Opublikowane przez Krasiu w Miejsca.

Przy ulicy Kolumba mieści się jeden z najciekawszych przykładów dawnej zabudowy przemysłowej Szczecina. Tutaj znajdowały się zakłady związane z produkcją spożywczą, których produkty były znane w całych Niemczech. Jednocześnie ulica do dziś związana jest z komunikacją kolejową.

Dawna nazwa ulicy to Oberwieck, Oberwiekstrasse (Górny Wik, czyli przedmieście Starego Miasta znane już w średniowieczu). Od dziewiętnastego wieku przy Kolumba powstawały zakłady przemysłowe. Spacer pozwoli zaznajomić się z pozostałością charakterystycznej dla tej części miasta zabudowy fabrycznej. Przy okazji można poznać dwa obiekty związane z komunikacją: byłą zajezdnię tramwajową oraz jeden z najbardziej znanych obiektów w mieście – dworzec kolejowy.
Wojskowi kontra drogi żelazne
Dworzec główny zbudowano w latach 1842 – 1843, jako kończący linię Berlin – Szczecin. Władze wojskowe były początkowe niechętne lokalizacji dworca w tym miejscu. Wojskowi byli zdania, że ze względu na bliskość fortyfikacji mógł on wpłynąć negatywnie na zdolności obronne twierdzy. Dlatego też pierwszy dworzec był dość niewielki, wciśnięty między brzeg Odry a umocnienia. Nie trwało długo, gdy rosnące potrzeby komunikacyjne spowodowały, że dwadzieścia lat później obiekt został powiększony. Wówczas powstał dziewięćdziesięciometrowy pawilon z halami i poczekalniami, przechowalnią bagażu i kasami. Od tego czasu obiekt nie przeszedł większych zmian konstrukcyjnych. Jeszcze w latach 1925 – 1926 dobudowano budynek z lokalami handlowymi, w których do dziś mieszczą się sklepy i restauracje. Obecnie we wnętrzu budynku nie ma już zabytkowego wyposażenia. Jako oryginalne zachowały się jedynie konstrukcje wiat peronowych.
Od tramwajów po biznes
Kierując się z dworca w stronę pętli pomorzańskiej napotykamy niewątpliwie jeden z najciekawszych budynków, znajdujący się pod numerem 86 – 89. To obiekt po dawnej zajezdni tramwajowej. Jego dzieje sięgają 1885 roku, kiedy to Szczecińskie Towarzystwo Tramwajowe (Stettiner Strasseneisenbahn Gesellschaft założono je w 1879 roku) wykupiło działki od spadkobierców radcy Rohma. Teren zakupiono za sumę 110 tys. marek, wraz z wyspą Jaskółczą (Rahminsel). Ponieważ spadkobierca radcy nie chciał dzielić terenu, więc musiano kupić całość.
Zabudowę, która tu się znajdowała przystosowano do roli głównej zajezdni tramwajów konnych. Były tu pomieszczenia dla 90 koni, 22 wagonów, razem z z warsztatami i magazynami paszowymi. Wraz z elektryfikacją linii tramwajowych zmieniło się też oblicze budynku. W miejsce magazynu paszowego postawiono maszynownię zasilającą linię w prąd. W końcu XIX wieku zajezdnia uzyskała kształt, który możemy z drobnymi zmianami podziwiać do dzisiaj. Przy ulicy Kolumba stanęły trzy hale wagonowe (jeszcze w 1920 część jednej z hal służyła za stajnię), kuźnia, warsztaty, wspomniana maszynownia oraz budynki mieszkalno – administracyjne.
Kompleks wzniesiono w stylu charakterystycznym dla budowli przemysłowych i użyteczności publicznej. Ten styl charakteryzowały proste bryły oraz ceglane lica budynków, tylko ze skromnym detalem. Od tego kanonu odbiega jedynie budynek dla administracji oraz stacja transformatorowa. Powstały one już w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Po drugiej wojnie kompleks spełniał swoją pierwotną rolę. W sąsiedztwo wprowadziła się również szkoła zawodowa. W 1990 zajezdnia miała być częściowo rozebrana. Z takim wnioskiem wystąpiło Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej. Jednak z planów nic nie wyszło, z korzyścią dla miłośników dawnego Szczecina. Trzy lata później zarząd miasta przekazał zabudowania zajezdni Szczecińskiemu Centrum Przedsiębiorczości. Swoją siedzibę znalazł tu także Szczeciński Park Naukowo – Technologiczny.
Liderzy rynku drożdży
Kolejne budynki przy ulicy Kolumba przypominają jednak, że ten rejon miasta był związany przede wszystkim z przemysłem browarnianym i spirytusowym. Do wybuchu wojny w 1914 roku w mieście było osiem firm zajmujących się wytwarzaniem tych dóbr. Jedną z największych i najstarszych była firma Ferdynand Rückfort Nachtfolger A. G., założona jeszcze w 1742 roku. Kolejnym liderem wśród producentów drożdży była firma F.Crepina. Trzeci z najbardziej znanych zakładów w branży należał do C.Lefevera. Ta trójka firm wspólnie pokrywała około 1/5 zapotrzebowanie na drożdże w Rzeszy. Po pierwszej wojnie połączyły one swe siły w ramach Stowarzyszenia Wschodnioniemieckich Producentów Drożdży w Szczecinie.
Tuż za zajezdnią pod numerem 81- 83 możemy oglądać zabudowania po dawnej firmy C. Lefevera. Obecna zabudowa pochodzi głównie z lat 1900 – 1910. Jednak firma związana jest z tym miejscem znacznie wcześniej. Zakład przy Kolumba pojawia się w archiwaliach już od maja 1899 roku, kiedy to właściciel podejmuje prace nad rozbudową firmy. Efekt widać już wkrótce, gdy powstają budynki fabryczne wraz z magazynami. W latach międzywojennych dochodzi do częstych zmian właścicieli. W 1944 roku zespół fabryczny poniósł straty. Jedna z bomb trafiła w budynek mieszkalny znajdujący się w kompleksie. Powojenne losy kompleksu są związane z Centralą Ogrodniczą.
Nie jest to jedyny przykład zabudowy przemysłowej. Pod numerem 60 mieszczą się zabudowania dawnej wytwórnia spirytusu i drożdży F.Crepina. Początkowo w 1814 roku była to niewielka gorzelnia na parceli numer 37, prowadzona przez rodzinę Crepin. Sześćdziesiąt lat później wytwórnię przejęli F.Hoerder i M.Ebner, którzy jednak zachowali dawną nazwę firmy. Wkrótce dochodzi też do zmiany numeracji ulicy, która obowiązuje do dziś. Budynki, które w części stoją do dziś powstały na przestrzeni lat 1888 – 1922. Architekci August Schroeder i August Kuhe zaprojektowali je w stylu eklektycznej kamienicy mieszczańskiej. Po 1945 roku mieścił się tu największy w Polsce zakład produkujący drożdże paszowe. Obecnie zachował się budynek dawnej drożdżowni z 1905 roku, który mieścił suszarnie i baseny. Niestety budynek znajduje się w złym stanie technicznym. W znacznie lepszym stanie jest budynek produkcyjny, a obecnie administracyjny. Przebudowany w 1998 roku stracił jednak pierwotny wygląd. Natomiast w dawnej gorzelni mieści się leżakownia należąca do Szczecińskiej Wytwórni Wódek. W tym miejscu dojrzewa „Starka”, czyli naturalna wódka sporządzona z nie rektyfikowanego spirytusu na bazie żyta. Trunek ceniony przez smakoszy nie tylko w Polsce. Przy Kolumba nabiera smaku starka 10 – 15 letnia, leżakująca w dębowych beczkach. Jej zapas to około 200 tysięcy litrów. Wódka zyskuje charakterystyczne walory w temperaturze, która waha się w granicach od 11 stopni Celsjusza zimą do 18 stopni C latem.
Trzecia ze wspomnianych już firm – Ferd. Rückfort Nachfolger A.G. miała swoją siedzibę przy ul. Kolumba nr 4. Rodzina Rückfortów założyła pierwszą gorzelnię w Szczecinie. Marka stała się z czasem synonimem wyjątkowej jakości koniaków i likierów. Aż do 1945 roku firma dynamicznie się rozwijała. Z rodzinnego przedsiębiorstwa przekształciła się w koncern kontrolujący setki firm na Pomorzu. Tuż po pierwszej wojnie światowej pod wpływami firmy znalazło się 109 firm. Sama fabryka uległa jednak znacznym zniszczeniom podczas działań wojennych. Całkowicie zburzone zostały budynki fabryczne oraz biura. Przetrwały magazyn zboża i słodownia, dziś ma tu swoją siedzibę kilka zakładów. Ciekawostką jest, że znak firmowy FRN A.G. – gryfa, widać do dziś na elewacji kamienicy pod numerem piątym.
Dawniej skóra teraz sztuka
Przy ulicy Kolumba 61 znajduje się siedziba Wyższej Szkoły Sztuki Użytkowej. Gdy w 1981 roku konserwatorzy opisywali kamienicę bili na alarm! Ówczesny użytkownik, Spółdzielnia Pracy Wyrobów Skórzano – Galanteryjnych mógł ich zdaniem doprowadzić do całkowitej dewastacji budynku. „Charakter obiektu nie pozwala na dalszą eksploatację przez obecnego użytkownika” – alarmowali eksperci. Obiekt powstał po 1885 roku, na parterze mieściły się dwa lokale sklepowe oraz apteka. Jednak najbardziej interesująca część znajduje się od strony podwórza. Druga klatka schodowa została zbudowana w formie okrągłej wieży nakrytej spiczastym hełmem. Do niej przylegają murowane balkony na 1 i 2 piętrze.
Marek Jaszczyński „Głos Szczeciński”
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Ciekawostka
Most na wyspę
Perełkę architektury widać dopiero po wejściu do bramy głównej dawnej zajezdni tramwajowej. To jednoprzęsłowy most o konstrukcji kratownicowej, który łączy zajezdnię z wyspą Jaskółczą. Most powstał w związku z planami rozbudowy zajezdni i budowy nowej stacji transformatorowej. Autorem konstrukcji był inżynier Hermann Scholl. Konstrukcja powstała na przełomie 1920/1921 roku. Niestety nie jest znana firma, która wykonała most. Stalowa konstrukcja ma długość 36, 45 metrów, szerokość 5 metrów, a wysokość 5,10 metrów. Samą konstrukcję łączono przy pomocy nitów o dwumilimetrowej średnicy. Pierwotna nawierzchnia była brukowa na piaskowej podsypce. Obecnie jest wyasfaltowana.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Rozmowa z Andrzejem Kozłowskim, prezesem oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji RP w Szczecinie.
– Gdy szczeciński dworzec kolejowy powstawał w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku był to niewielki budynek. Dopiero z czasem zmienił się nie do poznania…
– To prawda, wciśnięty między Odrę a obwarowania twierdzy nie mógł być zbyt duży. Jego budowa była związana z uruchomieniem linii Berlin – Szczecin, do którego doszło 15 sierpnia 1843 roku. Co ciekawe miejsce pod lokalizację wybrano na podstawie sugestii żony Johanna Sacka – nadprezydenta Prowincji Pomorskiej, dworzec zbudowano na terenie ogrodów należących do owej damy. Początkowo była to stacja końcowa, jednak już w 1848 roku wybudowano szlak łączący Szczecin z Poznaniem. Ranga dworca wzrosła, bo wówczas było to jedyne połączenie stolicy Niemiec z Poznaniem. Jednak układ torów był niewygodny. Pociągi przyjeżdżające z Berlina były najpierw wycofywane do tunelu. Potem dopiero kierowały się na nieistniejący już dziś most kolejowy i dalej do Poznania.
– Kiedy stacja uzyskała kształt, który znamy z obecnych czasów?
– Już około 1870 roku zabudowania były bardzo zbliżone do obecnego kształtu, oczywiście pomijając detale architektoniczne. Wówczas też przebudowano układ komunikacyjny, dzięki któremu pociągi kierujące się do Stargardu nie musiały być wycofywane.
– Wraz z rozbudową portu w początkach XX wieku pojawiły się koncepcje przeniesienia dworca w inny rejon miasta. Jak one wyglądały?
– Nowy dworzec miał powstać w rejonie ulicy Narutowicza. Stacja ciągnęłaby się od ul. Dąbrowskiego prawie do skrzyżowania Sikorskiego z Bohaterów Warszawy. Plany pozostały jednak tylko na papierze, bo przeszkodził ogólnoświatowy kryzys z końca lat dwudziestych XX wieku. Chociaż udało się je częściowo zrealizować, powstała nowa łącznica dla ruchu towarowego, która wiedzie przez Pomorzany. Dzięki temu do dziś w mieście mamy pierścień komunikacyjny.
– A jak wyglądały powojenne koncepcje modernizacji?
– W okolicach dworca było i jest ciasno. W połowie lat siedemdziesiątych pojawił się projekt poprzecznego dworca. Perony miały znaleźć się pod płytą na której powstałoby centrum komunikacyjne: łączące transport kolejowy i autobusowy, wraz z całą infrastrukturą. Podobne rozwiązania nie są nowością na świecie, coś takiego zrealizowano w Utrechcie. Cóż kiedy ponownie na przeszkodzie zamierzeń stanął kryzys. Natomiast częściowo udało się zrealizować koncepcję stacji postojowej. Z centrum miasta przeniesiono ją na Międzyodrze w rejon portu centralnego.
Rozmawiał Marek Jaszczyński
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Rozmowa ze Zbigniewem Plutą, prezesem Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Rozwoju Gospodarczego – Szczecińskie Centrum Przedsiębiorczości.
Stowarzyszenie ma swoją siedzibę w zajezdni tramwajowej. To zdaniem specjalistów dobry przykład przeprowadzenia renowacji z zachowaniem dawnej bryły architektonicznej. Jakie były początki?
– W 1993 roku otrzymaliśmy ekspertyzę na temat stanu zajezdni. Około 90 procent kompleksu określano jako grożący katastrofą budowlaną. Eksperci sugerowali nawet rozebranie budynku. W tym samym roku z zajezdni wyprowadził się Miejski Zakład Komunikacji. Rada i Zarząd Miasta zdecydowali się przekazać nieruchomość Inkubatorowi. Podjęliśmy to wyzwanie, chociaż nie brakowało złośliwych komentarzy, że taka lokalizacja to tragedia, bo będziemy na „końcu świata”. Ale udało się zakończyć remont w 1998 roku. Koszty adaptacji i wyposażenia wyniosły około 2,5 miliona złotych.
Jak wyglądały prace związane z przebudową?
– Staraliśmy się zachować jak najwięcej oryginalnych elementów. Szczecin ma mało tego typu zabytków, a te które jeszcze istnieją są albo w ruinie albo w fatalny sposób adaptowane. Podczas prac korzystaliśmy z niemieckich wydawnictw z początku XX wieku. Dzięki temu nawiązaliśmy do oryginalnego kształtu budowli, gdy służyła jeszcze transportowi konnemu. Jednak wnętrze zostało całkowicie przystosowane do nowych funkcji. Początkowo służby konserwatorskie bardzo podejrzliwie podeszły do naszych działań. Obawiały się zniszczenia zabytku, jednak pod koniec współpraca układała się bardzo dobrze.
Z czym były związane największe trudności?
– Musieliśmy wyrównać poziom między posadzkami. Różnica sięgała nawet 18 centymetrów. Poza tym fundamenty budynku wznoszą się na dębowych palach. To powoduje, że gmach pękał. Nadal szkodzi pobliski ruch uliczny. Dużo trudności sprawiły też konstrukcje stalowe dachu, które są pokryte papą. Słońce nagrzewa dach, co powoduje pękanie pokrycia. Musimy co roku konserwować braki.
Przy remontach zabytków często zdarzają się całkiem przypadkowe odkrycia. Czy tak było też w zajezdni?
– Faktycznie. Podczas prac porządkowych znaleźliśmy w niemieckie gazety i bilety komunikacyjne. Były nawet katalogi z rozkładem jazdy. Przetrwały tyle lat, bo były używane jako uszczelnienia w różnych zakamarkach. Przy okazji dotarliśmy do materiałów z których wynika, że w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku zakład komunalny montował trumny w jednej z hal.
Czy możemy się spodziewać kolejnych zmian w wyglądzie siedziby SCP?
– Poważnie zastanawiamy się nad wstawieniem tramwaju. To byłoby nawiązanie do dawnej funkcji budynku. Nie ukrywam jednak, że aktualnie nie stać nas na taki zakup. W planach jest również wyczyszczenia elewacji. Nie wykluczamy wystąpienia o przejęcie mostu i wyspy Jaskółczej, które stanowią przecież całość, a nie są w naszym posiadaniu.
Rozmawiał Marek Jaszczyński