrocchia, który znalazł się przypadkiem w Warszawie po drugiej wojnie światowej, poniewierał się po składach i rupieciarniach, aż wreszcie ustawiony w dziedzińcu Akademii Sztuk Pięknych przestał zwracać czyjąkolwiek uwagę.



Colleoni na trwale wrósł jednak w pejzaż wiodącej uczelni artystycznej kraju. Był tam uważany za swego rodzaju pomoc naukową, bowiem prezentuje wartości estetyczne, które w naszym kręgu kulturowym są wciąż ważne jako pewnego rodzaju punkty odniesienia do wszelkich działań twórczych. Z czasem żywot kondotiera stawał się barwniejszy. Nikt już nie zliczy, ile razy studenci zmieniali mu kolor zbroi. Z kolei z okazji Świąt Wielkanocnych w 1992 r. hołdując staremu zwyczajowi malowania pisanek pewną część ciała rumaka można było oglądać w kolorze pomarańczowym. Do końca lat 70-tych panował niepisany zwyczaj: każdy porządny absolwent ASP musiał mieć historyczną fotografię u boku Colleoniego. Sam pomnik również czynnie odgrywał rolę w życiu uczelni. Zwłaszcza w sytuacji bojkotu oficjalnego życia artystycznego w czasie stanu wojennego i w okresie po nim następującym, która trwała w zasadzie aż do okrągłego stołu. Często jako pierwszy zakładał biało – czerwoną opaskę, a w dłoni dzierżył flagę. W 1987 r. artysta z warszawskiej ASP, pracujący w USA Krzysztof Wodiczko wykonał czasową instalację – projekcję na pomnik.



5 VI 1989 r. pomnik wpisano do Warszawskiego Rejestru Zabytków.

Starając się o zwrot kolekcji Dohrnów, nie mówiono o posągu kondotiera. Podjęta na początku lat 90-tych publiczna dysputa nad usunięciem Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej na Pl. Żołnierza w Szczecinie zwieńczonego gwiazdą, stała się pretekstem do wywołania z niebytu w świadomości szczecinian posągów Colleoniego i Mojżesza.



Co ciekawe Pomnik Wdzięczności powstał w miejscu konnego pomnika cesarza Wilhelma, zniszczonego w 1945 r. przez polskich osadników.





Jest to o tyle ważne, że złom z cesarskiego pomnika przekazano… Warszawie do przetopienia na pomnik ks. Józefa Poniatowskiego.

28 II 1992 r. szczeciński przewodnik PTTK Antoni Adamczak skierował do przewodniczącego szczecińskiej Rady Miejskiej list otwarty, który opublikowała prasa. Zawarł w nim syntetyczne dane o pomniku Colleoniego i sugerował, iż na obchody 750-lecia nadania praw miejskich Szczecinowi posąg mógłby powrócić. W myśl aforyzmu Stanisława J. Leca Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły. Zawsze mogą się przydać zaproponował wykorzystanie dla Colleoniego cokołu Pomnika Wdzięczności, o ile rzeczywiście jak projektowano, zostanie on przeniesiony na Cmentarz Centralny. Pomnika jednak nie przeniesiono do dziś, zdemontowano jedynie wieńczącą go gwiazdę.



Informacja o wypłynięciu na światło dzienne sprawy Colleoniego dotarła do potomka Dohrnów – dr Klausa Dohrna. W liście do prezydenta Szczecina zaświadczył, iż przebywając niegdyś w Warszawie z misją handlową odnalazł posąg składowany w częściach w jakimś ogrodzie. Zarazem gorąco przyklasnął pomysłowi. W odpowiedzi z 26 V 1992 r. Prezydent Szczecina zaprosił K. Dohrna na uroczystość powrotu Colleoniego do Szczecina, o ile starania zakończą się sukcesem.

Na podstawie materiałów własnych oraz Akademickiego Klubu Turystycznego „Kroki” przy Politechnice Szczecińskiej (http://www.kroki.ps.pl/)