Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

Wypędzeni z Polski Niemcy mają do nas mniej pretensji niż ich potomkowie inspirowani przez polityków – twierdzi dr Stanisław Jankowiak, autor książki „Wysiedlenie i emigracja ludności niemieckiej w polityce władz polskich w latach 1945-1970.
W okresie od 1945 do 1970 r. z Polski wysiedlono ok. 5 mln Niemców. Przy czym status „wysiedlonego” przysługuje nie tylko osobom przymusowo wywiezionym tuż po wojnie z Ziem Odzyskanych, ale także tym, którzy zdecydowali się na wyjazd z Polski do Niemiec sami. Jak skomplikowane i tragiczne są okoliczności tych decyzji, świadczy przywoływana przez Jankowiaka historia kilku wdów po obrońcach Poczty Gdańskiej, które w latach 60. wyjechały do Niemiec i uzyskały status wysiedlonych.

Czy Niemcy mają pretensje do Polaków za wywózki z lat 40.?
Autor „Wysiedleń…” twierdzi, że o wiele łatwiej w tej kwestii porozumieć się z osobami, które to przeżyły niż z późniejszymi pokoleniami. – Kiedyś na zebraniu Związku Wypędzonych w Niemczech pani wysiedlona z Łodzi opowiedziała mi taką historię: „Gdy wybuchała wojna, zapytałam mamę, dlaczego nie mogę się bawić z polskimi kolegami? Mama odpowiedziała: – Przegrali wojnę i muszą ponieść tego konsekwencje. Gdy w 1945 r. byliśmy wysiedlani, też zapytałam dlaczego. Mama odpowiedziała: – Teraz my przegraliśmy i musimy ponieść konsekwencje”.
Termin „wypędzenie” zaczął funkcjonować dopiero na początku lat 50. w czasie pierwszych wyborów parlamentarnych w RFN, kiedy o głosy wyborców zaczęły walczyć partie polityczne.
W Polsce w tym czasie problem wywózek oficjalnie nie istniał. Deportacja Polaków z Kresów Wschodnich w czasach budowy „przyjaźni polsko-radzieckiej” była dla władz tematem niewygodnym. Natomiast losem wyrzuconych Niemców nikt się nie przejmował w myśl zasady: sami na to zasłużyli.
Pierwsze oznaki innego spojrzenia na tę sprawę pojawiły się w latach 60. Polscy politycy i historycy zaczęli dostrzegać fakt, że dla zwykłych Niemców wysiedlenie było tragicznym przeżyciem.
Obecne problemy polsko-niemieckie zdaniem autora leżą w nieuregulowaniu po wojnie kwestii majątkowych. – Jedynym rozwiązaniem jest obustronne uznanie obecnej sytuacji za ostateczną – twierdzi Stanisław Jankowiak.
W sprawie pojednania między narodami autor książki nie jest jednak optymistą. – Jeżeli w dziesięcioosobowym polsko-niemieckim zespole naukowców nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii terminologii, to nie jest to możliwe między zwyczajnymi ludźmi. Dopóki sprzątaczki po obu stronach Odry nie wyzbędą się stereotypowych wyobrażeń, nie ma mowy o pojednaniu. Dowodzą tego wyniki badań nad stereotypami studentów Viadriny. Niemcy wśród osób, z którymi nie usiedliby w jednym przedziale, nadal wymieniają Polaków.
Jak przyznaje sam Jankowiak, jego książka opisuje próby rozwiązania nierozwiązywalnego problemu za pomocą metod, które go nie rozwiązały. W ciągu dziesięciu lat pracy autor wykonał 50 tys. kopii dokumentów źródłowych. Przejrzał archiwa od Olsztyna po Szczecin. – Starałem się być obiektywny, ale teraz spotykam się z zarzutami obu stron. Na przykład Niemcy zarzucili mi, że w pracy nie ma słowa o prawach człowieka, a Polacy – że lituję się nad Niemcami.
Oczywiście zdaniem Jankowiaka nie powinnyśmy czuć się winni wobec Niemców. – Są odpowiedzialni za II wojnę światową i zachłyśnięcie się faszyzmem w 1933 r., ale nie można zapominać o cierpieniach wysiedlanej ludności. W nieogrzewanych wagonach byli wywożeni chorzy, dzieci i kobiety w ostatnim okresie ciąży. Rodziły one w wagonach, a później przymarzały do podłogi. Takie są fakty i trzeba się nad tym pochylić.

Książkę wydał IPN. Autor tomu jest naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Poznaniu i pracownikiem Wydziału Historii UAM. W czwartek w Książnicy Pomorskiej wygłosił wykład i zaprezentował książkę, którą za 30 zł można kupić w szczecińskim oddziale IPN przy ul. Janickiego i księgarni Atut przy ul. Bogusława 13.

Andrzej Kulej, Gazeta Wyborcza, 2 XII 2005 r.