Opublikowane przez Aygon w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Pani IZABELA DRZEWIECKA ma 92 lata. Wygląda dostojnie, ale 20 lat młodziej. W te okolice, gdzie mieszka do dziś — na osiedlu Bukowym, przy ulicy Brązowej — trafiła jeszcze podczas wojny. Wywieziona tu została z koleżanką na roboty do niemieckiego gospodarstwa, w dzisiejszych Kliniskach. Mówi, że pracujący w tych stronach Polacy zgotowali im gorące przyjęcie na polanie. Tak poznała przyszłego męża, Stefana.

Musiała pracować na roli, wykonywać różne prace, bawić dzieci, z którymi do tej pory nie miała styczności, ale Stefan pomagał. Ułatwieniem było to, że nieco znała język niemiecki. Miała też szczęście, że trafiła do dobrej gospodyni.
— Niemka, u której pracowałam, traktowała mnie bardzo dobrze, szczególnie wtedy, gdy urodziła się moja pierwsza córka, Hania, w 1944 roku — wspomina pani Izabela. — Sama była wdową, miała dwóch synów, w tym jednego niepełnosprawnego, i dwie córki blizniaczki, które niestety zmarły. Może dlatego pokochała moją Hanię? Otoczyła ją opieką, jakby to jej dziecko było. Była dobrym człowiekiem. Znacznie gorszy był jej brat. Raz, gdy myłam okna, przy innych żołnierzach nazwał mnie polską świnią. Odpowiedziałam mu po niemiecku, że nie jestem polską świnią, tylko polską pracownicą w Niemczech. Otrzymał od kolegów wymówkę. Mąż też miał dobrego szefa, który nawet został ojcem chrzestnym Hani.
W początkach 1945 r. w miarę zbliżania się frontu wraz z zamieszkałymi tu rodzinami niemieckimi powędrowali w głąb Niemiec. Trafili do strefy brytyjskiej. Jako wysiedleńcy nie zagrzali długo miejsca, w październiku wrócili do Szczecina.
Niemiecka gospodyni przed rozstaniem poprosiła, żeby przejęli jej gospodarstwo. Przyjechali w październiku 1945roku. Gospodarstwa nie przejęli, bo było w rozsypce, postanowili jednak zosta Zamieszkali w Klęskowie.— Sołtys Jankowski dał nam mieszkanie w Klęskowie. Prosił, byśmy zostali, aby Polaków było tu coraz więcej. Nie było dobrych warunków dla dziecka, Hania musiała więc przez pół roku mieszkać u wujostwa w Piotrkowie. Ja zajęłam się organizowaniem naszego życia, dostałam do pomocy Niemkę, bardzo pracowitą Ritę. Jej ojciec też nam pomagał. Mąż, z zawodu murarz sztukator, podjął pracę w straży przemysłowej w Żydowcach w Zakładach Chemicznych Wiskord. Nasza willa przy Chłopskiej w Klęskowie była okazała, ale bardzo zniszczona, trzeba ją było wyremontować Potem wielokrotnie otrzymywaliśmy nagrody za piękne utrzymanie domostwa. Niestety, z powodu zmiany planów zagospodarowania osiedla dom musiał zostać zburzony. Dostałam za to mieszkanie w bloku, ładne, dwa pokoje, ale trochę n ciężko wchodzić po schodach.
Trzeba tu przyznać, że mieszkanie jest bardzo ładnie urządzone i zadbane. Wszystko leży na swoim miejscu i nie widać nawet pyłku. Pani Izabela to prawdziwa pedantka
Z dawnych czasów niewiele pozostało, uważa pani Izabela. Został tylko stary kościół, który widzi przez okno, zostało też kilka starych domów, m.in. na Chłopskiej – np. ten, w którym mieszkają Przybylscy. Oni trafili w te strony jeszcze przed panią Drzewiecką
W 1951 roku na świat przyszła Marylka, dwa lata później — Elżbieta (mieszka po sąsiedzku na Brązowej). Pani Izabela jest z córek bardzo dumna. Wszystkie zdobyły wyższe wykształcenie, dobrą pracę Dochowała się 5 wnuków i 2 prawnuków Dzieci i wnuki pamiętają o pani Izabeli.

„Panorama 7”, Nr 5(266), 10.03.2005, Anna B. Czerniawska