Opublikowane przez woti w Historia.

Nie tak dawno temu Pani Aniela Kuznowicz z Konina przysłała do Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie wzruszający list poświęcony swojej młodości, która była związana ze Szczecinem. Ponieważ jest ciekawy, uznałem za właściwe zaprezentowanie go miłośnikom dawnego Szczecina. Tekst jest oryginalny, nie zmieniony. Dodatkowo dołączyłem widokówki nadesłane przez panią Anielę.

Pani Aniela napisała:
Szanowni Państwo,
W 1953 r. miałam 13 lat, dziś jestem emerytką lat 64. Od tamtego roku, corocznie ojciec wsadzał mnie do pociągu z Konina do Szczecina, oddawał pod opiekę w podróży komuś godnemu zaufania, a na dworcu w Szczecinie odbierała mnie nasza ciocia – siostra ojca.
Wujek z ciocią, żołnierz Armii Krajowej (o czym nie wolno było w czasach stalinizmu ani pisnąć) swoją drogę wojenną zakończył właśnie w Szczecinie, ponieważ utknął w jego płucu spory odłamek wystrzelonego do niego jakiegoś świństwa – zapomniałam co to było, nazwę. Do końca życia chodził z tym odłamkiem, ponieważ nasz znajomy lekarz psychiatra twierdził, iż odłamek tkwił w bardzo niebezpiecznym miejscu, aby można było przeprowadzić operację. Jeszcze dziś pamiętam, gdy po wojnie wujek do nas przyjechał, do naszego zaufanego lekarza, który wpuścił mnie do pracowni rtg w szpitalu i pokazywał nam na obrazie Roentgena ten odłamek w płucu wujka. Już dawno zmarli. W Szczecinie mieszkali przy ulicy Jagiellońskiej.
Pokochałam to miasto, do którego corocznie jeździłam na wakacje na kilka tygodni. Siadałam na ławeczce na Wałach Chrobrego w każdą sobotę, kiedy to ciocia wysyłała mnie po bilety do Teatru Współczesnego. Pamiętam dziś jeszcze: na scenie Lidia Wysocka i jej mąż Zbigniew Sawan w sztuce „Freuda teoria snów”, Stanisława Engelówna w „Intrydze i Miłości”, śliczne fiołkowe oczy jednej z aktorek, której nazwisko wypadło mi z pamięci, a spotkaliśmy ją na spacerze z dwójką malutkich dzieci na Wałach Chrobrego, Ludwik Benoit w „Henryku VI na łowach” (zakochałam się wtedy w jego barwie głosu, wpadającego mi do ucha ze sceny) itd. itd. – co sobota – mój ukochany teatr, aktorzy, ich niezwykłe głosy, przystojność młodego L. Benoit, parę fiołkowych oczu aktorki – miała na imię bodaj Ina Masińska.
Ciocia nakazywała mi jechać tramwajem do teatru, lecz ja miałam w Szczecinie swoje umiłowane, czarodziejskie miejsca po drodze piechotą z ul. Jagiellońskiej na Wały Chrobrego, m. in. Brama Portowa, a w niej niezwykłe czarowne wyroby z bursztynu. Mogłam i chciałam przyglądać się temu wszystkiemu po wielokroć. Raz oberwałam od przestraszonej cioci Pater Noster, bo się zbyt długo włóczyłam po tych czarownych dla mnie dziuplach lat 50-tych.
Zbierałam widokówki, miałam ich sporo, lecz przez moje przeprowadzki i remonty pozostały tylko dwie – widok na Wały Chrobrego z 1953 roku. Tam chodziłam. Popatrzcie państwo – i co widzicie?…
Postanowiłam podarować państwu te historyczne dziś widokówki. Proszę nie zgubić tego podarunku skromnego, może ulokować w muzeum?
To tyle chciałam Państwu powiedzieć. Patrzę z tęsknotą po raz ostatni na te miejsca, w których bywałam bardzo często. Mam wrodzoną bardzo dobrą pamięć wzrokową, więc zachowam w mózgu, jak w muzeum, moje utarte ścieżki ukochanego Szczecina.
Serdecznie pozdrawiam. Trzymaj się dzielnie Szczecinie. Bądź zawsze polski! Mój wujek o to walczył, a za to – dostał odłamek w płuco.
Aniela Kuznowicz”

A oto dwie widokówki przedstawiające Wały Chrobrego w Szczecinie (w latach pięćdziesiątych) i ich rewersy – załączone przez panią Anielę Kuznowicz do tego listu:

Szymon Nowacki