Opublikowane przez woti w Szczecinianie.

W części pierwszej poznaliśmy niemal idylliczne życie szanowanej w rodzinnej Wielkopolsce rodziny Mayów, której przedstawiciel zdecydował się na osiedlenie w Szczecinie i prowadzenie tu interesu tytoniowego. Franciszek May oraz jego żona i synowie byli lojalnymi poddanymi cesarza niemieckiego tylko do momentu, w którym na mapie Europy znów pojawiła się Polska. Wtedy uznali, że czas zrobić coś dla swojej prawdziwej ojczyzny…

W 1918 roku kończyła się pierwsza wojna światowa, „wybuchła Polska”, a w Wielkopolsce rozpoczęło się polskie powstanie narodowe, w którym bezpośredni udział wziął m.in. brat Franciszka – Wojciech (mjr Wojciech May został zamordowany w Katyniu), natomiast Franciszek May i jego rodzina (wtedy już całkiem dorośli) zaangażowali się w pracę wywiadowczą na rzecz Polski – nie skończyło to się dla nich najlepiej, ponieważ:
„W listopadzie 1919 roku grupa polskich agentów w Szczecinie (rodzina Mayów) została aresztowana i skazana przez sąd niemiecki na długoletnie więzienie” (cyt. za Andrzej Misiuk: „Służby specjalne II Rzeczypospolitej”, Dom Wydawniczy BELLONA, str. 20).

Ich „zasługi” dla interesów niemieckich musiały być niemałe, skoro aresztowano wszystkich członków rodziny: ojciec i synowie otrzymali wyroki „ciężkiego więzienia” po 9 lat, matka – 7. Wiadomo, że mężczyźni swoje wyroki odsiedzieli niemal w całości, w ciężkim więzieniu w Brandenburgu. Nie było tam lekko, o czym przejmująco pisał w jednym ze swoich więziennych wierszy Edmund (fragmenty):

LĘK WIĘŹNIA
/Dialog pomiędzy więźniem a śmiercią
ułożył dnia 24 października 1924r.
Edmund May/

Żegnam cię, życie. – Śmierć, ja cię witam!
Z wielką radością za rękę cię chwytam
Prowadź o ty mnie do wiecznej „Nyrwany”
Tam, gdzie jest spokój, balsam na rany.

[…]

Czwarty niedługo rok już piekielne kraty
I mury otaczają mnie i żółte łaty
Mam nosić około lat jeszcze sześć,
I dzień za dzień chleb suchy jeść.

[…]

I ja umarłem. Grób mój więzienie.
Tak najśliczniejsze nosi ma matka imienie.
O, Polsko droga, droga mi matko
Dlaczego pamiętasz o synach tak rzadko?

Czy nie zasłużyliśmy macierskiej miłości
Karani my ciężko i tylko ze złości?
Wszak ojca, mamę, brata i mnie –
Spotkało to stokroć na świecie złe!

Przyczynił się w kierowanym przeciw nam spisku
Pewien senator i sędzia w Lipsku.
Do mamy mojej rzekł on z zapałem
Słowa, które od Niemca rzadko słyszałem:

Bądź dumna, Pani, ze synów swoich
Gdyby mieliśmy ich tego rodzaju,
Lepiej by stało w niemieckim kraju.

[…]


Fot. 13. Fotokopia pierwszych trzech zwrotek rękopisu wiersza „Lęk więźnia”.


Fot. 14. Więzienie Brandenburg.

Trzeba wiedzieć, że w nieco późniejszych czasach to ciężkie więzienie zasłynęło z „niekoniecznie dobrowolnej eutanazji”.


Fot. 15 i 16. Zdjęcie i plan więzienia AD 1900 z dodatkowymi informacjami. Na zdjęciu niebieską obwódką zaznaczono budynek więzienny z celami i miejscami pracy, na planie – kolorem czerwonym późniejszy „szpital eutanazyjny”.

Pierwsza niemieckie więzienie opuściła Pani Jadwiga (po czterech i pół roku) i otrzymała urzędowy nakaz opuszczenia Niemiec w przeciągu sześciu tygodni. Zabrała ze szczecińskiego mieszkania to, co jeszcze można było zabrać (nie wiadomo, czy mieszkanie było zaplombowane urzędowo, czy też ktoś się nim opiekował) i przeniosła się do Poznania. Tam niezwłocznie rozpoczęła starania o uwolnienie swojego męża i synów, co okazało się niełatwe, ponieważ Niemcy absolutnie nie zamierzali skrócić im kary pozbawienia wolności. Sprawa została poruszona na najwyższych szczeblach rządowych, a jej szczęśliwe zakończenie uzależnione było od pertraktacji dyplomatycznych.


Fot. 17. Kopia pisma dającego nadzieję na powrót bliskich – 8 listopad 1927r.

Okazało się, że po odbyciu niemal całości kary, po całych ośmiu latach – „łaskawie” wymieniono ich za niemieckiego szpiega, którego Polacy ujęli w swoim kraju.


Fot. 18 Kopia pisma zapowiadającego wspólne Boże Narodzenie Mayów.

W latach dwudziestych Polska z trudem podnosiła się z wojennych zniszczeń i borykała się z licznymi problemami wynikające z podziału na trzy zabory, którym teraz trzeba było przywrócić jedność prawną i spoistość gospodarczą. Nie było z wynagrodzeniem licznych zasłużonych patriotów – Mayowie nie mogli więc „osiąść na laurach”, lecz musieli walczyć o swoje utrzymanie. M.in. Franciszek May starał się o uzyskanie koncesji monopolowej, a przychylny temu Wojewoda Poznański popiera te starania, oględnie pisząc o cierpieniach i stratach wynikłych z „działalności politycznej” na rzecz Polski.


Fot. 19. Kopia zaświadczenia wystawionego przez Wojewodę Poznańskiego, Adolfa hr. Bnińskiego, panu Franciszkowi Mayowi, dn. 26 kwietnia 1928r., które miało dopomóc w uzyskaniu koncesji monopolowej.

W latach 1929-31 Franciszek May osiadł w Grodzisku Wielkopolskim i znów zajął się kupiectwem – prowadził hurtownię tytoniową. Kiedy Niemcy napaścią na Polskę rozpoczęli II wojnę światową – Franciszek May wyjechał do Świnoujścia, do sióstr swojej żony. Tam dopadła go śmierć od alianckiej bomby.

Starszy z synów, Edmund May, jeszcze przed wtrąceniem do więzienia rozpoczął studia ekonomiczne w Szczecinie, tak więc po osiedleniu się w Poznaniu rozpoczął pracę w Związku Komunalnych Kas Oszczędności (Starostwo Poznańskie). W 1930r. stwierdzono nadużycia w Miejskiej Komunalnej Kasie Oszczędności w Lesznie – ustanowiono komisarzy, a ich szefem mianowano Edmunda Maja, który wkrótce został dyrektorem tego banku. Wkrótce wykrył liczne nieprawidłowości, których sprawcą był Grzesik, poprzedni dyrektor. Z zemsty za to Grzesik strzelił do Maya z rewolweru. Kula o włos minęła komorę sercową (los zrządził, że w momencie strzału komora sercowa była skurczona) – i tak Edmund May uniknął śmierci w 1932 roku. Po wyjściu ze szpitala nadal sprawował funkcję dyrektora MKO w Lesznie, do 1 września 1939r.

Fot. 20 i 21. Kopie artykułów prasowych z marca i kwietnia 1932r.

Jeszcze w czasie pobytu w Poznaniu, 2 kwietnia 1929r., Edmund May ożenił się z Anielą Zglińską (ur. 27.11.1905 Poznań, zm. 12.10.1992r. w Lesznie). Z tego związku na świat przyszły trzy córki: Alicja (ur. 1931), Barbara (ur. 1934) i Halina (ur.1938). Rodzina zamieszkiwała w Lesznie do sierpnia 1939r. – tuż przed napaścią Niemców na Polskę Edmund żonę i córki wysłał do Poznania, a sam (na rowerze) dołączył do nich w pierwszych dniach wojny. Wespół z rodziną przeżył koszmar ucieczki przed frontem – jego córka do dzisiaj wspomina łuny na niebie i ciężkie bombardowanie Lublina… Kiedy działania wojenne zostały zakończone – Edmund podjął decyzję o powrocie do Poznania. Tutaj podjął pracę jako robotnik kolejowy, ale w tym charakterze nie sprawdził się. Nie ukrywał, że z zawodu jest kupcem – szybko został zatrudniony w biurach firmy budowlanej „Neue Heimat”, gdzie ceniono jego umiejętności zawodowe i znajomość języków. Wydawało się, że pomimo wojny rodzina Mayów może wieść życie w miarę spokojne. Zameldowali się w domu teściowej, Pelagii Zglińskiej, a w czerwcu 1940r. najstarsza z córek przyjęła Pierwszą Komunię Świętą.


Fot.22. Alicja May z rodzicami; Poznań, czerwiec 1940.

Fot. 23 i 24. Awers i rewers dokumentu tożsamości (karty meldunkowej) Edmunda Maya. Niewiele w niej skłamał – podaje, że do Poznania przybył w 1922r.

Fot.25. Karta meldunkowa mieszkania Pelagii Zglińskiej z 1940r. – Poznań, Hochstr. 19.

W trzeciej, ostatniej części zostaną opisane okoliczności śmierci bohaterów tej opowieści oraz to, co Mayom przydarzyło się po II wojnie światowej. Przedstawię także Maya – Niemca, takiego, którego wielu z nas chciałoby poznać osobiście. Ponadto dowiemy się, jakie problemy można mieć z powodu „niepolskiego nazwiska”.

Wojciech Banaszak

W tekście wykorzystano informacje i materiały uzyskane od pani Barbary Wiśniewskiej zd. May oraz Witolda, Jej syna, którzy współpracowali także przy redakcji tekstu.