Opublikowane przez szperacz88 w Podziemia.

Rozmowa przeprowadzona o OSP z panem Władysławem.Dziś 82 letnim panem, którem nie jeden może zazdrościć kondycji i energii.

Pan Władysław mieszka w mojej klatce kilka pięter wyżej. W życiu nie przypuszczałbym że w latach 70-tych miał on szkolenie BHP na OSP.Szkoda że nie widzieliście moje miny jak sie o tym dowiedziałem.

Opowieśc dotycząca OSP:

W latach 70-tych aby awansować musiałem zrobić szkolenie BHP, w tym celu zostałem skierowany do ośrodka strażackiego nad J.Szmaragdowym. Było to szkolenie zaoczne – 3 letnie w weekendy. Pamiętam, że była tam wieża do ćwiczeń, stróżówka z garażami i warsztatem, budynek – garaż dla wozów strażackich oraz jeden długi budynek z salami wykładowymi, stołówką, toaletami oraz pokojamikwaterunkowymi dla osób spoza Szczecina. Wiem także że były tam 2 wejścia do podziemnych tuneli, miałem okazję tam być kilka razy, w środku na niższym poziomie(były 2 klatki schodowe przyp.autor) była sala wykładowa oraz składzik na gaśnice i osobny składzik na materiały łatwopalne, używane na egzaminie końcowym. Jednak już po kilku miesiącach przyjechało kilku „ważniaków” i wkrótce zamurowano tą salke.Wiem że jakieś służby coś tam miały, dlatego pewnie zasłonięto resztę tuneli. Po zakończeniu mojego szkolenia, po jakiś 3 latach, podobno wysadzono i zasypano obydwie klatki schodowe, ale nie jestem tego pewien, słyszałem to od mojego przedwojennego kolegi, który był instruktorem w tym ośrodku.

(W tym momencie pytam ile było tuneli, stwierdzam ze dziś mamy 3 dłuższe i odnogi).

Hmm….. nie moge odpowiedziec na twoje pytanie o ilości tuneli, wchodziło się wejściem w budynku, było to tylko bezpośednie dojście do 2 klatki i zejście do salki wykładowej oraz składziku. Reszta tuneli o ile były została zasłonięta pilśniowymi płytami.
Nic więcej nie wiem, ale w każdym nawiązując do gaśnic i materiałów łatwopalnych, na terenie ośrodka był betonowy murek, nie daleko były hydranty, na środku betonowej posadzki otoczonej tymże murkiem, kładło się materiał łatwopalny i zapalało, następnie trzeba było wybrać odpowiednią gaśnicę i ugaśić ogień, albo podłączyć wąz do odpowiedniego hydrantu i dopiero gasić, a wszystko to pod czujnym okiem komisji egzaminacyjnej.
Jeden egzamin był bardzo trudny, na szczęście był on dla kierowców wozów strażackich, bynajmniej trzeba było na zaciagniętym ręcznym hamulcu, rozpedzić wóz do 40 km na godzinę, następni zwolnić hamulec i zjechać bardzo szybko na sam dól sromą płytową droga, wykręcić w lewo przy mostku na dole i zaparkować woz na białej kopercie. Nie wielu zdawało ten test. Jednak w końcu z niego zrezygnowano, bowiem wydarzył się wypadek, w którym szczęsliwie nikt nie ucierpiał, egzaminowany kierowca, nie wyrobił na pierwszym zakręcie i wóz w połowie wisiał nad „przepaścią”.

(Pytam o niemieckie baraki, które były na niższym poziomie, naprzeciwko ośrodka)

Owszem były tam takie baraki, a właściwie ich resztki, czyli wystające z ziemi 4 belki i resztki przegnitych desek dookoła, były tam 2 baraki.