Opublikowane przez sedina w Historia.

Można zadać pytanie, dlaczego właśnie Szczecin, a nie Górny Śląsk, robotnicza Łódź lub Warszawa.

Rewolta grudnia 1970 roku rozegrała się przede wszystkim na Wybrzeżu – w Trójmieście i Szczecinie, podobnie zresztą jak Sierpień ’80. Co z innymi miastami?

Michał Paziewski: To prawda, można zadać pytanie, dlaczego właśnie Szczecin, a nie Górny Śląsk, robotnicza Łódź lub Warszawa. To wynika z korzeni szczecinian; tutaj w latach 50. i 60. przyjeżdżali ludzie, którzy byli większymi indywidualistami, skłonnymi do ryzyka. To głównie ludzie młodzi, bardziej otwarci na tzw. szeroki świat. W latach 40., 50. i trochę później to był swego rodzaju Dziki Zachód. I właśnie na tych ziemiach odzyskanych, w Szczecinie, Gdańsku, Gdyni, ale i Wrocławiu powstały miejsca oporu.


I tu pewnego grudniowego dnia dotarła wiadomość najpierw o podwyżkach cen żywności, a potem o wydarzeniach w Trójmieście.

MP: Najtragiczniejszy był czwartek 17 grudnia. Ludzie poszli pod Komitet Wojewódzki PZPR, który obrzucano kamieniami i łatwopalnymi materiałami. W przeciwieństwie do Gdańska władze nie broniły tego miejsca i gmach zaczął płonąć. Przed godziną 15 wyszło kilkudziesięciu zomowców, ale parodziesięciotysięczny tłum łatwo ich rozproszył. Zomowcy uciekając do komendy milicji pociągnęli za sobą ludzi. I tutaj doszło do największej tragedii, padły pierwsze strzały. Zginęli ludzie.
Rozpraszany tłum zaczął formować kolejne pochody – jeden poszedł do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, gdzie podpalono parter budynku. I tutaj też użyto broni, były ofiary. Część tłumu skierowała się do prokuratury i aresztu, w reakcji na pogłoskę, że władze aresztowały delegację stoczniowców. Znów strzelano do tłumu. Tego dnia płonęły nie tylko budynki milicji i PZPR, ludzie zniszczyli dwie placówki ORMO, przy okazji sklepy, np. Pewex. Szczecin był w stanie wojny. Dopiero w późnych godzinach wieczornych władze mniej więcej opanowały sytuację, wprowadzając choćby godzinę milicyjną.

Kto strzelał – milicja, czy wojsko?

MP: Przede wszystkim wojsko. Zostało wezwane do pacyfikacji rewolty i do ochrony najważniejszych budynków i instytucji. Ale ludziom łatwiej było uwierzyć, że to milicja, a nie „nasi żołnierze”, władzy zaś zręczniej było milicję zrobić kozłem ofiarnym. Historycznie w Polakach silnie zakorzeniony jest przecież mit żołnierza występującego ramię w ramię z ludem, a nie przeciwko niemu. Poza tym polowe mundury wojska były rzeczywiście bardzo podobne do tych milicyjnych, co tłumaczy dlaczego wbrew faktom wielu świadków nadal upiera się, że byli to milicjanci. Niemniej strzały padły też z oblężonego budynku milicji i to właśnie tam śmierć poniosła większość grudniowych ofiar.

Czy byli przywódcy? Sierpień ’80 pełen jest wybitnych nazwisk liderów. A z Grudniem ’70 przeciętnemu Polakowi trudniej skojarzyć jakieś nazwisko.

MP: To był żywioł. Początkowo tu nie było liderów, wszystko było spontaniczne. Pod komendę milicji przyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jak palił się partyjny komitet, to zatrzymywali się kolejni i tłum gęstniał. Następnego dnia, w piątek rano, podobnie jak w Gdańsku, władze chcąc, by ludzie nie wyszli na ulice, postanowiły zablokować zakłady pracy. Robotnicy weszli, ale demonstracji już nie wypuszczono. Decydenci byli przekonani, że rozładują napięcie tzw. masówkami. Ale w przedsiębiorstwach opanowano bramy, radiowęzły i postanowiono szybko wybrać trójki wydziałowe, które z kolei wyłoniły komitety strajkowe. I te w końcu uznały przywództwo Ogólnomiejskiego Komitetu Strajkowego w Stoczni Warskiego. Dopiero wtedy pojawili się przywódcy. Przewodniczącym został Mieczysław Dopierała, ale decydującą przywódczą rolę odegrał Edmund Bałuka.

To wtedy powstało określenie „republika szczecińska”?

MP: Tak. To stwierdzenie Jana Szydlaka, zastępcy członka Biura Politycznego KC PZPR, puentujące faktyczny rozpad władz wojewódzkich. W Szczecinie doszło do rzeczy niespotykanych w bloku krajów socjalistycznych. Zaczął się strajk generalny, stanęło ponad 100 zakładów z aglomeracji szczecińskiej. O bez mała wszystkim decydował komitet strajkowy – o tym, czy będą jeździć tramwaje, czy będą drukowane gazety, czy wygasić wielki piec w Hucie Szczecin, czy mają działać piekarnie, elektrownie, słowem, cokolwiek. Komitet przejął odpowiedzialność za miasto. I wysunął postulaty, w tym po raz pierwszy powołania niezależnych związków zawodowych. Rządzący, uwikłani w rozgrywki, czekali na przesilenie na partyjnej „wierchuszce”.
20 grudnia – już po odsunięciu Gomułki – władze wojewódzkie i OKS podpisały tzw. ustalenia. Jako, że był to „zgniły” kompromis, bo np. nie cofnięto podwyżek cen, strajkujący je odrzucili. Determinacja jednak chwilowo osłabła, widać było już zmęczenie, zbliżały się święta, no i czuć było presję władz. 22 grudnia strajk przerwano. Ale po świętach w stoczni znów wrzało. W styczniu 1971 roku zakłady ponownie stanęły. Ruszył kolejny strajk generalny. I wtedy – po raz pierwszy chyba w historii krajów socjalistycznych – do strajkujących na ich własny teren przyjechały najwyższe władze państwa, z Gierkiem, Jaroszewiczem i Jaruzelskim na czele.

Słynne słowa: „Pomożecie?” „Pomożemy”, padły właśnie wtedy?

MP: Wielokrotnie odsłuchiwałem taśmy z tego spotkania zdeponowane w szczecińskim archiwum i tam słów takich nie ma. Ale faktem jest, że stoczniowcy zaufali Gierkowi. Potem I sekretarz KC z ekipą pojechali do Trójmiasta i w Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku rozmawiali z aktywem związkowo-partyjnym. Tam na zapytanie Gierka: „No to więc jak, pomożecie?”, rozległy się oklaski. Zdaje się więc, że to ówczesnej propagandzie ten zręczny skądinąd slogan stał się przydatny jako swoista legitymizacja władzy.

Wokół Grudnia wciąż jest wiele legend, czy też rozbieżności. Np. co do ilości ofiar. Pojawiają się informacje nawet o kilkuset zabitych. Różne liczby podają nawet podręczniki.

MP: W lutym 1971 roku Gierek podał liczbę 45 ofiar śmiertelnych na Wybrzeżu. W Szczecinie było ich 16. I do dziś nie pojawiły się fakty podważające te dane. Przez te 35 lat nie ujawniła się żadna rodzina, przyjaciele, środowisko, które wskazałoby na konkretną osobę, której losy stały się nieznane po tych wydarzeniach. Zresztą, w interesie Gierka nie było fałszowanie liczby zabitych. Tego nie da się długo ukrywać, a same próby wskazywałyby, że jest współodpowiedzialny. A on przecież zdecydowanie, choć pozornie, odcinał się od Gomułki i zapowiadał odnowę. Tymczasem władza milczała na temat setek rannych, represjonowała uczestników protestu, a z robotniczej rewolty uczyniła temat tabu.

W Szczecinie powstała swoista republika strajkowa, tu domagano się niezależnych związków zawodowych, ale to ostatecznie Gdańsk został symbolem walki o wolność.

MP: Na Grudzień patrzymy przez pryzmat sierpnia 1980 roku, i skoro sierpniową, solidarnościową stolicą został Gdańsk, to chcąc nie chcąc Szczecin musiał się na tym uboczu znaleźć. Niemniej, jeśli spojrzymy głębiej, to okazuje się, że rola Szczecina w Grudniu ’70 była wiodąca. To tutaj niezwykle sprawnie robotnicy zorganizowali się, powstała struktura zrzeszająca ponad 100 zakładów pracy, padły postulaty -powołania niezależnych związków zawodowych, solidarności z aresztowanymi i pokrzywdzonymi. To ten strajk zadecydował o dojściu do władzy Gierka, to tutaj nastąpił przełom. W interesie władz leżało jednak eksponowanie ulicznego charakteru protestu, stąd też komisje partyjne rzekomo rozliczające Grudzień zajęły się głównie Trójmiastem, sprowadzając istotę do zamieszek.

A później…?

MP: Już po grudniowym przełomie to do Gdańska wysłano dziennikarzy, a Szczecin, podobnie jak Gdynia, już wtedy w powszechnej świadomości, kształtowanej przez media, został zmarginalizowany. Potem przez lata historycy nie mieli dostępu do materiałów, uczestnicy zostali spacyfikowani, zastraszeni. Zbiorowa pamięć szczecinian ocaliła jednak Grudzień ’70, czego wyrazem było priorytetowe postawienie tej sprawy przez stoczniowców w sierpniu 1980 roku.

Rozmawiał Michał Stankiewicz

Dr Michał Paziewski jest adiunktem na Uniwersytecie Szczecińskim. Napisał wiele tekstów na temat Grudnia ’70, w tym pracę doktorską. Przestudiował m.in. zeznania ponad 1000 uczestników wydarzeń Grudnia.

Artykuł pochodzi z internetowego wydania dziennika „Rzeczpospolita”.