Opublikowane przez Darkman1948 w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Ten tekst powstał za namową Finkiego. Byłem niedawno u dziadków na parę dni i wypytałem o ich pierwsze lata po przyjeździe do Szczecina. Wiem, że nie jest to najlepiej napisane ale starałem się jak mogłem. Zapraszam do lektury.

Moja babcia przyjechala do Szczecina w 1945 roku. Miala wówczas 6 lat więc niewiele pamięta. Wcześniej mieszkała z rodziną w małej wiosce między Warszawą a Białymstokiem. Pierwszy w Szczecinie był jej najstarszy brat. Po jakimś czasie napisał list do rodziny, w którym zachęcił ich do przyjazdu do Szczecina. Argumentował to sznsą na dostanie mieszkania i pracy. Oczywiście rodzina posłuchała i w niedługim czasie wszyscy zjawili sie w naszym mieście. Babcia wspominała, że gdy pociąg przejeżdżał przez drewniany most na Regalicy zwalniał do kilku kilometrów na godzinę, ponieważ mostem tym bujało na wszystkie strony. Po przyjeździe tutaj dostali mieszkanie na ulicy E. Plater pod numerem 6a. Była to oficyna, w której ocalały trzy z czterech ścian. W zawalonej części można było znaleźć maszyny z fabryki cukierkow, która się tam znajdowała. Później te maszyny zostały rozkradzione. Babcia chodziła do szkoły podstawowej mieszczącej się 4 budynki dalej. Budynek ten nadal stoi i teraz mieści się tam chyba kuratorium. Boisko powstało po odgruzowaniu terenu wokół szkoły. W miejscu boiska stoją obecnie nowe bloki. Bardzo dużo babcia mówiła o gruzach. Nosiła śniadanie dla ojca pracującego w stoczni. Mówiła, że idąc m. in. ulicami : Plater, Łady i Firlika szło się po jednym wielkim gruzowisku i tylko gdzie niegdzie ocalały pojedyncze kamienice. Ciekawostką może byc fakt, że w działającej niedaleko piekarni pewnego razu z komina zaczęły zamiast dymu lecieć niemieckie marki. Widocznie ktoś je tam ukrył ale nie dość dokładnie zabezpieczył. Ostatnie wspomnienie babci dotyczy cmentarza niemieckiego przy kościele Św. St. Kostki. po wojnie pojawili się tam szbrownicy. Tłumacząc się likwidacją niemieckich grobów rozkopywali je i szukali cennych rzeczy. Obecnie w miejscu cmentarza znajduje się park.
Dziadek natomiast przyjechał do Szczecina z rodzicami w 1946 roku. Miał wtedy 13 lat. Mieszkał na ulicy Jabłonkowskiej (obecna Starkiewicza) pod numerem 8. Dwie bramy dalej-pod 10 znajdował się pierwszy polski komisariat. Naprzeciwko mieszkania dziadka była mała gazownia, wykorzystywana na potrzeby kolei. Dzisiaj już nie istnieje. Dziadek opowiadał, że nie było w Szczecinie wody pitnej, ponieważ została ona zatruta i ludzie bali się jej pić. Na Pomorzanach było źródło przy przejeździe kolejowym(dziś nie istniejącym), gdzie woda nadawała się do picia. Jednak najciekawszego dowiedziałem się od babci. Wygadała, że dziadek w młodości chodził po podziemiach w Szczecinie. Oczywiście musiałem go o to pomęczyć. Dowiedziałem się, że te podziemia to były w dużej części połączone piwnice pod budynkami. Chodził tam najczęściej w czasie wagarów 🙂 Kilka lokalizacji (dziś juz raczej zamurowanych lub zawalonych) udało mi sie od dziadka wydobyć. I tak bunkrem z dworca na Pomorzanach można było dojść do wszystkich podwórek w okolicy. Dworzec ten był podobno głównym dworcem Szczecina. Oczywiście podziemia szpitala to kolejne miejsce jego wędrówek. W miejscu dzisiejszej porodówki był radziecki sztab dowodzenia. Pod biblioteką na ul. Szpitalnej rownież znajdowało się wejście do podziemi. Często było tak, że dziadek uciakał schronami przed milicją 😉 i to były jego najkrótsze „spacery” a najdłuższe trwały 3-4 godziny.
Dziadek z babcią opowiadali również, że po zmroku mało kto wychodził na dwór z obawy przez śmiercią. Były takie sytuacje, że rankiem na ulicach znajdowano ciała ludzi, ktorzy znaleźli się nie tam gdzie trzeba. Sklepów było w mieście niewiele i były czynne do godziny 12-13. Największy rynek był wowczas na końcu ulicy Śląskieji tam handlował praktycznie cały Szczecin.
To duża większość „zeznań” moich dziadków. Pominąłem naprawde bardzo mało istotne fragmenty.Jeśli ktoś ma pytania, niech pisze a postaram się dowiedzieć więcej.

Darkman1948