Opublikowane przez Krasiu w Miejsca.

Aleja Piastów – szeroka i zielona. Tutaj mieszczą się jedne z najbardziej reprezentacyjnych budynków powstałych jeszcze w początkach ubiegłego stulecia. Kiedyś przez jej środek maszerowały parady wojskowe. Dziś dla szczecinian to jedna z najważniejszych arterii komunikacyjnych.

Dawna nazwa ulicy Barnimstrasse nawiązywała do rodu Gryfitów, dynastii panującej na Pomorzu, a konkretnie dwunastu władców noszących imię Barnim. Uczczono w ten sposób Barnima I Dobrego, za którego panowania Szczecin otrzymał prawa miejskie, ale za którego też rządów rozpoczął się napływ ludności niemieckiej do księstwa.
Sama zaś ulica powstała w 1874 roku. Jej przebieg , a przede wszystkim szerokość ulicy z ogródkami, wysadzaną alejami drzewami aleję środkową wytyczono na podstawie planu z 1882. Przyjęto szerokość 40 metrów, dodatkowe 8 metrów zarezerwowano na ogródki. Sadzenie drzew zakończyło się dopiero w 1905 roku. Wcześniej zakończyły się prace przy kanalizacji oraz brukowaniu . Jednak pierwsze kamienice zaczęły powstawać już w końcu dziewiętnastego wieku, jednak większość zabudowy powstała w początkach XX wieku.
Szkoła w alei
Pod koniec XIX wieku rozpoczyna się dynamiczny rozwój szkolnictwa w cesarskich Niemczech. Proces nie omija też Szczecina. W kwartale ulic wyznaczonym przez aleję Piastów, Bolesława Śmiałego oraz Jagiellońską i Ściegiennego, powstają reprezentacyjne gmachy szkolne, stojące do dziś. Dziś przy Alei Piastów 6 – 7 mieści się Szkoła Podstawowa nr 1 oraz Gimnazjum nr 4.
Gdy obiekt powstawał był przeznaczony dla szkoły średniego stopnia dla chłopców im. E. M. Arndta. Jego imieniem nazwano również szkołę żeńską średniego stopnia (Arndt – Maedchen Mittelschule, która poprzednio miała swoją siedzibę przy ul. Kaszubskiej). Pestalozzi objął patronat nad podstawową szkołą koedukacyjną. Wszystkie placówki ulokowano we wspomnianym kwartale ulic. Władze szkolne wystąpiły o pozwolenia na budowę kompleksu w 1897 roku. Po dwóch latach wydano zgodę. Jego projektowaniem zajął się radca budowlany Wilhelm Meyer, przy realizacji czuwał radca Berg.
Najpierw powstał budynek główny, a potem sala gimnastyczna (w 1900 roku). Prawdopodobnie też wtedy doszło do rozpoczęcia budowy szkoły żeńskiej, która funkcjonowała już w 1901 roku. Kolejne zmiany zaszły w początkach lat trzydziestych ubiegłego wieku, gdy do sali gimnastycznej dobudowano trójkondygnacyjny budynek,. Był potrzebny bowiem w kompleksie znalazła swoją (1930 – 31) siedzibę Akademia Pedagogiczna. Druga wojna światowa była łaskawa dla budynków, przetrwały ją bez zniszczeń.
Ze szkołą przy alei Piastów wiąże się historia organizowania polskiego szkolnictwa w Szczecinie. Już 2 września 1945 roku w dawnej szkole żeńskiej umieszczono szkołę podstawową, obecnie noszącą numer 1. Budynek „jedynki” to typowy neogotyk. Gmach zbudowano na kamiennym cokole z czerwonej cegły. Gmach składający się z trzech części wzniesionych w kształcie litery „L”. Korpus główny zwrócony jest fasadą w kierunku alei. Interesującym elementem od strony alei Piastów są neoromańskie kolumienki na wysokości drugiej i trzeciej kondygnacji. Kubatura „jedynki” to 17600 metrów sześciennych i powierzchni 1334 metrów kwadratowych. Sala gimnastyczna odpowiednio 2800 metrów sześciennych i 720 metrów kwadratowych.
Wspaniały budynek
Ale przy alei Piastów mamy także pamiątkę po innym wielkim architekcie związanym ze Szczecine. Mowa o I Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Skłodowskiej – Curie. Szkoła mieści się w jednym z najładniejszych budynków powstałych w dawnym Szczecinie. Budynek przyciąga wizualnie z uwagi na ciekawą elewację. Sama bryła nawiązuje do form późnoromańskich. Budynek projektował sam Wilhelm Friedrich Adolf Meyer – Schwartau, absolwent berlińskiej Kunstakademie. To on zaprojektował najsłynniejsze budowle reprezentacyjne miasta, m.in. muzeum przy Wałach Chrobrego, Urząd Celny i obecny rektorat Pomorskiej Akademii Medycznej.
Gmach „ogólniaka” powstał w latach 1900 – 1903. Na potrzeby jego budowy sprowadzono fragmenty piaskowca śląskiego i sztucznego, które podano obróbce. Po zakończeniu prac znalazło tutaj siedzibę Stadtgymnasium, szkoła której tradycje sięgają jeszcze średniowiecza. Placówka została przeniesiona z ulicy Mnisiej. Była uważana za elitarną szkołę, kształcąca przyszłych urzędników. Według kronik szkolnych w latach trzydziestych ubiegłego roku rocznie opuszczało szkołę osiemdziesięciu absolwentów.
Także w tym przypadku z budynkiem są związane polskie losy. Tuż po wojnie w pruskich murach powstała pierwsza szkoła średnia w polskim Szczecinie. Gimnazjum i koedukacyjne Liceum Ogólnokształcące organizowała Janina Szczerska – nauczycielka, która osiadła w Szczecinie po powrocie z niewoli niemieckiej.
Kiedyś rzemieślnicy, teraz żacy
Jednak na alei można spotkać wszystkie typy szkół. Także wyższe. Przy Alei Piastów 17 wznosi się dawny dom dyrektora szkoły budowlanej, a dziś rektorat Politechniki Szczecińskiej. Należy do zespołu reprezentacyjnych i monumentalnych obiektów szkolnych wzniesionych na przełomie XIX i XX wieku. w kwartale ulic Pułaskiego, Sikorskiego, Bema i alei Piastów. Należą do niego Królewska Szkoła Budowy Maszyn (dziś Wydział Elektryczny) Szkoła Rzemiosł Budowlanych (ob. Wydział Inżynierii i Technologii Chemicznej) oraz powstały w 1939 roku budynek urzędu finansowego (Wydział Budowy Maszyn).
Zabudowa tego kwartału pochodzi z lat osiemdziesiątych XIX wieku. Rozwój rozpoczął się po likwidacji twierdzy w 1873 roku. Sama willa powstała według projektu sygnowanego pod nazwiskiem Gagnitz lub Gaznitz. Budynek mieszkalny został dobudowany do pd. – wsch. elewacji szkoły rzemiosł budowlanych przy dzisiejszej ul. Pułaskiego 10. Ukończony ok. 1903 roku. Dziś to przepiękny przykład zachowania dawnej elewacji w niezmienionym stanie. Na szczęście wojna nic mu nie zaszkodziła. Z najbardziej charakterystycznych elementów warto wymienić loggię na parterze z półokrągłymi łukami oraz przedogródek.
Niemniej interesujące jest wnętrze, gdzie znajdują się reprezentacyjne pokoje, o zachowanym bogatym zdobieniu stropów. Można tu podziwiać sztukaterię i profilowane belki, najbardziej interesująca jest drewniana klatka schodowa, wraz ze stolarką okien wewnętrznych. Kolorystyka obiektu utrzymana jest w tonie ciepłych odcieni żółci i beży. W latach siedemdziesiątych ubiegłego roku powstała plomba przylegająca do południowej elewacji, która łączy rektorat z przedszkolem.
Do dawnej willi przylega również gmach Wydziału Inżynierii i Technologii Chemicznej Politechniki Szczecińskiej. Około 1900 roku znalazła tu swoją siedzibę Szkoła Rzemiosł Różnych. Placówka była przeznaczona dla absolwentów szkół podstawowych, dla których nabór odbywał się po ukończeniu 16 roku życia. Na kursach dziennych kształciło się około 160 uczniów, ale jednocześnie odbywały się kursy wieczorowe.
W Szczecinie panował wówczas olbrzymi popyt na rzemieślników budowlanych. Ożywienie w budownictwie było związane ze zwycięstwem Niemiec w wojnie z Francją. Olbrzymia kontrybucja pozwoliła na gospodarcze ożywienie w Rzeszy. Obiekt wzniesiono z pełnej cegły ceramicznej i licowej oraz z kamienia. Posiada trzy klatki schodowe. W ryzalitach bocznych wykonane z kamienia stylizowane tarcze herbowe, zawierające symbole cechu rzemiosł budowlanych i architektonicznych: ekierki, cyrkle, kielnie, pędzle, palety malarskie wraz z sylwetką szczecińskiego gryfa.
W czasie działań wojennych zniszczono dach wysoki czterospadowy namiotowy dach nad częścią środkową budynku. Dawniej budynek otaczało ogrodzenie, podobnie jak to, które znajduje się przy Wydziale Elektrycznym przy ulicy Sikorskiego.
Kapitan kapitanów
W obecnym Wydziale Mechanicznym (al. Piastów 19) w latach 1947 – 1953 mieściła się Państwowa Szkoła Morska, a ściślej jej wydział nawigacyjny z Gdyni, który kształcił przyszłych nawigatorów dla floty handlowej i rybackiej. Dwa lata przed zamknięciem szkoły przekształcono ją w pięcioletnie Technikum Nawigacyjne. Dyrektorem placówki był kapitan żeglugi wielkiej Konstanty Maciejewicz – Matyjewicz. Słynny wychowawca wielu pokoleń marynarzy, nazywany z tej racji „kapitanem kapitanów”.
Wojskowy szpital
Pomiędzy 1892 a 1894 rokiem na obszarze pięciu hektarów powstał kompleks szpitalny pomiędzy aleją Piastów, a ulicami: Narutowicza, Głowackiego i Sowinskiego. Pełnił on rolę lazaretu wojskowego. Po 1945 przez pięć lat stacjonowały w tym miejscu wojska radzieckie. Po nich budynki przejęli żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz pułk pontonowy. Dziś w szpitalnych budynkach znalazła swoją siedzibę część wydziałów Uniwersytetu Szczecińskiego.
Marek Jaszczyński „Głos Szczeciński”
Ciekawostka
Secesja w architekturze
Przy Alei Piastów 13 wznosi się budynek z około 1900 roku o cechach secesyjnych. Autorem jego projektu był prawdopodobnie architekt Friedrich Liebergesell, który działał w Szczecinie w latach 1900 – 1945. Uważany za najlepszego twórcę architektury secesyjnej. Jego autorstwa jest kamienica mieszczańska przy ul. Św. Wojciecha 1, będąca najwspanialszym przykładem nowego nurtu w budownictwie. W przypadku kamienicy przy al. Piastów wiadomo, że właścicielem w latach 1890 – 1910 był E. Grauert. Możliwe też, że budynek przeszedł we władanie rodziny Springerów, którzy w sąsiadującej od południa kamienicy urządzili szkołę. Springerowie wykupili ostatnią kondygnację opisywanego domu na mieszkanie dla nauczycielki.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Rozmowa z profesorem Mieczysławem Wysieckim, rektorem Politechniki Szczecińskiej.
– Politechnika mieści się w wielu historycznych budynkach. Najbardziej interesujące budowle mieszczą się przy alei Piastów. Jak wygląda ich obecny stan?
– Sporo się zmieniło od kiedy w styczniu 1947 roku powstała szkoła inżynierska. Jednak najbardziej reprezentacyjny to dawna willa dyrektora szkoły rzemiosł, choć dziś trochę szpeci ją łącznik dochodzący do przedszkola. We wnętrzu nic się nie zmieniło, zachowaliśmy zabytkowe wyposażenie. Na pewno zmienił się też budynek „starej chemii”, który na przestrzeni lat został dostosowany do funkcji dydaktycznej. Powstały laboratoria chemiczne.
– Bogata historia budynków powoduje, że na pewno związane są z nimi pewne ciekawostki…
– Na dziedzińcu kompleksu przy alei Piastów znajduje się dawna odlewnia metali. Nie widać jej co prawda z ulicy, ale to wyjątkowy obiekt, który zachował klimat dawnego Szczecina. Mało tego – działa do dziś z powodzeniem. Z usług odlewni korzystają szczecińscy artyści plastycy. Warto też wspomnieć o pewnym szczególe, który wpłynął na wygląd wydziału chemicznego. W wyniku działań wojennych ucierpiał dach wydziału, a po wojnie nie odbudowano go już z takim pietyzmem. Pierwotnie posiadał w części centralnej charakterystyczną wieżyczkę. Dziś dach jest płaski.
– Uważny obserwator na pewno dostrzeże łańcuchy okrętowe i kotwice znajdujące się przy budynku Wydziału Mechanicznego. Skąd te elementy?
– To jedyne pozostałości obok tablicy pamiątkowej, które upamiętniają czasy, gdy działał tu wydział nawigacyjny Państwowej Szkoły Morskiej. A po likwidacji w 1953 roku siedzibę znalazło Technikum Dróg Wodnych. Jednak nie na długo, bo już dwa lata później gmach przejęła politechnika.
– Czy nie warto opisać budynków politechniki w specjalnym wydawnictwie?
– Przy okazji przygotowań do 60 – lecia uczelni zamierzamy opracować monografię w której umieścimy część dotyczącą zabytkowych budowli. Przy okazji historii danego wydziału autorzy wspomną o charakterystycznych budynkach. Przypomnimy początek, który był niezwykle skromny. Szkoła Inżynierska składała się z trzech wydziałów. Kroniki z tamtego czasu podają, że podczas inauguracji pierwszego roku uczestniczył Eugeniusz Kwiatkowski, wówczas delegat rządu do spraw wybrzeża, a wcześniej jeden z budowniczych podstaw gospodarki II RP.
Rozmawiał Marek Jaszczyński
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Rozmowa z Kazimierą Mospinek, która osiedliła się w Szczecinie w 1945 roku.
– Przyjechała Pani do Szczecina w lipcu 1945 roku. Skąd wziął się pomysł, żeby osiedlić się w tym mieście?
– Pochodzę z Zamościa. Najpierw z rodziną trafiłam do Gdańska, lecz było tam bardzo ciężko znaleźć mieszkanie. Usłyszeliśmy, że łatwiej jest w Szczecinie. Miałam 17 lat, więc całe życie przed sobą. Pojechałam z siostrą i dwoma koleżankami na „Dziki Zachód” jak wówczas nazywano ten obszar kraju, bo łatwo było popaść w tarapaty, a nawet postradać życie.
– Jak wyglądało pierwsze zetknięcie z miastem. Czy zobaczyła Pani wówczas aleję Piastów?
– Dojechałyśmy do stacji kolejowej Gumieńce. Tylko tam docierały pociągi. Stąd rozpoczynała się trasa do Państwowego Urzędu Repatriacyjnego przy Małopolskiej. Wtedy po raz pierwszy widziałam aleję Piastów. Pamiętam, że dla ułatwienia dla przybywających do Szczecina całą drogę, oznakowano polskim flagami. To niezapomniane wrażenie, które pozostało na całe życie.
– Mówiła Pani, że Szczecin był niebezpiecznym miastem. Czy al. Piastów była postrzegana jako rejon szczególnie narażony na działalność przestępców?
– Nie słyszałam o tym. Wiem natomiast, że na alei działała „Czarna giełda” czyli miejsce nie zawsze legalnych zakupów. Był to handel wymienny, bo pieniędzy nie było. Na odcinku od ulicy Jagiellońskiej do ulicy Krzywoustego można było dostać prawie wszystko. Niemcy, którzy zostali w Szczecinie sprzedawali co się dało, a głównie odzież. Nie brakowało artykułów potrzebnych w każdym gospodarstwie domowym. Z kolei żywność oferowali głównie przybysze z centralnej Polski.
– Skoro na alejach Piastów kwitł czarny rynek, czy milicja nie odwiedzała tego miejsca, aby ukrócić podobne praktyki?
– Z tego co pamiętam nie było żadnych trudności ze strony władz. Przynajmniej na początku, gdy sytuacja w mieście nie była unormowana i panowała powojenna prowizorka. Brakowało sklepów i nie otrzymywało się wypłat. Sama wtedy zaopatrywała się w olej do pieczenia na alei Piastów, a potem smażyłyśmy placki. Z jedzeniem było krucho, to co otrzymałam w zakładowej stołówce nie było dobre.
– Była Pani konduktorką w pierwszych szczecińskich tramwajach. Czy aleja Piastów była związana z Pani pracą?
– Gdy ruszyła linia tramwajowa przez aleje, ja już pracowałam w biurze miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego. Ale w 1945 roku przez trzy miesiące pracowałam jako konduktorka w dopiero co uruchomionych tramwajach. To była całkowita dla mnie nowość. Uczyłam się nawet jak poruszać się po tramwaju. Pierwsza „trójka” jeździła na trasie od zajezdni niemierzyńskiej w okolice Bramy Portowej. Jednak najbardziej dramatyczną przygodę przeżyłam podczas jazdy „jedynką” z jeziora Głębokie. Na alei Wojska Polskiego weszło kilku pijanych czerwonoarmistów, którzy sterroryzowali bronią motorniczego. Kazali jechać wprost na dworzec bez zatrzymywania się na przystankach. Całe szczęście, że nie zrobili nikomu nic złego.
Rozmawiał Marek Jaszczyński