Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

W klasie uczyli się chłopcy w wieku od 13 do 24 lat. Nauczycielami byli zarówno zwykli nauczyciele, jak i profesorowie szkół wyższych. Wujek pamięta, że jednym z jego nauczycieli był profesor Małczanow, który wcześniej wykładał na Uniwersytecie Lwowskim.
Po skończeniu szkoły, w latach 1955 – 1962, wujek Jurek pracował jako kinooperator. Najpierw w kinie „Młoda Gwardia” na Golęcinie, później w kinie „Delfin”, a następnie w kinie „Pierwszy Maj” w Żydowcach. Dorośli mogli wieczorami oglądać filmy powojenne, np. „Koszary”, „Front”, „Kapitulacja”.

Wspomnienia spisał: Tomek Naprawa z kl. IV Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominał: wujek Jurek

W sierpniu 1950 roku mój wujek Jurek przeprowadził się do Szczecina. Miał wtedy 13 lat. Wcześniej mieszkał w Pasiekach na Mazowszu. Jego mama mieszkała już w Szczecinie, od 1947 roku, w jednym z poniemieckich domków jednorodzinnych w Zdrojach.
Wujek Jurek chodził do szkoły w Dąbiu, na ul. Anieli Krzywoń. W klasie uczyli się chłopcy w wieku od 13 do 24 lat. Nauczycielami byli zarówno zwykli nauczyciele, jak i profesorowie szkół wyższych. Wujek pamięta, że jednym z jego nauczycieli był profesor Małczanow, który wcześniej wykładał na Uniwersytecie Lwowskim.
Kiedy nie było zajęć szkolnych, chłopcy latem pływali żaglówkami lub kajakami po Jeziorze Dąbskim, a zimą jeździli na łyżwach lub na nartach na terenie dzisiejszych Osiedli – Bukowego i Majowego.
Do szkoły lub gdziekolwiek indziej drogę utrudniały niewybuchy i tony gruzu. Często dzieci bawiły się na gruzach. Dochodziło również do wielu nieszczęśliwych wypadków z powodu wybuchów niewypałów. Cierpiały na tym także dzieci.
Niedaleko domu w Zdrojach znajdowały się bunkry i schrony, które zachowały się do naszych czasów.

Wujek Jurek przed domem

Życie codzienne ówczesnych Szczecinian wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj. Rano chodzili do pracy, po której organizowali się do grupowego sprzątania gruzów i odbudowywania miasta. Zależało im, aby szybko i sprawnie przywrócić normalne życie w mieście. W Zdrojach nie było problemu z gazem i prądem, ale na lewobrzeżu prawie połowa ludzi nie mogła normalnie funkcjonować. Wodę czerpano ze studni, które znajdowały się prawie przed każdym domem.
Po skończeniu szkoły, w latach 1955 – 1962, wujek Jurek pracował jako kinooperator. Najpierw w kinie „Młoda Gwardia” na Golęcinie, później w kinie „Delfin”, a następnie w kinie „Pierwszy Maj” w Żydowcach. Najbardziej były popularne „Poranki dla dzieci”. Dorośli mogli wieczorami oglądać filmy powojenne, np. „Koszary”, „Front”, „Kapitulacja”. Mimo wspomnień wojny i jej trudów ludzie cieszyli się i brali udział w życiu kulturalnym miasta.
Sklepów było mało, a towaru w nich jeszcze mniej. W latach powojennych 1947 – 1949 było w nich jedynie chleb i mleko. Z czasem pojawiały się też inne towary. Ubrania ludzie dostawali w paczkach z Ameryki lub kupowali w MHD (Miejski Handel Detaliczny).
Spacerowano po Puszczy Bukowej, gdzie był kiedyś piękny kompleks pałacowy, który niestety zniszczyli go Polacy.
Można było pójść na basen lub do łaźni, które mieściły się na Placu Orła Białego.
Czytano różne gazety. Najpopularniejszymi były „Kurier Szczeciński” i „Głos Szczeciński”, które można było kupić w specjalnie oznaczonych skrzynkach z napisem „Sami bierzemy, sami płacimy”. Inne gazety kupowano w kioskach.

Jak widać, życie wyglądało zupełnie inaczej, ale ludzie byli bardziej uczciwi i pracowici. Przyszło im żyć w ciężkich czasach, a jednak nie poddali się. Podejmowali trud odbudowy miasta i budowy swojego nowego życia. Zakładali rodziny i dbali przede wszystkim o to, żeby dobrze się żyło nie tylko im, ale również następnym pokoleniom, czyli nam. Zbudowali fundamenty nowego, silnego miasta, w którym my żyjemy do dzisiaj.