Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Ze wspomnień mojej prababci i babci dowiedziałem się, że Szczecin był w tym czasie bardzo zniszczony, np. obecna ul. Wyzwolenia była jednym gruzowiskiem. Z dzielnicy, w której mieszkała moja prababcia, do śródmieścia, gdzie były sklepy z odzieżą, jeździł jeden tramwaj. Był on zawsze przepełniony. Ludzie jechali nawet na stopniach wagonów.

Wspomnienia spisał: Mateusz Aksamit z kl. VI Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominała: Zofia Sarlinowska

W 1948 roku moja prababcia, Zofia Sarlinowska, razem ze swoją córką (moją babcią) przyjechała do męża, mojego pradziadka, który był osadnikiem wojskowym w Szczecinie. Przyjechali z wioski Grzybowo, położonej koło Wrześni.
Pradziadek dostał w Szczecinie mieszkanie na ulicy Reja, w dzielnicy Niebuszewo.
Ze wspomnień mojej prababci i babci dowiedziałem się, że Szczecin był w tym czasie bardzo zniszczony, np. obecna ul. Wyzwolenia była jednym gruzowiskiem. Z dzielnicy, w której mieszkała moja prababcia, do śródmieścia, gdzie były sklepy z odzieżą, jeździł jeden tramwaj. Był on zawsze przepełniony. Ludzie jechali nawet na stopniach wagonów.
Pradziadek dostał pracę w budownictwie. Między innymi pracował przy odbudowie szczecińskich mostów na Odrze. Prababcia nie pracowała. Zajmowała się wychowywaniem dzieci.
Sklepów w tym czasie w Szczecinie było bardzo mało, a zaopatrzenie bardzo słabe. Dlatego, aby dostać mleko, trzeba było wcześnie wstać i ustawić się w długiej kolejce. Prababcia, żeby dzieci były ubrane, kupowała materiały i włóczki od ludzi, którzy dostawali paczki od rodzin z Ameryki. Sama szyła i robiła na drutach ubrania.
W miarę upływu lat miasto było odbudowywane. Przybywało szkół, kin, sklepów itp. W opisywanym okresie dzieci chodziły do szkoły w mundurkach albo granatowych fartuszkach z białymi kołnierzykami.
W domach były tylko radia, nie było telewizorów, i dlatego czytano chętniej książki, chodzono do kina, teatru, operetki. W kinach grano najczęściej filmy wojenne.
W okresie letnim babcia z bratem jeździła na rowerze – kąpać się na basen, do Lasku Arkońskiego. W zimie natomiast jeździła na sankach w Parku Kasprowicza. Na wyjazdy, nad morze czy w góry, nie było pradziadków stać.
Życie w tych latach było nie łatwe, ale jak wspomina babcia, ludzie byli weseli i uczynni. Nie chciała wracać do poprzedniego miejsca zamieszkania. W Szczecinie pradziadkowie i babcia czuli się dobrze.