Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Albo: „Potem żołnierze SS pędzili mieszkańców pod niemiecką granicę. Zdarzało się, że dzieci płaczem wzbudzały litość w żołnierzach, którzy dawali im twarde suchary, a mojej babci opatrzono ranę na głowie.”
Albo: „Otrzymali powiadomienie od sołtysa wsi, że powinni opuścić zamieszkiwane tereny w ciągu 5 dni i wyjechać na “Ziemie Odzyskane” na zachodzie Polski. Pozostanie na miejscu oznaczałoby zmianę narodowości na radziecką.”

Wspomnienia spisała: Sonia Pałęga z kl. V Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominały: Eugenia Pałęga i Zofia Dejniak

Rodzina pierwszej babci, Eugenii Pałęgi z domu Smolnickiej, brała bezpośredni udział w wojnie. Walczył jej ojciec, który był później wywieziony do obozu na Syberii i przebywał tam 4 lata. Walczył również wujek babci – był ułanem, a drugi z wujków walczył jako pilot w R.A.F- ie. Jej wioska nazywała się Zubrza i znajdowała się blisko Lwowa. Podczas wojny Lwów został zbombardowany, szczególnie dworzec główny. Kiedy Niemcy wkroczyli do miasta – dochodziło do aktów terroru, głównie na ludności żydowskiej.
Ojciec babci znalazł ukrywającą się w zbożu Żydówkę i pod osłoną nocy sprowadził ją do domu. Mieszkała z rodziną babci przez 6 miesięcy.
Niemcy nie zachowywali się agresywnie wobec ludzi z wioski. Gorzej zachowywały się wojska radzieckie. Znęcali się nad cywilami, a szczególnie nad mężczyznami. Nad moimi pradziadkami znęcano się wyjątkowo bestialsko – zburzono im dom i zniszczono cały dorobek, a następnie zabito.

Po zakończeniu wojny miała miejsce akcja przesiedlenia ludności cywilnej z terenów zabużańskich. Babcię wraz z rodziną przesiedlono w maju 1946 roku. Otrzymali powiadomienie od sołtysa wsi, że powinni opuścić zamieszkiwane tereny w ciągu 5 dni i wyjechać na “Ziemie Odzyskane” na zachodzie Polski. Pozostanie na miejscu oznaczałoby zmianę narodowości na radziecką.
Mama babci podjęła decyzję o wyjeździe. Żandarmi narodowości ukraińskiej przewieźli ich na dworzec główny we Lwowie, pozwalając zabrać tylko niezbędne rzeczy: ciuchy, pościel, naczynia itp. Na dworcu żołnierze radzieccy umieścili rodzinę babci w wagonach “bydlęcych” – i zaczęła się uciążliwa i mordercza wyprawa do Polski. Trwała 3 tygodnie.
Dotarli do Stargardu Szczecińskiego i przez 3 dni koczowali na dworcu. Znajomy rodziny babci powiadomił ją, że w Szczecinie są puste domy, gotowe do zamieszkania.
Babcia zamieszkała w podszczecińskim Wielgowie. Rodzina babci i znajomi mieszkają tam do dziś. Ale serca swoje zostawili we Lwowie…

Moja druga babcia, Zofia Dejniak z d. Chodkowska, mieszkała w wiosce o nazwie Rzewnie, niedaleko Makowa Mazowieckiego. Przez tamte tereny przechodził front. Znajdując się w samym centrum frontu, babcia bardzo ucierpiała. Panował chaos, ze wszystkich stron nadlatywały samoloty, działa strzelały, a czołgi burzyły najmniejsze nawet gospodarstwa.
Podczas zaciekłej walki babcia z rodziną schowała się do zatłoczonej piwnicy. Nieszczęśliwym trafem bomba wystrzelona z niemieckiego działa trafiła właśnie w to miejsce. Piwnica zawaliła się. Mała Zosia została bardzo poważnie ranna w głowę i straciła przytomność. Odkopał ich wujek, brat mojej prababci. We wiosce po bombardowaniu ocalał tylko jeden dom.
Potem żołnierze SS pędzili mieszkańców pod niemiecką granicę. Zdarzało się, że dzieci płaczem wzbudzały litość w żołnierzach, którzy dawali im twarde suchary, a mojej babci opatrzono ranę na głowie.
Babcia nie pamięta, ile trwała ta wędrówka. Pamięta tylko, że była głodna i zmęczona. Zakończyła się z chwilą wkroczenia Rosjan. Wówczas Niemcy wycofali się, pozostawiając jeńców po drodze.
Kiedy mieszkańcy Rzewnia wrócili do swojej wioski, zamieszkali w ocalałym domu. Rodzina, do której ten dom należał, przyjęła wszystkich. Był duży tłok, w jednym pokoju mieszkało nawet pięć rodzin. Trudno było znaleźć miejsce do spania. Panował głód i choroby. Najgorzej było przetrwać zimę. W obejściu była tylko jedna krowa. Mleko dawano tylko dzieciom. Dorośli żywili się zamarzniętymi na polu ziemniakami.

Tuż po wojnie zmarł mój pradziadek i od tamtego czasu babcia wraz z mamą i siostrą – musiały same dawać sobie radę. Do Szczecina przybyły dopiero w 1954r. Miasto dopiero odbudowywano. Odnawiano ulice, powstawały nowe budynki, wznoszono kościoły i urządzano sklepy. Babcia i jej siostra uczyły się i pracowały.