Opublikowane przez szperacz88 w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Sa to fagmenty listu dziadka mojego kuzyna z Niemiec. poprzez korospondncję listową dowiedziałem się że wlaczył on pod Szczecinem, zamieszczę tylko odpowiedni fragment.
Niestety pan Werner nie pamięta dużo, nie chce też opisywac jednostek, bowiem od 1944 było tak, że żolnierze byli rochwytywani z macierzystych oddzialów do róznych innych, aby łatać dziury w lini obronnej.

Nazywam się Werner Heyer, mam 85 lata, obecnie mieszkam w Bad Hersfeld w Niemczech. Odpowiadam tobie na twój list, aby opowiedzieć o II Wojnie Światowej. W 1939 roku miałem 19 lat. Ledwo wcielono mnie do armii, przeszkolono i wyszedłem jako cywil do domu, kiedy 2 września otrzymałem list nakazujący stawienie sie w jednostce łączności, wybacz ale nie chce pisac nic o jednostkach w którzych służyłem, ponieważ opis 1945 i jednostek byłby bardzo długi.

(DALSZA CZĘŚĆ LISTU JUŻ Z 1945 ROKU)

Wycofano nas z ciężkich walk w Kołobrzegu.To były ciężkie walki wielu poległo. Mój pluton stopniał z 20 do 5 ludzi, byłem lekko ranny. Przez pewien czas byłem w szpitalach tyłowych, które ciągle ewakuowywano na tyły, coraz dalej i dalej.Trafiłem pod Szczecin.Kiedy w miarę wyzdrowiałem wróciłem do służby,
Nie pamiętam za bardzo dat, to było bodajże w marcu, wszystko toczyło sie bardzo szybko, nasza jednostka nie walczyła już od stycznia, lecz była na tyłach i budowała umocnienia obronne.
Huk dział frontowych było słychać coraz głośniej, chodziły pogłoski że rosjanie rozstrzeliwują wszystkich niemców, którzy się poddadzą, boże jak ja nie chciałem wpaśc w ręce rosjan. Pamiętam straszne wydarzenie, kopaliśmy rów przeciwczołgowy razem z zaprzyjaźnionym plutonem, który składał się z samych młodzieńców z volkssturmu. Nagle usłyszałem świst, huk, poczyłem pieczenie na twarzy, byłem zdezrientowany, kiedy złapałem równowagę i świadomośc, zobaczyłem straszny widok, wszędzie leżały fragmenty ludzkich ciał. Okazało sie potem że dowództwo źle ocenili odległości rosjan od nas, nie byli oni 25 km od nas, lecz 7 km. I zaczęli ostzeliwać nasz artylerią. Wycofano nasz pluton za Odrę do Siadła Dolnego, gdzie kopaliśmy umocnienia i zakładaliśmy pole minowe, z tych prac utkwiło mi w pamięci jedno, po raz pierwszy widziałem miny ze szkła i drewna, wyglądało to dziwnie i było ciężkie. Rosjanie byli coraz bliżej, aż w końcu obudził nas grzmot i huk, wszędzie był kurz i pył, a ziemia latała w powietrzu, stwierdziłem, że rosjanie ostrzeliwują nas z przeciwleglego brzegu, w nocy zajęli całe prawobrzeże Szczecina. Dowództwo donosiło że lewobrzeże zostanie utrzymane za wszelką cene. Jednak nikt w to nie wierzył. Wydarzenia następnych dni były jeszcze straszniejsze. Słychać było ryk silników, krzyki, huk artylerii i strzały i tak cały czas, było zimno i mokro, a nad głowani krązyły rosyjskie myśliwce. Pewnego ranka dla nas szczęślowego załadowano nas na cięzarówki i wywieziono w stronę Berlina, abyśmy kopali tam umocnienia, dlaczego pisze że ten ranek był szczęśliwy?otóż kilkanaście minut poźniej rosjanie rozpoczęli przeprawę i utworzyli przyczółek na lewobrzeżu. Od mojego świtej pamięci kolegi wiem ,że walki były straszne, najpier niemcy ostrzeliwali artylerią, bmombardowali rosjan na przyczólku, ale potem role się odwróćiły, niemiccy żołnierze ginęli „hurtem”. Rosjanie nie brali ich do niewoli lecz dobijali na miejscu.

(zakończenie)
Jak to się stało, że nie zginąłem?Otóż kiedy rosjanie szturamowali Berliński Tiergarten, zostąłem ranny, kiedy nasze działko przeciwlotnicze, którym niszczykiśmy czołgi, eksplodowało. Ewakuowano mnie z Berlina na zachód, tam wpałem w ręce amerykanów. po 1 roku zwolnili mnie do domu, wróciłem do moich rodzinych stron, tam poznałem swoja przyszłą żonę i żyje tutaj do dziś.
Z przyjacielskimi pozdrowieniamu Wenrner Fritz Heyer.