Opublikowane przez sedina w Architektura i Urbanistyka.

Jedna jest czerwona ze złocistymi pilastrami, trzy pozostałe szarobure. Z przyznanych pieniędzy na remont reprezentacyjnej sali Kominkowej Klubu 13 Muz wystarczyło na odnowienie jednej ściany.
Klub otrzymał 11 tys. zł z budżetu miejskiego konserwatora zabytków na remont sali Kominkowej, której kosztorys remontu oszacowano na 48 tys. zł (bez sufitu). Wystarczyło na odnowienie jednej, północnej ściany, (to, ta która jest tłem dla artystów podczas koncertów). Pozostałe dalej są szare, brudne. Ostatnie zabiegi konserwatorską były tu robione 20 lat temu.

– Cała sala powinna wyglądać jak ta jedna ściana – mówi Renata Pilarczyk z Klubu 13 Muz. – W tej chwili marzymy o tym, żeby to skończyć. Ale potrzebna jest nam co najmniej trzykrotność sumy, którą dostaliśmy. A przecież trzeba jeszcze odrestaurować sufit!
Neobarokowe wnętrze sali wydaje się wprost stworzone do kameralnych koncertów. Artyści chwalą jej akustykę.
– Miejski konserwator zabytków obiecała nam wyasygnować fundusze na dalszy remont – mówi Jaromir Gajewski, dyrektor Muz. – Po remoncie prestiż sali wzrośnie. Prezydent miasta będzie miał do dyspozycji znakomite miejsce, gdzie może organizować konferencje, wręczać ordery, odznaczenia.
– Chcemy ten remont dokończyć choćby w aspekcie Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego przygotowywanego przez Elżbietę Penderecką – potwierdza Andrzej Oryl, dyrektor wydziału kultury Urzędu Miasta, pod którego podlega miejski konserwator zabytków. – Chcemy dołączyć do Krakowa, Warszawy i Gdańska. Jeden z kwartetów beethovenowskich mógłby wystąpić w Szczecinie. Najlepsza do takich koncertów jest sala kameralna, taka jak odnowiona sala Kominkowa w Klubie 13 Muz.
A ściany to nie koniec kosztów remontu.
– Zgodnie z sugestią miejskiego konserwatora zabytków zlikwidowaliśmy wystające ze ściany haki na reflektory – mówi dyrektor Gajewski. – Teraz będziemy musieli znaleźć pieniądze na nowe oświetlenie, reflektory na stojakach. Bo takie są odpowiednie do odrestaurowanego wnętrza.

Ewa Podgajna, Gazeta Wyborcza, 2 I 2006 r.