sedina.pl w Haus Stettin

4 lutego 2006 r. reprezentacja naszego portalu wybrała się z wizytą do Haus Stettin w Lubece, by podtrzymać więzi łączące nas ze skupionymi wokół niego byłymi mieszkańcami Szczecina.

Wyruszyliśmy o poranku, do Lubeki dotarliśmy pociągiem, z jedną przesiadką w Bad Kleinen. Ponieważ na sam pobyt w Lubece przeznaczone były tylko cztery godziny, delikatnie udało nam się wymówić z propozycji podróży samochodami na miejsce spotkania przy Hüxterdamm 18a. Przejechać prawie 300 km i nie zobaczyć Starego Miasta z pięknym Marienkirche, to nie dla nas, tym bardziej, że było co oglądać.
Sam pobyt w Haus Stettin dostarczył niezapomnianych wrażeń, był jak podróż wehikułem czasu do dawnego Szczecina. Po dotarciu na miejsce, będąc jeszcze pod wrażeniem hanzeatyckiej Lubeki, zostaliśmy serdecznie powitani przez opiekunów niedużej willi, w której mieści się Haus Stettin. Wszyscy bacznie i z lekkim niedowierzaniem nas obserwowali. Na ich twarzach można było wyczytać zaniepokojenie, ciekawość, ale i radość, że młodzi ludzie zainteresowani są historią miasta o przewrotnych losach. Ich miasta.
Ponieważ był to generalnie pierwszy oficjalny pobyt sedina.pl w tym domu, nie mogło się obyć bez oficjalnego przemówienia i powitania przez doktora Horsta Jeschke. Mimo różnic językowych nasz niezastąpiony Bachinstitut wraz z Bartoszem dzielnie tłumaczyli wypowiedzi. Pokrótce opowiedziano nam historię powstania Haus Stettin, o tym jak zbierano materiały oraz w ogólnym zarysie co i gdzie się znajduje. Wszyscy słuchali w skupieniu, a atmosfera była naprawdę podniosła.
Kolejnym oratorem był sam Administrator – Busol. Przedstawił nas jako pasjonatów, interesujących się historią swojego miasta, gromadzących wszystko, co jest dostępne i co można przedstawić w Internecie.
Dla upamiętnienia naszej wizyty przekazaliśmy w prezencie dwa wizerunki Manzelbrunnen wykonane przez naszą kurząstopkę. Od teraz cząstka pasji młodych szczecinian pozostanie pomiędzy pamiątkami ze Stettina.





Wydawało się, że kiedy usiądziemy do kawy i wspaniałych wypieków przygotowanych przez panie z Domu Szczecińskiego, a także naszą Iwonkę (wysublimowany smak jej ciasta czujemy do dziś), nastąpi cisza. Nic bardziej mylnego. Rozgorzała dyskusja we wszystkich znanych nam językach, dialogi prowadzone były po niemiecku, angielsku i polsku. Dłuższym wypowiedziom wtórowało tłumaczenie Bachinstitut. Wśród naszych gospodarzy znalazło się kilka osób rozmawiających również w języku polskim, co jeszcze bardziej ociepliło wzajemne kontakty.
W trakcie wymiany zdań, Uwe Köhler podniósł ważną, można rzec przełomową kwestię. Sens jego słów można ująć następująco „Czas zakończyć erę funkcjonowania Domu Szczecińskiego jako mauzoleum, a rozpocząć fazę dyskusji o fascynującej historii i dzisiejszym obliczu miasta”.





Z założenia krótki poczęstunek przy kawie, niemal całkowicie pochłonął nasz czas. Tylko trzeźwy umysł Admina przywołał nas do rzeczywistości. W nieco ponad godzinę udało nam się przebrnąć przez bezmiar pamiątek zgromadzonych w tym odległym od Szczecina miejscu. Wszyscy opiekunowie Haus Stettin z ochotą i zapałem pokazywali kolekcję. Bez przerwy słyszalne były westchnienia i „okrzyki radości”.
Pani Maroon pokazała kurzejstopce swoją książkę, opisującą dzieje Hünerbeinstraße, tematy rozmów innych osób trudno było ogarnąć. Dyskusje królowały w każdym zakątku. Nie ma możliwości opisania wszystkich zgromadzonych tam przedmiotów, to po prostu trzeba zobaczyć. Ogromna ilość modeli tramwajów, statków, budowli, kolekcje monet, obrazy przedstawiające szczecińskie krajobrazy i obiekty, pianino, rower Stöwera… Nawet krzesła pokryte skórą, cudem uratowane z Czerwonego Ratusza. Na oparciu każdego z nich znajduje się piękny Gryf.





Dopełnieniem całości zbiorów jest biblioteka, gromadząca tysiące książek, listów, gazet, zdjęć i pocztówek. Najokrutniejsze było to, że mogliśmy tylko zerknąć na ten ocean materiałów. Aby się z tym wszystkim zapoznać trzeba tygodni, a nie kilkunastu minut. Po prostu raj dla pasjonatów Stettina.





Z rozmarzonymi oczami, podekscytowani, zauroczeni miejscem, ciepło pożegnaliśmy się z naszymi gospodarzami. Udało się jeszcze zrobić wspólną fotografię na tle domu. Tym sielankowym akcentem zakończyliśmy miłą podróż w nieznane, do jakże miłego dla oka i duszy historycznego wnętrza Haus Stettin w Lubece. Wieczorem byliśmy już w Szczecinie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.