Opublikowane przez Finki w Historia.

Lata 1944-1945 stanowią chyba najbardziej istotny i tym samym niezmiernie interesujący okres w dotychczasowej historii Szczecina. Odmienne – nawet w odniesieniu do innych miast zachodnich i północnych, które wówczas były stratami terytorialnymi III Rzeszy, a zostały przyłączone do Polski – uwarunkowania polityczno-admnistracyjne, określające całokształt procesów społeczno-gospodarczych, wyznaczają Szczecinowi wyjątkowe miejsce w powojennej historii Polski. Gruntownego, nie zawsze zobiektywizowanego opisu czasów przełomu podejmowały się lokalna prasa oraz radio, które manipulowane były przez władzę. To właśnie prasa i radio istotnie wpływały na nastroje społeczne, informowały zarówno o wydarzeniach wielkich i ważnych dla całego świata jak przebieg II wojny światowej, ale również były źródłem najróżniejszych informacji o życiu codziennym.

Do 1944 roku nie o wszystkich wydarzeniach pisano w ówczesnej szczecińskiej prasie. Skupiano się raczej na opisywaniu kolejnych zdobyczach terytorialnych III Rzeszy na świecie i w Europie, podkreślaniu znaczenia walki z Żydami i innymi słabszymi narodami oraz utwierdzaniu społeczności w przekonaniu, że Niemcy są narodem wybranym. Tak pisano w całych Niemczech, również w prasie szczecińskiej poruszano powyższa zagadnienia. Od 1944 można było zauważyć, że ówczesna prasa w pewien sposób izolowała mieszkańców od niekorzystnych dla bieżącej propagandy wiadomości. Nie rozpisywano się o słabnącym potencjale gospodarczym Rzeszy, również niewielką rolę przywiązywano do opisów przerwanej passy zwycięstw na europejskich frontach. Zauważono słabnące poparcie dla agresywnej polityki Hitlera, skupiając się raczej na donoszeniu o represjach na antyfaszystach uznawanych powszechnie za zdrajców.
Niewiele można powiedzieć o codziennej prasie szczecińskiej reprezentowanej przez dwa dzienniki: „Pommersche Zeitung” wychodzącej jako organ pomorskiego zarządu NSDAP i „General-Anzeiger”. Obydwie gazety reprezentowały poglądy i politykę rządową. W zasadzie nie różniły się one pod względem zawartości podawanych informacji. Ponadto Wydział Propagandy NSDAP wydawał miesięcznik „Das Boolwerk” o charakterze popularnonaukowym i politycznym. Było to czasopismo tendencyjne, zarówno antypolskie jak i antyżydowskie. Raz w tygodniu ukazywało się pismo do użytku wewnętrznego „NS Gaudienst”, mające podtytuł „Die innere Front”.
Prasa tego okresu była więc skromna, wartość pisanych artykułów stała na przeciętnym poziomie. Nastawiano się na informowanie społeczeństwa o wydarzeniach na frontach wojennych i o nowych kierunkach ekspansji III Rzeszy. W artykułach o tej tematyce było w zasadzie tylko miejsce dla propagandy, fakty przeinaczano, liczby ofiar wrogów III Rzeszy zaokrąglano w górę, rozpisywano się o odniesionych zwycięstwach, osiągniętych z druzgocącą przewagą nad przeciwnikiem. Zdawkowo opisywano problemy z jakimi borykały się Niemcy, takie jak słabnący potencjał gospodarczy i ludzki, coraz mniejsza przewaga militarna nad przeciwnikami, czy porażka polityki zmierzającej do pełnej germanizacji zajętych terenów. Natomiast bardzo skąpe były wiadomości z życia codziennego mieszkańców. Recenzje z przedstawień teatralnych i koncertów filharmonicznych należały już raczej do rzadkości. Coraz bardziej dawały się we znaki ograniczenia wojenne i kontrola prasy. Preferowane były wiadomości o imprezach masowych połączonych z występami orkiestr wojskowych, młodzieżowych lub formacji partyjnych. Organizowano je w związku z określonymi uroczystościami państwowymi i partyjnymi w celu uzyskania społecznej akceptacji określonych celów politycznych i haseł wojennych.
W 1945 r. na łamach „Pommersche Zeitung” pisano już głównie o dotkliwych porażkach poniesionych na wschodzie z Armią Czerwoną. Coraz częściej można było czytać artykuły pozbawione wiary w ostateczne zwycięstwo III Rzeszy w II wojnie światowej. W radiu, które miało równorzędne znaczenie jako źródło wiadomości o wydarzeniach codziennych zwracano głównie uwagę na niebezpieczeństwo ze strony Związku Radzieckiego. Codziennie informowano o poczynaniach aliantów w związku z wydarzeniami ze świata wielkiej polityki. W 1945 r. radio tak samo jak prasa codzienna ograniczało się do przekazywania istotnych informacji dotyczących ewakuacji mieszkańców Szczecina na zachód Niemiec, zmalało znaczenie propagandowe audycji, wszystko bowiem wskazywało na nieuchronną porażkę III Rzeszy w II wojnie światowej.
Po ostatecznym przejęciu Szczecina przez władze polskie w 1945 roku ważnym krokiem w przyszłość były starania władz miejskich o należyty rozwój aparatu informacyjnego. Po zakończeniu wojny ludzie z zainteresowaniem śledzili rozwój wydarzeń zarówno z Polski jak i z całego świata. Władze miasta poprzez liczne komunikaty w radiu i prasie próbowały wpływać na życie codzienne w odradzającym się ze zniszczeń wojennych Szczecinie. W poniższych akapitach postaram się prześledzić genezę i przebieg kształtowania się szczecińskich źródeł informacji.
„Obywatelu prezydencie, premierze, marszałku, ministrze Ziem Odzyskanych, dyrektorze Polskiego Radia! Melduję, że rozkaz został wykonany – Szczecin przemawia. Szczecin całemu światu dowodzi mową polską, że jest polski i polski pozostanie”. Te słowa padły 25 grudnia 1945 r. Pierwsze polskie słowa w powojennym szczecińskim radiu. Dziś niewielu pamięta jak do tego doszło. Zachowane wspomnienia to często relacje „z drugiej ręki”, nierzadko zawierają sprzeczne informacje.
Chociaż w pamiętnikach i prasie spotkać można informacje, że radiostację w Szczecinie stworzono zaledwie w sześć dni, to jednak faktycznie przygotowania w mieście zaczęły się już wcześniej. Zaczęło się od przyjazdu tak zwanej ekipy bydgoskiej. To znaczy – według kalendarium zamieszczonego przez pracowników Polskiego Radia Szczecin w jednym z jubileuszowych wydawnictw – od 6 sierpnia 1945 r. Dziennikarz Tadeusz Stoiński, który dopiero w maju następnego roku zaczął pracę w rozgłośni, ale o jej początkach słyszał od kolegów, przypomina później, że inżynierowie i monterzy z Bydgoszczy prócz narzędzi przywieźli ze sobą zwoje kabli, głośniki, wzmacniacze. Dla bezpieczeństwa otrzymali karabiny. Szefostwo wysyłając ich do mrocznego i cierpiącego na głód miasta, zaopatrzyło ich także w zapasy żywności na parę dni. Początkowo mieli zamiar spisać i zabezpieczyć wszystkie urządzenia radiowe na terenie Szczecina, ale na miejscu okazało się, że niewiele tego było. Wycofujący się z miasta Niemcy sami zabrali ze sobą na zachód większość wyposażenia, a pozostawiony w Szczecinie na pastwę losu drobny sprzęt radiowy rozkradli dobrze znani z tego procederu szabrownicy.
Na krótko ulokowali się w budynku przy pl. Grunwaldzkim. W tamtej okolicy ruszył najpierw radiowęzeł, przez który przekazywano pierwsze komunikaty władz miejskich. Na podstawie opublikowanych fragmentów prac na konkurs „Dzieje szczecińskich rodzin” wiemy dziś, że wówczas na okrągło odtwarzano płytę „Gdzie idziesz, Wojtek”.
Przyszła rozgłośnia miała się mieścić w willi przy al. Wojska Polskiego 73, natomiast nadajniki na wzgórzach w okolicy Lasku Arkońskiego przy ul. Malinowej. Radiowcy chcieli uruchomić rozgłośnię jeszcze w 1945 r., dlatego pracowali nieustannie. Kilka osób wspomina Piotrusia – ulubionego konia pionierów, który kursował pomiędzy ul. Malinową a centrum. Radiowym zaprzęgiem powoził Franciszek Zyngel.
W listopadzie 1945 r. pełnomocnik Dyrekcji Okręgowej (radia) na Pomorzu Zachodnim napisał do Dyrekcji Odbudowy Szczecina: „Pragnąc udostępnić obywatelom m. Szczecina bezpośrednie korzystanie z audycji Polskiego Radia, Dyrekcja Polskiego Radia na Pomorze Zachodnie przystąpiła do instalowania magnetycznych głośników radiowych w lokalach publicznych oraz mieszkaniach prywatnych na terenie m. Szczecina…”. Jak dzisiaj wiemy abonent musiał zapłacić 450 zł i głośnik przechodził na jego własność. Miesięczna opłata dla instytucji oraz wszystkich pracujących wynosiła 25 zł dla innych zaś 100 zł.
Pełnomocnik tłumaczył: „Przy głośniku magnetycznym posiadanie aparatu radiowego, którego koszt obecnie przekracza często możliwości finansowe przeciętnego obywatela, jest zbędne. Głośnik jest połączony z aparaturą odbiorczo-nadawczą rozgłośni szczecińskiej i umożliwia korzystanie ze wszystkich audycji, transmisji i innych programów odbieranych i nadawanych przez stację odbiorczo-nadawczą Polskiego Radia w Szczecinie”.
Zakończył pismo ofertą: „Mamy nadzieję, że Dyr. Odbudowy Szczecina zaciekawi się możliwością zainstalowania u siebie głośnika na tak wyjątkowo korzystnych warunkach i zwróci się o bliższe informacje w tej sprawie w godzinach urzędowych do Agencji Radiofonicznej Polskiego Radia w Szczecinie, dla ewentualnego zarejestrowania się”. Według relacji zachodniopomorskiego oddziału Polskiej Agencji Prasowej (wówczas z siedzibą w Koszalinie) pod koniec listopada 1945 r. w mieście działał radiowęzeł z ponad 50 głośnikami.
Można powiedzieć w skrócie, że radio w Szczecinie powstało w następujący sposób: Bydgoszcz wysłała specjalistów, Poznań sprzęt, ale główna aparatura pochodziła z Gdańska. Dostarczono ją dopiero 17 grudnia, a już 23 grudnia po raz pierwszy stacja „przemówiła” podczas audycji próbnej.
„Kurier Szczeciński”, o którym napiszę więcej w dalszej części tego rozdziału, kilka dni później gdy już było jasne, że udało się osiągnąć sukces szczecińskiemu radiu napisał: „ Konstruktorami są dwaj inżynierowie Franciszek Wąsiak i Kazimierz Grzesiak. Niemal całe dnie i noce spędzają przy aparaturze nadawczej. Jeżeli się który odrywa od roboty – to tylko po to, żeby skoczyć do studia i podsłuchać, jak gada ich radiostacja. Nauczyli niemowlę mówić – teraz uczą je mówić poprawnie, bez chrypki i gwizdu. Otoczeni kłębami dymu papierosowego ukradli ferie świąteczne rodzinom, poświęcając dobrze zasłużony odpoczynek dla dobra Radia i społeczeństwa”.
Dziennikarz „Kuriera” zwrócił też uwagę na „trzeciego zapaleńca” – Floriana Nowakowskiego. Przedstawia go jako wysokiego obywatela o wyglądzie boksera (którym istotnie był), byłego marynarza i porucznika 1 dywizji pancernej”. Z tym człowiekiem wiąże się ciekawa historia, o której napisano również w ówczesnej prasie. „Przydało mu się marynarstwo” – zauważył dziennikarz opisując jak Nowakowski w nocy z 22 na 23 grudnia wspinałał się po stalowych linkach masztów radiostacji, bo się zawziął, że antena musi być zawieszona na gwiazdkę. Balansując na wysokości 30 metrów narażał swoje życie. „Antenę zawiesił, nie spadł i będzie teraz prowadził wydział techniczny w Szczecinie” zaakcentowano w artykule.
Słowami Zdzisława Karczewskiego: „Obywatelu prezydencie, premierze, marszałku, ministrze Ziem Odzyskanych, dyrektorze Polskiego Radia! Melduję, że rozkaz został wykonany – Szczecin przemawia, Szczecin całemu światu dowodzi mową polską, że jest polski i polski pozostanie” zadebiutowało na antenie szczecińskie radio. Prezydent Szczecina Piotr Zaremba w swoim dzienniku tak zapamiętał tamten dzień: „jestem na nieoficjalnej audycji nadawczej rozgłośni Radio Szczecin – fala 216.8. Technicznie jest już wszystko gotowe, budowlane prace natomiast jeszcze daleko, dlatego oficjalne otwarcie nastąpi dopiero 15 stycznia. Przemawia dyrektor stacji i jak zwykle dla mnie niespodzianka: mam mówić do mikrofonu bez przygotowania, a więc nie mogę mowy odczytać, ale gładko improwizować. Przychodzi to, jakbym był przygotowany. Treść jednak, czego mówiłem, już nie pamiętam!”.
Dziennikarz „Kuriera” zapisał, że prezydent powiedział wtedy: „Czy wiecie, rodacy, co to za historyczna chwila? Siedem miesięcy po objęciu przez Polskę Szczecina, w trzy miesiące po objęciu przez Rzeczpospolitą zachodniego szczecińskiego zaplecza płynie polska mowa. Szczecin, bastion polskości, najbardziej zachodnie miasto Rzeczpospolitej, melduje, że spełnił zadanie i jest już miastem polskim żywym i czynnym. Oczekuje on rodaków z wnętrza kraju i wzywa rodaków jeszcze będących za granicą do powrotu, do wspólnej pracy przy odbudowie kraju oraz przy umacnianiu polskości Ziem Odzyskanych…”.
Uroczyste otwarcie rozgłośni nastąpiło dopiero 27 stycznia. Odłożono je, aby oficjele mogli zjechać do Szczecina i jednocześnie nie stracić pierwszych po wojnie świąt. Przybyli: minister propagandy Stefan Matuszewski, władze i radiowcy z wielu miast. Także już w styczniu powstała Orkiestra Polskiego Radia pod dyrekcją Władysława Górzyńskiego, a mieszkańcy, którym udało się zdobyć bilet, mogli przysłuchiwać się koncertom. Zaczęły odbywać się tak zwane „Podwieczorki przy mikrofonie”.
Od nieoficjalnego debiutu na antenie rozgłośnia zaczęła się dynamicznie rozwijać. Już od marca w środy i soboty nadawano nocne audycje dla Polaków z zagranicy. Ale dla szczecinian, co wielu podkreśla w pamiętnikach, najważniejsza była ta świąteczna, jeszcze półoficjalna audycja. Udana niespodzianka na pierwsze powojenne święta z przemówieniami, hymnem i wierszami. Pianista Jan Bereżyński grał utwory Chopina, Antoni Huebner akompaniował Zbigniewowi Lubasowi, który śpiewał kolędy, między innymi „Bóg się rodzi”. Kolędy płynęły z głośników w centrum miasta. Przechodnie przystawali i płakali.
Innym istotnym źródłem informacji o wydarzeniach życia codziennego w Szczecinie była prasa. 16 lutego po raz pierwszy ukazał się „Głos Nadodrzański” Spółdzielczego Wydawnictwa „Czytelnik”. Z uwagi na trudne do przezwyciężenia przeszkody natury technicznej, „Głos Nadodrzański” ukazywał się jako periodyk a zapowiedziane swego czasu przekształcenie jego na pismo codzienne wymagało pokonania wielu trudności. Wydając pierwszy numer „Kuriera Szczecińskiego” pisma już codziennego redaktorzy byli szczęśliwi, że ich udziałem stał się zaszczytny obowiązek pracy dla odradzającej się ze zniszczeń wojennych ojczyzny i jej społeczeństwa. Zakładano wówczas dwa zasadnicze kierunki działania: po pierwsze informować społeczeństwo tej ziemi – odczuwające głód gazety polskiej – o tym, co się dzieje w kraju i zagranicą, z drugiej zaś strony informować kraj o życiu i pracy osiadłych na tym terenie obywateli.
Pierwszy numer „Kuriera Szczecińskiego” oddano do rąk czytelników w sobotę 7 października 1945 r. Wydanie liczyło wówczas zaledwie cztery strony gazetowego formatu. Redakcja i administracja gazety mieściła się na Placu Hołdu Pruskiego 8 (redakcja działa tam po dzień dzisiejszy). Przez dłuższy okres czasu „Kurier” kosztował zaledwie 2 złote, wówczas więc prawie każdy mieszkaniec Szczecina spragniony wiedzy o wydarzeniach codziennych mógł sobie na niego pozwolić. Zaledwie kilkutysięczny nakład pierwszego numeru rozszedł się w ciągu paru porannych godzin, nie spodziewano się wówczas tak dużego zainteresowania nową gazetą.
Na pierwszej stronie gazety wielkimi literami napisano tytuł artykułu „Wielkie dni Szczecina”. „Po raz drugi na przestrzeni krótkiego czasu Pomorze Zachodnie przeżywa wielkie, historyczne dni. Zaledwie trzy miesiące temu obiegła Polskę wiadomość, że Szczecin został oddany polskiej administracji” – o wydarzeniach sprzed czterech miesięcy mógł się dowiedzieć każdy szczeciński czytelnik. Na łamach pierwszego numeru cytowano również doniesienia Polskiej Agencji Prasowej (Polpress) o ustalonej granicy w rejonie Świnoujście-Gryfino. To była istotna informacja dla mieszkańców Szczecina. Rozwiano ostatecznie wszelkie wątpliwości dotyczące niepewnego powojennego losu nowego polskiego miasta. Artykuły tego typu były w tamtych czasach głównym miejscem dla działań propagandowych. Prasa w istotny sposób kształtowała opinię publiczną, informując i komentując zarazem bieżące wydarzenia z kraju i ze świata. Warto jednak zauważyć, że prasa tamtego przełomowego okresu nie tylko donosiła o wydarzeniach ze świata wielkiej polityki, ale również pomagała odnaleźć się ludziom w obcym, poniemieckim, zrujnowanym doszczętnie mieście. Wydaje się, że głównie na te rzeczy zwracano wówczas uwagę, któż bowiem ze sponiewieranych sześcioletnią tułaczką po całym kraju, szczecińskich osadników byłby jeszcze zainteresowany polityką państw, które swoimi działaniami pośredni lub bezpośrednio doprowadziły do wybuchu wojny.
Oprócz przekazów propagandowych miała więc również prasa szczecińska za zadanie informować o istotnych zmianach w mieście. W pierwszym numerze gazety w dziale „Kronika Szczecina” mieszkańcy mogli przeczytać o walnym zgromadzeniu członków PPS. Po wygłoszonych przemówieniach reprezentantów rządu, wojska, miasta, członków stronnictw politycznych wybrano nowy zarząd. Czytelnicy mogli również z zapartym tchem śledzić działania władz zmierzających do wznowienia ruchu tramwajowego w mieście, który tak bardzo poprawiłby komunikację w Szczecinie. Również informacja o otwarciu księgarni „Czytelnika” przy Placu Hołdu Pruskiego wpłynęła na rozwój życia codziennego. Podobny księgarnia przez pierwsze dni była oblegana od rana do wieczora. Nic dziwnego, bowiem mieszkańcy poniemieckiego miasta spragnieni byli czytania deficytowych w tamtych czasach książek w języku polskim. Ważną rolę w „Kurierze Szczecińskim” odegrało poświęcenie całej strony na drobne ogłoszenia. Znalazły tutaj miejsce nie tylko informacje o otwarciu nowych sklepów, zakładów specjalistycznych, przedsiębiorstw czy lokali gastronomicznych, ale również informacje dla osób szukających pracy, dawnych znajomych czy adresów poszukiwanych obiektów.
Jak wielki wpływ na kształtujące się w Szczecinie życie codzienne i jak wielką rolę odegrała w tym procesie szczecińska prasa mogą świadczyć tylko liczby. Nakład „Kuriera Szczecińskiego” dynamicznie rósł od pierwszego numeru, znacznie zwiększała się również objętość gazety. W tym roku mija 60 rocznica istnienia gazety, do której powstania niewątpliwie przyczynili się sami mieszkańcy portowego miasta.