Opublikowane przez sedina w Ciekawostki.

Szczecin, 2 sierpnia 1396 r., godz. 9.02.

Marianna chodziła po podwórzu w tę i z powrotem, machając głową.
– Cały materiał mi zachlapali – krzyczała. – I jak ja tera ten wielki żagiel wypiorę?
– Slavus! Wend! – krzyknęła na dwóch parobków noszących w wiadrach wodę. – Którędy chodzicie tymi umorusanymi nogami?
– Myśmy tylko wodę nosili – odpowiedział cicho Slavus.
– Ale którędy?
– Ano po tych szmatach przed chatą i oborą.
– No ładnie. Niech no tylko Tomasz wróci. Już on wam skórę wykarbuje. A na żadną wyprawę na pewno was już mój mąż nie zabierze.
Slavus i Wend na te słowa wykrzywili usta i zaczęli głośno płakać. Po czym padli na kolana i zaczęli Mariannę całować po stopach.
– Nasza królowo, najznamienitsza królewno, dobrodziejko! My musimy jechać na tę wyprawę – płakali jeden przez drugiego. – Myśmy już Najjaśniejszą Panienkę świętą przed ołtarzem prosili, żeby paść w walce z tymi szubrawcami, korsarzami, diabłami w ludzkiej skórze.
– Tylko mi tu nie przeklinać – krzyknęła udobruchana już nieco Marianna. – Szybko mi nosić te wiadra, i to bez gadania!
W oddali zobaczyła wracającego do domu męża Tomasza.
– No i co? – zwróciła się do mężczyzny. – Coście tam w gospodzie ustalili?
– Na żadną wyprawę przeciw piratom nie jedziemy. To postanowione – powiedział Tomasz.
– A co? Nie przyjechali wojskowi? – zapytała Marianna.
– Ano nie. Myśmy już nawet Hansa z pytaniami do księcia wysłali i nic. A nam przecież ponad 20 chłopa na jeden statek potrzeba. A kogo ja zabiorę? Zasmarkanych Slavusa i Wenda? Poza tym piraci już spokojni się porobili. Oni wiedzą, na kogo napadać. Kto majętny, niech się boi. A kto nic nie ma, to i tak w samych portkach zostanie.
– Najświętsza Panienko! – krzyknęła Marianna – O czym ty mówisz? Dzieciaki mi po izbie biegają. Nie przystoi ci takich słów używać.
Tomasz wyszedł przed izbę. Pod płotem siedzieli zapłakani Slavus i Wend.
– A im co znowu? – krzyknął do żony.
Marianna wyjrzała przez okno.
– A… – machnęła ręką . – Płaczą, bo jeszcze tego lata żyć im przyjdzie. Piratów im się zachciewa, a nosy zasmarkane przez cały dzień.
– Do roboty! – krzyknęła na parobków.

Fakty

W XIV w. piraci stanowili poważne zagrożenie dla handlu morskiego w basenie Morza Północnego i Bałtyckiego. Szczecin nie angażował się zbytnio w walce z nimi. Inne miasta podejrzewały nawet, że szczecinianie sprzyjają korsarzom. Czasami statki z tego miasta nie stawiały się w ogóle na antypirackie wyprawy. Dopiero w 1398 r. piraci opuścili Morze Bałtyckie.

Na podstawie : „Pomorze Zachodnie poprzez wieki”, pod red. Jana M. Piskorskiego.

Patrycja Niczyj, Gazeta Wyborcza, 9 VII 2001 r.