Opublikowane przez woti w Ciekawostki.

W dniu wręczenia nagród laureatom naszego konkursu „Pamiętać Szczecin” byłem przekonany, że niewielki stosik nagród przeznaczonych dla Macieja Bojczewskiego z Opola pozostanie samotnie na zielonym stoliku i trzeba będzie wysłać je pocztą. Nietrudno więc wyobrazić sobie moje zaskoczenie i radość, kiedy okazało się, że Macieja zastąpi bohater jego wywiadu – pułkownik Tadeusz Bojczewski! Na dodatek pan Bojczewski przywiózł ze sobą i podarował „Sedinie” kopie historycznych fotografii związanych z otwarciem mostów przez Odrę oraz kilka informacji dotyczących sposobu, w jaki wnuk uzyskał od niego informacje do nagrodzonego w konkursie wywiadu.

Kiedy opadły emocje związane z wręczaniem nagród i ucichły oklaski, a zgromadzeni zaczęli oglądać eksponaty wystawowe pochodzące z rodzinnych zbiorów uczniów SP74 oraz wystawkę naszych kolegów (Jarka Stychlerza i Krzysztofa Zagórskiego) – mogłem spokojniej porozmawiać z naszym bohaterem, który do Szczecina zawitał w towarzystwie swojej małżonki.
Okazało się, że od czasu, kiedy w 1959 roku szczecińskie mosty zostały oddane do użytku – nasz bohater odwiedzał Szczecin jeszcze wielokrotnie, często po prostu turystycznie, albo też zjeżdżając w odwiedziny do swoich kolegów, jak to miało miejsce tym razem, kiedy połączył „starych Polaków rozmowy” z wizytą „u Sediny”.


Fot.1. Płk Tadeusz Bojczewski z małżonką i Wojciechem Banaszakiem. Zdjęcie wykonano 11 czerwca 2005r. w Muzeum Morskim. /foto. A.Bis/

Nasz bohater z dumą opowiadał o swoim wnuku, który pomimo młodego wieku wykazuje się znaczną dojrzałością – to właśnie on namówił swojego dziadka do spisania wspomnień. Z tego pisania powstała niewielka książeczka, przeznaczona dla rodziny, w której jednak znaleźć można niemało informacji o czasach, kiedy Tadeusz Bojczewski budował mosty w całej Polsce. Epizod szczeciński nie został w niej szerzej opisany i kiedy Maciej dowiedział się o „sedinowym” konkursie – namówił swojego ojca na odwiedziny u Dziadka w Nowym Dworze Mazowieckim. Rodzinna rozmowa była dość długa, a w jej trakcie Dziadek kilkakrotnie próbował dowiedzieć się, dlaczego wnuczek tak bardzo interesuje się budową mostów w Szczecinie? Dopiero „po wszystkim” Maciej przyznał się, że całą rozmowę nagrywał na magnetofonie.
– Schowałem go, żebyś się nie denerwował. Napiszę z tego wywiad i przyślę ci do autoryzacji – Dziadek opowiada o tym z uśmiechem. – Powiedziałem mu, że nie musi, bo wierzę, że zrobi to dobrze… A dzisiaj z niemałą satysfakcją odebrałem nagrodę dla Macieja. Nie mógł przyjechać osobiście, bo właśnie odbiera nagrody wygrane w innym konkursie, w Opolu…

– Ja wcale nie chciałem iść do wojska, ale czasy były zupełnie inne niż dzisiaj, więc nie bardzo mogłem się od tego wymigać. Skierowano mnie do saperów, a tam zostałem wykształcony na budowniczego mostów. Po wojnie pracy przy budowie dróg i mostów było mnóstwo, więc wojsko zawsze miało co robić. Często kierowano nas na takie odcinki, na których przedsiębiorstwa cywilne nie mogły sobie poradzić. Tak właśnie było ze Szczecinem: w 1959r. sytuacja „na odcinku mostów drogowych” okazała dramatyczna – groziło odcięcie Szczecina od reszty Polski! Najwyższe ówczesne władze, czyli Komitet Centralny PZPR, zadecydowały, że do końca 1959r. „mosty mają być” i dlatego przysłano tu wojsko. Batalion Mostowy z Płocka, w którym nasz bohater był wtedy dowódcą kompanii (w stopniu porucznika), miał odbudować mosty na trasie dzisiejszej „Autostrady” Poznańskiej”.
Przyjechali tu w maju 59 roku, żeby odremontować mosty na Szosie Poznańskiej, jedyne mosty drogowe, którymi wtedy można było wjechać do lewobrzeżnego Szczecina (most Cłowy nie działał – odbudowywało go przedsiębiorstwo cywilne).

Roboty mostowe szły pełna parą, a tu okazało się, że Polskę odwiedził „z przyjacielską wizytą” I Sekretarz KC KPZR, tow. Nikita Chruszczow, który w dniu 22 lipca 1959r. przyjechał do Szczecina wraz z I Sekretarzem KC PZPR, tow. Władysławem Gomółką.


Fot. 2. Towarzysze N.Chruszczow i W.Gomółka w Szczecinie. /kopia fotografii ze zbiorów płk.T.Bojczewskiego/

– 22 Lipca to było wtedy święto narodowe. Mieszkańcy Szczecina tłumnie przybyli na spotkanie z Chruszczowem i Gomółką, ale dla nas, żołnierzy, budowniczych mostów, był to normalny dzień pracy.
– Dzisiaj rzadko się o tym mówi, ale przed przybyciem Chruszczowa do Szczecina działały tu grupy niemieckich „Wilkołaków”. Moi znajomi z wojska, szczególnie z KBW, mówili o tym, że z „okazji wizyty” ostatecznie tych dywersantów zlikwidowano…

Budowniczych mostów jednak te polityczne zawiłości dotyczyły w małym stopniu – oni musieli szybko robić swoje – i zrobili. Po przecięciu wstęgi i oficjalnym otwarciu mostów, a właściwie całej trasy Szosy Poznańskiej, wkroczyli na nie przedstawiciele najwyższego dowództwa wojskowego i cywilnych władz lokalnych oraz mieszkańcy Szczecina.


Fot.3. Na zdjęciu (od prawej): d-ca 12DZ w Szczecinie, gen.Wojciech Jaruzelski; przedstawiciele władz Szczecina i za nimi d-ca Pomorskiego Okręgu Wojskowego, gen. Zygmunt Huszcza, a dalej: Minister Obrony Narodowej, gen. Marian Spychalski; szef XV Oddziału Sztabu generalnego WP, gen. Jan Szymanowski i Szef Sztabu Generalnego WP, gen. Jerzy Bordziłowski. Z lewej strony zdjęcia widoczna charakterystyczna konstrukcja pierwszego przęsła mostu kolejowego. /kopia fotografii ze zbiorów płk.T.Bojczewskiego/

Jesienią okazało się, że jeszcze nie czas wracać do domu – Płockiemu Przedsiębiorstwu Robót Mostowych nie udało się zakończyć robót przy moście Cłowym i trzeba było im pomóc. Zastosowano tam nowoczesną technologię betonu sprężanego – i właśnie z tym „cywile” nie mogli sobie poradzić. Prace przedłużały się i znów „najwyższe czynniki” podjęły decyzję „rzucić wojsko i zakończyć do końca roku”. W tej sytuacji żołnierze musieli improwizować, nieraz „od ręki” wymyślać rozwiązania napotkanych problemów. Udało się – w nagrodę za ten wyczyn dzień po dniu następowały wyróżnienia i nagrody. W wywiadzie wnuka można zobaczyć dokumenty wyraźnie świadczące o tym, że awanse i odznaczenia zostały przyznane niemal jednocześnie, pomiędzy 17 a 19 grudnia 1959r.

Na zakończenie anegdota: w późnych latach sześćdziesiątych pan Bojczewski przyjechał autokarem z wycieczką do Szczecina. Przewodnik najpierw zaprowadził ich nad Jezioro Szmaragdowe, a potem na pobliski punkt widokowy. Stamtąd bardzo dobrze widać mosty, które budował nasz bohater. Oczywiście, przewodnik zwrócił uwagę oprowadzanych na te mosty i oznajmił, że zostały one odbudowane w 1961roku.
– Ja wtedy zdenerwowałem się i wprost powiedziałem do tego przewodnika, że gada głupstwa, bo mosty zostały odbudowane wcześniej, w pięćdziesiątym dziewiątym! Nie chciał przyznać mi racji, a przecież ja przy tym byłem!

Wojciech Banaszak