Opublikowane przez Finkenwaldczyk w Historia.

Aby lepiej zrozumieć szczecińskie problemy, z którymi miały do czynienia polskie władze miasta oraz niewątpliwie przybywający osadnicy, postaram się najpierw opisać wydarzenia, które zakończyły okres niemieckiego panowania nad Szczecinem. Tematem będzie skomplikowany proces: geneza i przebieg opuszczenia przez Niemców Szczecina oraz wpływ jaki miały te decyzje na późniejsze losy miasta. Warto podkreślić w tym miejscu, że sprawy te były przez lata mało znane co doprowadziło do utrwalenia się wielu niejasności. W miarę działania dowiedzieliśmy się o ich przebiegu z odnalezionych dokumentów, gazet i różnych szczątkowych informacji oraz z najbardziej wiarygodnych źródeł, bezpośrednich relacji świadków tamtych wydarzeń.

Obfitym w przełomowe wydarzenia w Szczecinie był rok 1944. Pod koniec roku zaczęto stopniowe ewakuowanie załóg zbombardowanych fabryk na teren Meklemburgii i dalej na Zachód. Ze Szczecina przeniosły się niektóre urzędy i instytucje do Goleniowa, Łobza i Nowogardu z powodu utraty pomieszczeń w mieście. Natomiast do Szczecina przeniosły się niektóre agendy administracji państwowej z Poznania i Piły. Gdy po południu 20 lipca w siedzibie okręgowego zarządu NSDAP w Szczecinie odbywało się uroczyste przyjęcie z okazji 10-lecia rządów gauleitera Schwede-Coburga, radio podało wiadomość o nieudanym zamachu na Hitlera. Wśród zebranych zapanowała konsternacja i poruszenie, lecz w mieście panował spokój. Można było uznać, że poparcie dla polityki Hitlera znacząco spadało, ale wszelkie wystąpienia traktowano jako zdradę, ponadto groziły za to duże konsekwencje.
Nowym wydarzeniem była ogłoszona na początku sierpnia odezwa centralnych władz partyjnych, wzywająca ludność od 14 lat do czynnego udziału w budowie umocnień i rowów przeciwczołgowych. W Szczecinie przystąpiono natychmiast do ich organizowania (powstanie tzw. Einsatzgruppen), które od 10 sierpnia zaczęły wyjeżdżać pociągami w kierunku wschodnim do budowy umocnień Wału Pomorskiego. Część wracała do Szczecina tylko na sobotę i niedzielę. Miasto zaczęło się wyludniać, zamykano zbombardowane zakłady i szkoły, władze przygotowywały się od grudnia 1944 r. do pełnej ewakuacji. W mieście pozostawali tylko pracownicy niezbędni do funkcjonowania i obrony miasta. Do kopania rowów strzeleckich zaangażowano również w ramach zajęć szkolnych młodzież i dzieci. Od stycznia 1945 r. można było zauważyć znaczne pogorszenie nastrojów społecznych.
Aby podkreślić jaki wpływ miały wszystkie powyższe wydarzenia na życie codzienne mieszkańców przywołam w tym akapicie fragmenty znalezionego po latach na terenie ogródków działkowych na szczecińskiej Łasztowni pamiętnika. Skrzętnie zapiski gromadził dezerter Kurt, o którym wiemy, że ukończył szkołę średnią i pochodził z biednej robotniczej rodziny. 17 sierpnia 1944 w dniu swojego ślubu zdecydował się na porzucenie munduru: Czas szybko mijał. Około 23 zawyły syreny. Ogłaszano kolejny nalot lotniczy (…) Jak długo trwał, trudno ustalić. I wtedy ojciec wpadł na niepozbawiony szans powodzenia pomysł. – Teraz albo nigdy, od tej pory nie żyjesz synu – powiedział. Dopóki trwa ta makabryczna noc, oblekę jakiegoś zmasakrowanego nieszczęśnika w twój mundur, zaopatrzę go w twój Soldbuch (książeczka wojskowa). Musisz przebrać się za kobietę i idź przez Hansabrucke (dziś Most Długi) na działkę wuja Eda i czekaj na nas (…). Ostatnie zdania w tajemniczym pamiętniku zapisane ręką dezertera brzmiały: 26 kwietnia (1945 r.) na działkach się zaroiło. Zauważyłem dużo postaci ubranych w szarozielone bluzy. Myszkowali tu i tam, nawet kolbami rozbili drzwi w kilku bogatszych altankach (…). Nazajutrz po ogoleniu wielodniowego zarostu usmarowałem twarz błotem. W ubraniach mamy, w podartej chuście na głowie ruszyłem w stronę zniszczonego miasta. Na brudną, chudą i ledwie trzymającą się na nogach kobietę nikt nie zwróci uwagi…
Życie w mieście pod koniec 1944 r. stawało się coraz trudniejsze. Ograniczano dostawy prądu i gazu, wprowadzono nowe karty żywnościowe. Pierwsze oznaki poważnego zaniepokojenia trudną sytuacją przejawiły się w Szczecinie 15 stycznia 1945 r., gdy po wielomiesięcznym lekceważeniu frontu wschodniego miejscowy dziennik Pommersche Zeitung umieścił na całej pierwszej stronie wielki nagłówek Zimowa ofensywa od wschodu. Z trzydniowym opóźnieniem dowiedzieli się mieszkańcy miasta, że rozpętało się piekło na wschodnim froncie. Wydanie Pommersche Zeitung z 17 stycznia głosił o wprowadzeniu sądów doraźnych na Pomorzu (Standgerichte), który stał się obszarem przyfrontowym. W kilka dni później zaczęły przybywać do Szczecina pociągi z przymusowo ewakuowaną ludnością Prus Wschodnich. Po 20 stycznia zaczęły przybywać transporty ludności niemieckiej z Gdańska i Lęborka. Od 30 stycznia zaczęły przeciągać przez Szczecin olbrzymie konwoje drogowe złożone z wozów i różnego rodzaju furmanek. Ewakuowaną przymusowo przez władze miejską i wiejską niemiecką ludność przepychano na siłę przez ciasne szczecińskie przeprawy mostowe i zmuszano ją do dalszego cofania się w głąb Niemiec. Ze względów bezpieczeństwa organizował całkowity zakaz zatrzymywania się w miastach. Wiadomość o osiągnięciu przez wojska radzieckie Odry na wysokości Kostrzyna podana przez niemiecki komunikat wojenny w dniu 1 lutego zwiększyła napór cywilnych uciekinierów nie tylko z obszarów nadwiślańskich, ale z całego Pomorza Zachodniego.

Bardzo ważne decyzje podjęto 22 stycznia 1945 r. Skasowano wówczas kursy pociągów dalekobieżnych przechodzących przez Szczecin. Warto wspomnieć, że pociągi z uciekinierami ze wschodu przetrzymywano na podmiejskich szczecińskich stacjach po kilka dni, a patrole SS pilnowały, aby ewakuowani Niemcy nie kontaktowali się z miejscową ludnością. Chodziło o to aby nie rozprzestrzeniać wiadomości wśród mieszkańców Szczecina o wielkim odwrocie niemieckim ze wschodu i postępującej inwazji armii radzieckiej. Władze najbardziej obawiały się wybuchu w mieście zamieszek, które mogłyby tylko negatywnie wpłynąć na zachwiane już zresztą nastroje społeczne.

23 stycznia silnie ograniczono ruch pocztowy, pozwalając wysyłać ze Szczecina listy tylko do obszarów podmiejskich. Elektrownia ograniczyła dostawę prądu do trzech razy na dzień po 2-3 godziny, skasowano również niektóre linie tramwajowe.
Gauleiter Pomorza Zachodniego Franz Schwede-Coburg, w odezwie datowanej na 1 lutego zapowiedział nadejście dla Niemców ciężkich czasów i wzywał ludność do walki o Pomorze. Nazajutrz dwa kolejne naloty alianckie zniszczyły doszczętnie fabrykę benzyny syntetycznej, położoną w skrajnie północnej części szczecińskiej aglomeracji. Zginęło wówczas wielu polskich robotników pracujących przymusowo w tych zakładach.

Od 4 lutego zaczęto likwidować poszczególne przedsiębiorstwa i firmy prywatne w Szczecinie oraz zaczęto regularny wywóz zdemontowanych maszyn i urządzeń na zachód. Osoby cywilne nie zatrudnione w ważnych przedsiębiorstwach otrzymywały indywidualnie polecenia opuszczenia z rodzinami miasta bez zapewnienia dla nich pomocy w głębi Rzeszy. Mogli oni zabrać ze sobą jedynie minimalny bagaż najpotrzebniejszych rzeczy. Pozostawione na pastwę losu mienie miało być im rzekomo dosłane później. Jak się później w praktyce okazało nie wiadomo było dokąd je wysłać, przed wyjazdem nie sporządzono bowiem spisu inwentarzowego.
W dniu 9 lutego został stracony w tajemnicy przed opinią publiczną antyfaszysta Walter Empacher i jego grupa. Do końca lutego działał w mieście, a następnie w Pasewalku, sąd specjalny (Sondergerichte), który 17 marca wydał wysokie wyroki więzienia dla wysokich urzędników poczty za okradanie paczek.
W mieście zaczął szerzyć się psychiczny terror. Jako ostrzeżenie drukowano listy nazwisk żołnierzy, których skazano na powieszenie za dezercję i rzekomą zdradę. Ważna w tym wypadku była działalność manipulowanej prasy, która ostrzegała ludność, aby nie pomagała dezerterom, lecz meldowała ich natychmiast do władz wojskowych.
16 lutego powołano pod broń drugie, trzecie i czwarte pospolite ruszenie jak również zmobilizowano niepracujące kobiety do kopania rowów przeciwczołgowych oraz umocnień polowych na przedmieściach miasta. Wiadomości o szybko posuwającej się radzieckiej ofensywie w kierunku na stosunkowo pobliskie Choszczno i Pyrzyce tylko przyspieszyły budowę umocnień i barykad wokół śródmieścia Szczecina wzdłuż obwodowej lini kolejowej oraz na wschodniej prawobrzeżnej części miasta. Władze niemieckie łudziły się, że cały Szczecin uznany za fortecę, będzie mógł za przykładem oblężonego Wrocławia powstrzymać radzieckie natarcie na północne Niemcy.

Ogólne zarządzenie o wysiedleniu ludności niemieckiej zarówno z lewobrzeżnego, jak i z prawobrzeżnego Szczecina na wschód od Odry zostało rozesłane do władz terenowych w dniu 18 lutego 1945 r. Z instrukcji podpisanej Oberbereichsleiter Hube wynikało, że Szczecin musi opuścić około 200 tysięcy Niemców koleją oraz transportem rzeczno-morskim na wyspę Rugię i do powiatów nadmorskich. Pierwsze transporty wyruszyły ze Szczecina 21 lutego barkami i statkami do Ückermünde, a stąd koleją do miejsc przeznaczenia. Instrukcja ewakuacyjna nr 318 przewidywała na razie ewakuowanie tą drogą ze Szczecina 2500-3000 osób dzienne.

W miarę zbliżania się wojsk radzieckich do granic Szczecina liczba ewakuowanych uległa zwiększeniu; do końca lutego przerzucono całą ludność niemiecką ze Stargardu i prawobrzeżnych części Szczecina na zachód od Odry. Z końcem lutego 1945 r. i w pierwszych dniach marca przyspieszono ewakuację urzędów biur i przedsiębiorstw, kierowanych do Rostocku i Wismaru. Dzięki zachowanym dokumentom wiemy, że punkt załadunkowy dla personelu utworzono na stacji Szczecin Żelechowo, podczas gdy równolegle załadunek mienia odbywał się na dworcach Niebuszewo i Grabowo. Problem polskich i cudzoziemskich robotników przymusowych rozwiązano decydując się na wygnanie ich na piechotę z miasta, narzucając normę dzienną 30 km.
Dramatycznej sytuacji w mieście towarzyszyły coraz to nowsze i częstsze zarządzenia regulujące życie codzienne. Oto Pommersche Zeitung wezwała 20 marca mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat, przebywających w Szczecinie bez stałego zameldowania do natychmiastowego zgłoszenia się w siedzibach władz miasta. Nie stosującym się do treści tego zarządzenia groził sąd wojenny. Równie groźne były plakaty naczelnego dowódcy wojsk nad Odrą, informujące, że każdy żołnierz spotkany po 25 marca bez przydziału do jednostki będzie skazany przez sąd doraźny na rozstrzelanie.
Od marca miasto robiło wrażenie opustoszałego, nie jeździły już tramwaje, a zniszczone ulice nie były oświetlone. Z Dworca Głównego nie odchodziły już żadne pociągi. Z powodu zniszczenia magistrali telefonicznej utrudniona została łączność w mieście między władzami politycznymi, a zarządem miasta, który przeniósł się do oddalonego osiedla Głębokie. Z otoczonego od południowej strony Szczecina pozostawała już tylko droga ewakuacyjna w kierunku północno-zachodnim przez Jasienicę do Anklam. Czynny był jeszcze dworzec Turzyn, skąd 20 marca odjechał ostatni pociąg ewakuacyjny, wywożący zbiór obrazów muzealnych oraz nieoficjalnie kilku wysokich urzędników partyjnych.

Również 20 marca 1945 r. zakończył się pierwszy, najważniejszy etap walk o Szczecin. 47 i 61 Armie Radzieckie przy pomocy 2 Armii Pancernej zdobyły wschodnią dzielnicę Szczecina Dąbie oraz bardziej na południe położone miasto Gryfino. Pozwoliło to umocnić drogę do centrum Szczecina, bronioną przez wycofujących się żołnierzy niemieckich. Dzień wcześniej Niemcy wysadzili 2 drogowe i 3 kolejowe mosty odrzańskie, utrzymując jednak nadal w swym posiadaniu cały port i międzyodrzańskie wyspy.

Ustabilizowanie się lini frontu na Odrze na okres 4 tygodni (do 16 kwietnia) pozwoliło władzom niemieckim w Szczecinie kontynuować rozpoczętą w pośpiechu akcję ewakuacyjną miasta. Nie chodziło im o cele humanitarne – ogołocenie miasta było Niemcom potrzebne do zmiany Szczecina na twierdzę, mającą bronić skrajnie północnej flanki Rzeszy. W swym ostatnim artykule, opublikowanym 14 marca 1945 r. w Pommersche Zeitung, Roland Buschmann, redaktor naczelny, już niczego nie ukrywał pisząc: Szczecin nie jest miastem, które w zależności od sytuacji można przeboleć, ale ten port pomorski jest teraz dla Rzeszy częścią odrzańskiej i łużyckiej lini frontowej.

W mieście pojawiły się ogłoszenia, że Odra stała się główną linią obrony i że ktokolwiek opuści swój posterunek zostanie na miejscu rozstrzelany. Również 16 marca wezwano pozostałą jeszcze w mieście ludność do zwrotu posiadanych kartek żywnościowych, dając w zamian prawo do wyżywienia w 10 zmilitaryzowanych kuchniach publicznych. Ostatni numer Pommersche Zeitung ukazał się 18 marca z nagłówkiem Bitwa w Puszczy Bukowej, a więc już w obrębie prawobrzeżnej części miasta.
22 marca ogłoszono miasto twierdzą i miastem frontowym. Komendantem wojennym został mianowany generał Werner Hühner, którego odwołano 16 kwietnia. Jego następca, generał Ferdynand Brühl był w Szczecinie tylko dziewięć dni, wycofując się z twierdzy w zasadzie bez boju, choć jak wiemy na podstawie odnalezionych dokumentów zgromadzono do jej obrony znaczne siły w ilości dziewięciu dywizji. Dzisiaj oceniając poszczególne decyzje wiemy, że mimo liczebności ich wartość bojowa nie mogła być zbyt wielka.
W drugiej połowie marca wyrzucono z miasta niedobitki pozostałej tu jeszcze ludności cywilnej, wierzącej w ostateczne zwycięstwo nad Armią Czerwoną. Pozostawiono niezbyt liczną grupę robotników przymusowych, których użyto do niszczenia miasta. Po wysadzeniu w powietrze 18 marca dwóch drogowych i trzech kolejowych mostów na Odrze zachodniej (Regalicy), 6 kwietnia wysadzone zostały dalsze trzy mosty drogowe i dwa kolejowe w obrębie portu i wysp odrzańskich. Ostatnie połączenia między brzegami Niemcy wysadzili tuż przed utratą miasta, w dniach 20-24 kwietnia 1945 r.
W mieście celowo burzono strategiczne obiekty, wszystkie mosty i wiadukty zostały wysadzone, aby choć trochę opóźnić dostanie się na lewy brzeg Odry armii radzieckiej. Pierwszy powojenny prezydent Szczecina Piotr Zaremba we wspomnieniach opisuje powyższe działania: Obok zwalonych mostów i wiaduktów zastaliśmy w mieście mnóstwo rowów przeciwczołgowych, budynków specjalnie po to zburzonych, aby zatarasować skrzyżowania ulic, wielopiętrowych barykad, zasieków z powsadzanymi na ukos szynami.
Od 15 kwietnia zaczęto gromadzić w wyznaczonych miejscach broń, materiały palne i wybuchowe oraz znaczne zapasy żywności dla specjalnie przeszkolonych, ubranych w cywilne ubrania grup niszczycielskich (Vernichtungskommando), których jedynym celem było niszczenie i podpalanie miasta w razie jego zdobycia przez wojsko radzieckie. Ukrywająca się w Szczecinie grupa antyfaszystów zwróciła się 18 kwietnia do komendanta twierdzy, aby poddał miasto i ocalił je przed zniszczeniem. Tymczasem 25 kwietnia miasto było wstrząsane licznymi detonacjami wysadzanych dźwigów portowych i innych urządzeń o znaczeniu strategicznym.
Tylko nielicznym Niemcom, jak również pojedynczym szczecińskim Polakom udało się uchronić przed przymusowym opuszczeniem miasta. Jeden z Niemców tak opisuje perypetie grupy byłych niemieckich komunistów, którym udało się uciec z obozów pracy: Chodziło nam o znalezienie jakiegoś mieszkania. Dniem i nocą przetaczały się przez miasto kolumny ciężarówek przewożących ogromne ilości różnego sprzętu. Głośniki wzywały jeszcze pozostałych do opuszczenia miasta. Żandarmeria polowa wzmocniona oddziałami SA przeszukiwała ruiny w poszukiwaniu zarówno zbiegłych zdrajców jak i chowających się cywilów
Podobnie opisują ostatnie dni niemieckiej władzy nad Szczecinem Polacy, którym udało się przetrwać w ukryciu aż do przybycia wojsk radzieckich. Ucieczka władz niemieckich wraz z resztą pracowników nastąpiła 24 kwietnia. Uprzednio przygotowanym szlakiem ewakuacyjnym przez Las Arkoński i Puszczę Wkrzańską do Ückermünde. W dniu 24 i 25 kwietnia opuścili Szczecin ostatni niemieccy dygnitarze: gauleiter Pomorza Zachodniego Schwede-Coburg, jego zastępca Paul Simon, wiceprezydent policji i szef gestapo dr Buechl, kierownik szczecińskiego Arbeitsamtu inż. Grosse oraz kreisleiter NSDAP na Szczecin Hans Kieckhofer. 24 kwietnia Szczecin opuścili również prezydent regencji Edler von der Planitz oraz nadburmistrz Szczecina Wilhelm Faber.
26 kwietnia nie było już w Szczecinie żadnych władz niemieckich – ponadto byłoby nie do pomyślenia, aby czołowy działacz hitlerowski wychodził z białą flagą na peryferie miasta, zamiast z niego uciec. Dlatego też należy rozwiać mit, że burmistrz Szczecina poddał miasto. Faktycznie zjawiła się w momencie przejmowania miasta przez armię radziecką delegacja z białą flagą poddająca miasto. Uściślając był to dawny burmistrz gminy Möhringen (Mierzyn), nie mający żadnego związku z nadburmistrzem Wilhelmem Faberem. Również z białą flagą zjawiła się delegacja mieszkańców u dowódcy radzieckiego, prosząc aby nie niszczył miasta. Po kilku godzinach miasto było już całkowicie obsadzone przez Armię Czerwoną…