Sedina Mayom Pisana – cz. III: Nie wszyscy powrócili

W 1919r. członkowie szczecińskiej gałęzi rodu Mayów zostali skazani przez władze niemieckie za pracę wywiadowczą na rzecz Polski i w efekcie, po wieloletnim pobycie w ciężkim więzieniu – spotkali się znów w komplecie na terenie Wielkopolski dopiero na Boże Narodzenie 1927r. Zajęli się tutaj tym, co umieli najlepiej – handlem i finansami. Jednak duch XX wieku, „najokrutniejszego stulecia ludzkości”, znów sprowadził na świat wojnę. A w tym czasie nikt nie mógł być pewien swojego losu, szczególnie, jeżeli był Polakiem…

Nie wiadomo dokładnie, czym zajmował się starszy brat Edmunda – Stefan. Oficjalnie był kupcem w Grodzisku Wielkopolskim, lecz według rodzinnych przekazów podtrzymywał związki z polskimi służbami wywiadowczymi (natomiast Edmund mówił swojej żonie, że na pewno nie ma już takich kontaktów).

II wojna światowa trwała już ponad półtora roku. Niektórym mogło się nawet wydawać, że rodzina Mayów uniknie najgroźniejszym problemów z nią związanych – niestety, tak się nie stało. Najpierw gestapo aresztowało Stefana – i zaraz został zwolniony. Okazało się jednak, że to „łaskawe potraktowanie” było tylko podstępem: kiedy wypuścili go z więzienia i odwiedził Edmunda w domu – aresztowano tego drugiego, a niedługo potem – powtórnie Stefana (został stracony w więzieniu Berlin–Charlottenburg 8 września 1943r.).

21 listopada 1941r. o godzinie 7 rano gestapowcy zabrali z domu Edmunda i osadzono go w poznańskim Forcie VII (do kwietnia 1942r.). Potem został więźniem Mauthausen, gdzie został zamordowany 11 maja 1942r. Historię tę przejmująco opisała wdowa po nim, w piśmie skierowanym do władz ZBOWiD w latach 50-tych – niestety, ówczesne władze odrzuciły prośbę wdowy po kombatancie o pomoc, bo „on nie o tę Polskę walczył”…


Fot. 26. Kopia pisma Anieli May do ZBOWiD.

Wdowa po Edmundzie Mayu próbowała dowiedzieć się, w jaki sposób jej mąż stracił życie. Gestapowiec odpowiedział jej, że „mąż pani został zastrzelony przy próbie ucieczki”. Nie uwierzyła Niemcowi, ponieważ „Edmund nigdy by nie uciekał”. Po wojnie spotkała człowieka, który przetrwał Mautshauzen i ten opowiedział jej, że Edmunda przydzielono do robót w kamieniołomach. Szybko okazało się, że nie wytrzymuje tak ciężkiej pracy, więc jako „nieprzydatny” został przez strażników zepchnięty w przepaść.


Fot.27. Fotokopia plakietki z numerem obozowym Edmunda Maya.

W tragicznej historii rodziny Mayów pojawia się inny, niosący nadzieję na przyszłość, wątek. Otóż nie wszyscy Mayowie opowiedzieli się w 1918r. po stronie Polski, ponieważ niektórzy jego członkowie uważali się za lojalnych Niemców. Jednym z nich był kuzyn Franciszka Maya – Eitelfriedrich May (ur. 1897r. w Kościerzynie, zm. 1957r. Brunszwiku). Od I Wojny Światowej do 1945 r. „wujek Fritz” był zawodowym wojskowym, a w okresie tuż przed drugą wojną światową służył jako zawodowy oficer w „Wehrkreise vervaltung” (tu może być błąd pisowni).


Fot.28. Fotokopia okładki albumu filatelistycznego z pieczątką adresową Eitelfriedricha Maya.


Fot. 29. Lato 1940r. – Eitelfriedrich May z żoną przed restauracją w Orłowie.

Niezależnie od politycznych sporów polsko-niemieckich obie gałęzie rodu utrzymywały ze sobą kontakty – kuzynowie spotykali się przed II Wojną Światową m.in. na terenie Wolnego Miasta Gdańska, kiedy Edmund May z rodziną wypoczywał na Helu. Kuzyni dość często korespondowali ze sobą, a kiedy w 1938r. „wuj Fryderyk” ożenił się w Gdańsku – z Leszna wysłano mu serdeczne gratulacje. Potem, już w czasie wojny, jedna z córek Edmunda, Barbara, była gościem Fryderyka w Sopocie. Pani Barbara wspomina, że umundurowany wujek zaprowadził ją za rączkę nie tylko na plażę i na molo, ale także na teren urzędu, w którym pełnił służbę.

Kiedy wujek Fryderyk dowiedział się, że jego polscy kuzyni zostali aresztowani – natychmiast zaczął pomagać ich rodzinom. Przez całą wojnę, a także i później, posyłał do Poznania i Grodziska Wielkopolskiego (tam mieszkała rodzina Stefana) paczki, które w znacznym stopniu dopomogły przetrwać ciężkie czasy (czasem nie były małe, bo zawierały nawet węgiel opałowy!). Niestety, Barbara nie miała okazji zobaczyć się po wojnie z tym wujkiem – dopiero w latach 80-tych spotkała się z jego żoną, Edith May, i mając w pamięci postępowanie wuja – teraz podtrzymuje kontakt z ciocią Edytą.

Barbara, córka Edmunda Maya, przybywając do Szczecina wiedziała, że jej dziadek i ojciec mieszkali tu już przed pierwszą wojną światową i że najprawdopodobniej zdarzenia z 1919r. stały się przyczyną zamordowania jej ojca i wuja przez Niemców. Znajomość powikłanej historii nie tylko własnej „małej” rodziny, ale szerszej historii i genealogii rodu pozwala jej na zachowanie dystansu do wielu spraw, a jednocześnie ułatwia nawiązywanie kontaktów z innymi członkami familii. Dzięki temu odkryła, że obecnie w Szczecinie mieszkają jej polscy kuzyni – potomkowie Alberta/Wojciecha.

* * *

„Niepolski” sposób zapisywania rodowego nazwiska sprowadził na familię Mayów pewne kłopoty – w 1953r. wydano urzędową decyzję:
„Zgodnie z par.5 Zarządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 7 kwietnia 1952r. nr 72 Powiatowe Biuro Ewidencji Ludności i Dowodów Osobistych w Lesznie pismem z dnia 3 kwietnia 1953r. Nr 9035/II/53 ustaliło pisownie polską obok wymienionego nazwiska /May/ na /Maj/. Leszno, 7 lipca 1953r.”
Skutki „historycznego” zamieszania wokół pisowni nie tylko nazwisk okazały się dość „ciekawe”, ponieważ obok siebie wystąpiły zapisy brzmiące typowo po polsku, jak też po niemiecku: „Maj” miesza się z „Mayem”, „Franciszek” z „Franzem”, a „Dąbrowska” jawi się znów jako „Dombrowska”. Teraz nosiciele nazwiska z tak pięknymi tradycjami muszą starać się o sądowe ustalenie brzmienia nazwiska.


Fot. 30 i 31. Fotokopie dokumentów Barbary May z danymi osobowymi jej rodziców.

Dziedzice nazwiska „May” mieszkają nie tylko w Polsce i w Niemczech, lecz rozrzuceni są po całym świecie. Dobrze jest wiedzieć, że mamy ich także w Szczecinie. A poza tym, przynajmniej dla mnie, z tej opowieści płyną dwie ważne nauki:
1/ nie jest ważne, kim się urodziłeś – ważne, kim chcesz być;
2/ kiedy nie wiesz, jak się zachować – po prostu zachowaj się przyzwoicie.

Wojciech Banaszak

W tekście wykorzystano informacje i materiały uzyskane od pani Barbary Wiśniewskiej zd. May oraz Witolda, Jej syna, którzy współpracowali także przy redakcji tekstu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Szczecinianie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.